Marsjanin (2015, reż. Ridley Scott)

02/10/2015 By: Truposz Kategoria: 02/10, 05/10, Ekranizacja, Fantastyka, Film, Kino, Ridley Scott

marsjanin-2015-sf-rez-ridley-scott_tn.jpgMarsjanin - film SF w reżyserii słynnego i znanego wszystkim reżysera, na podstawie bestsellerowej debiutanckiej powieści Andy Weira… Miało być tak pięknie a wyszło jak zawsze. Cóż - wynudziłem się strasznie. Może dlatego, że wybrałem wersję 2D (oj naszukałem się, żeby nie iść na 3D). A wybrałem po to, żeby zobaczyć historię a nie tanie efekciarstwo wirujących szkiełek.

No i niestety adaptacja błyskotliwej, wartkiej, sarkastycznej i pełnej humoru powieści wypada dość blado. Rzekłbym ani reżyser jej nie ratuje ani Matt Damon jako Mark Whatney.

Ridley Scott - Reżyser. Mógłby odpuścić. Gdyby ten film trafił w ręce jakiegoś młodego, ambitnego reżysera, pełnego werwy i pomysłów - byłoby lepiej bez dwóch zdań. Niestety Marsjanin (powieść) stał się bestsellerem więc Hollywood nie mogło ryzykować ekranizacji przez jakiegoś No Name. Wiadomo - rzuci się duży budżet, popularnego aktora, uznanego reżysera - dorobi reklam i będzie hit kinowy. Będzie bo musi. Dzięki czemu dostajemy miałkie kino bazujące na nazwiskach i popularności powieści Andy Weira…

Ridley Scott nas przynudza przez całkowity brak pomysłu jak zrealizować film bazujący na książce, której kluczem są przemyślenia i objaśnienia Marka - astronauty. Dopiero pod koniec słychać wypowiadane myśli Marka, przez krótki epizod. I to było dobre. Reszta - marnie. Początek filmu dłuży się. Dla kogoś, kto czytał powieść dłuży się jeszcze bardziej. Bo początek to obrazki - oczywistości. Zlepek kadrów i wydarzeń, które bez komentarza co i jak i dlaczego są nudne. Ktoś kto nie czytał Marsjanina też się wynudzi, chyba, że pozachwyca się widoczkami. Druga część filmu nabiera tempa i jest nawet znośna. Ja wiem, że Ridley to chciał budować napięcie na początku - ale nie wyszło.

Matt Damon - Aktor. Wcielający się w pozostawionego na Marsie astronautę, próbującego przeżyć. Zagrał jak zagrał - drewnianie. Mark Whatney jest kimś, osobą o specyficznym poczuciu humoru, często sarkastyczny a jednocześnie zaradny, bystry i niezwykle inteligentny. Charyzmatyczny bohater powieści został zastąpiony przez drewnianego aktora, który odgrywać inteligencji nie potrafi a i przekonywująca sarkastyczny i dowcipny nie potrafi być. Ot wyszedł z niego taki amerykański bohater na Marsie radzący sobie z wykastrowanymi przeciwnościami losu.

Fabuła - wykastrowana. Oczywiście w filmie nie ma szans na pełne przedstawienie zawartości całej powieści. Do tego można pokazać tylko to co można pokazać, a pomija się całe sedno ukryte w wierszach książki. Pominięto więc wiele. Ze szkodą niestety. Walka o przetrwanie w niesprzyjającym człowiekowi środowisku stała się takim lekkim spacerkiem po Marsie. Właściwie to wszystko mu tam działało i przychodziło bez większych problemów.

Napięcie! Gdzie jest napięcie? Ten film powinien niczym thriller ociekać napięciem, emocjonować widza, nawet tego, który książkę przeczytał. Są w kinie liczne historie, których zakończenie znamy, a jednocześnie w trakcie spektaklu targają nami emocje i zaciskamy palce na poręczy fotela. Niech wspomnę Apollo 13