<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress/2.3.1" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>
<channel>
	<title>Komentarze do wpisu: Inception (Incepcja, 2010 USA)</title>
	<link>http://truposz.com/2010/08/05/inception-incepcja-2010-usa/</link>
	<description>Truposz.com :: Filmy i Seriale</description>
	<pubDate>Sun, 19 Apr 2026 17:22:16 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.3.1</generator>
		<item>
		<title>Przez: SK</title>
		<link>http://truposz.com/2010/08/05/inception-incepcja-2010-usa/#comment-360</link>
		<dc:creator>SK</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 05 Aug 2010 01:38:27 +0000</pubDate>
		<guid>http://truposz.com/2010/08/05/inception-incepcja-2010-usa/#comment-360</guid>
		<description>Tekst z pl.rec.fantastyka.sf-f by Michał:

Incepcja czyli nowy film o rzeczywistości snu i podświadomości oraz nierzeczywistości rzeczywistości. W rolach głównych min. Di Caprio, a na drugim planie pojawia min. Michael Caine.

Jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Równoległa, zmuszająca widza do pewnego wysiłku akcja w wielopoziomowym śnie, w którym każdy poziom posiada własny upływ czasu, bardzo ładny wątek miłosny bez wątku miłosnego, sprawne sceny akcji (z kilkoma możliwymi do uniknięcia absurdami), a całość bez niepotrzebnego efekciarstwa i z umiarkowaną dawką efektów specjalnych, które filmowi jak najbardziej służą, jednocześnie nie przytłaczając.

Dobre, zalatujące mocno Dickiem i delikatnie Matriksem kino rozrywkowe. Napisane, wyreżyserowane i wyprodukowane przez Nolana, co samo w sobie jest rekomendacją.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Tekst z pl.rec.fantastyka.sf-f by Michał:</p>
<p>Incepcja czyli nowy film o rzeczywistości snu i podświadomości oraz nierzeczywistości rzeczywistości. W rolach głównych min. Di Caprio, a na drugim planie pojawia min. Michael Caine.</p>
<p>Jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Równoległa, zmuszająca widza do pewnego wysiłku akcja w wielopoziomowym śnie, w którym każdy poziom posiada własny upływ czasu, bardzo ładny wątek miłosny bez wątku miłosnego, sprawne sceny akcji (z kilkoma możliwymi do uniknięcia absurdami), a całość bez niepotrzebnego efekciarstwa i z umiarkowaną dawką efektów specjalnych, które filmowi jak najbardziej służą, jednocześnie nie przytłaczając.</p>
<p>Dobre, zalatujące mocno Dickiem i delikatnie Matriksem kino rozrywkowe. Napisane, wyreżyserowane i wyprodukowane przez Nolana, co samo w sobie jest rekomendacją.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Przez: SK</title>
		<link>http://truposz.com/2010/08/05/inception-incepcja-2010-usa/#comment-358</link>
		<dc:creator>SK</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 05 Aug 2010 01:34:52 +0000</pubDate>
		<guid>http://truposz.com/2010/08/05/inception-incepcja-2010-usa/#comment-358</guid>
		<description>Tekst z pl.rec.film - by Seoman:

Tekst z wrażeniami bardziej dla ludzi, którzy już obejrzeli film. Końcówki nie zdradzam, a o faktach z filmu piszę bardzo ogólnie.

Po pierwsze: film mi się podobał. Bardzo rzeczowo opowiedziana historia, trzymająca w napięciu od początku do końca. Spójny scenariusz z dość małymi dziurami i rzemieślnicza sprawność w posuwaniu sprawy coraz dalej. Film dość długi, ale się nie wynudziłem i wyszedłem z kina całkiem usatysfakcjonowany. Dobra obsada, dobra reżyseria, dobra muzyka, dobre efekty.

Po drugie: po projekcji i przemyśleniu paru spraw jednak zawód. Żeby nie być źle zrozumianym - MIAŁEM frajdę z filmu i nie żałuję tego czasu, ale było w nim po prostu tyle zmarnowanych okazji na coś więcej! Ciąg dalszy to marudzenie przy założeniu, że jednak warto.

Bohaterowie - zupełnie niewykorzystani. Coś do roboty ma tylko główny bohater i "duch" jego małżonki. Pozostali - w zasadzie statyści ze swoimi "technicznymi" rolami, bez żadnego istotnego wpływu na przebieg akcji. Na przykład - Arthur i Eames. Na początku wydawało się, że jest między nimi jakiś konflikt, a w pewnym momencie Arthur daje plamę, nie przygotowując się do akcji. Chciałoby się, żeby coś z tego wynikało, jakieś dodatkowe zagrożenia, zwroty - i nic. Po prostu robią swoje. Ariadne - zdolniacha, która nadużywa możliwości danych przez rzeczywistość senną. W czasie samej "akcji" służy za gadającą głowę, która kręci się przy głównym bohaterze i w zasadzie tyle. Yusuf, Saito - są bo są, trochę strzelają, trochę gadają, ale nie wnoszą nic istotnego.

Rzeczywistość senna - kurczę, to nie Matrix, można by się było spodziewać, że nie będzie dokładnym odbiciem rzeczywistości. Pamiętając choćby "The Cell", czy "Mirrormask", spodziewałem się czegoś ciut wykręconego. Wiecie, jak jest we śnie - dzieją się absurdalne rzeczy, które wydają się być totalnie realne i uzasadnione. A tu - twarda rzeczywistość, czasem grawitacja zaburzona obrotem ciężarówki o jeden poziom wyżej i schody w pętelkę. Nawet to limbo takie mało szalone, a przecież to jakiś najgłębszy poziom podświadomości.

Fabuła - sprawna, owszem, ale też prosta jak budowa cepa. Nadrabia bardziej złożonością wykorzystania jednego pomysłu, niż jakością wyobraźni autora. Trochę tak, jakby zminiaturyzować i powielić jeden prosty wzór, zamiast włożyć tu jakąś większą myśl. Dość szybko wszystko staje się dość przewidywalne, nawet puszczenie oka w ostatnim kadrze filmu jest takie... oczywiste. Z filmu o snach, gdzie możnaby się trochę pobabrać w psychologii, dodać trochę niepokoju, zrobił się kolejny Bourne, sprawna zabijanka. Mam wrażenie, że filmowi by wyszło na dobre, gdyby wziął się za niego Guillermo del Toro.

Na koniec - jedna rzecz, która mi się podobała. Akcja filmu rozgrywa się we współczesności, przy założeniu, że jest możliwość wnikania w sny. Nikt tego nie próbuje tłumaczyć - po prostu jest taka możliwość i należy to przyjąć "na wiarę". Bardzo dobrze.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Tekst z pl.rec.film - by Seoman:</p>
<p>Tekst z wrażeniami bardziej dla ludzi, którzy już obejrzeli film. Końcówki nie zdradzam, a o faktach z filmu piszę bardzo ogólnie.</p>
<p>Po pierwsze: film mi się podobał. Bardzo rzeczowo opowiedziana historia, trzymająca w napięciu od początku do końca. Spójny scenariusz z dość małymi dziurami i rzemieślnicza sprawność w posuwaniu sprawy coraz dalej. Film dość długi, ale się nie wynudziłem i wyszedłem z kina całkiem usatysfakcjonowany. Dobra obsada, dobra reżyseria, dobra muzyka, dobre efekty.</p>
<p>Po drugie: po projekcji i przemyśleniu paru spraw jednak zawód. Żeby nie być źle zrozumianym - MIAŁEM frajdę z filmu i nie żałuję tego czasu, ale było w nim po prostu tyle zmarnowanych okazji na coś więcej! Ciąg dalszy to marudzenie przy założeniu, że jednak warto.</p>
<p>Bohaterowie - zupełnie niewykorzystani. Coś do roboty ma tylko główny bohater i &#8220;duch&#8221; jego małżonki. Pozostali - w zasadzie statyści ze swoimi &#8220;technicznymi&#8221; rolami, bez żadnego istotnego wpływu na przebieg akcji. Na przykład - Arthur i Eames. Na początku wydawało się, że jest między nimi jakiś konflikt, a w pewnym momencie Arthur daje plamę, nie przygotowując się do akcji. Chciałoby się, żeby coś z tego wynikało, jakieś dodatkowe zagrożenia, zwroty - i nic. Po prostu robią swoje. Ariadne - zdolniacha, która nadużywa możliwości danych przez rzeczywistość senną. W czasie samej &#8220;akcji&#8221; służy za gadającą głowę, która kręci się przy głównym bohaterze i w zasadzie tyle. Yusuf, Saito - są bo są, trochę strzelają, trochę gadają, ale nie wnoszą nic istotnego.</p>
<p>Rzeczywistość senna - kurczę, to nie Matrix, można by się było spodziewać, że nie będzie dokładnym odbiciem rzeczywistości. Pamiętając choćby &#8220;The Cell&#8221;, czy &#8220;Mirrormask&#8221;, spodziewałem się czegoś ciut wykręconego. Wiecie, jak jest we śnie - dzieją się absurdalne rzeczy, które wydają się być totalnie realne i uzasadnione. A tu - twarda rzeczywistość, czasem grawitacja zaburzona obrotem ciężarówki o jeden poziom wyżej i schody w pętelkę. Nawet to limbo takie mało szalone, a przecież to jakiś najgłębszy poziom podświadomości.</p>
<p>Fabuła - sprawna, owszem, ale też prosta jak budowa cepa. Nadrabia bardziej złożonością wykorzystania jednego pomysłu, niż jakością wyobraźni autora. Trochę tak, jakby zminiaturyzować i powielić jeden prosty wzór, zamiast włożyć tu jakąś większą myśl. Dość szybko wszystko staje się dość przewidywalne, nawet puszczenie oka w ostatnim kadrze filmu jest takie&#8230; oczywiste. Z filmu o snach, gdzie możnaby się trochę pobabrać w psychologii, dodać trochę niepokoju, zrobił się kolejny Bourne, sprawna zabijanka. Mam wrażenie, że filmowi by wyszło na dobre, gdyby wziął się za niego Guillermo del Toro.</p>
<p>Na koniec - jedna rzecz, która mi się podobała. Akcja filmu rozgrywa się we współczesności, przy założeniu, że jest możliwość wnikania w sny. Nikt tego nie próbuje tłumaczyć - po prostu jest taka możliwość i należy to przyjąć &#8220;na wiarę&#8221;. Bardzo dobrze.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>
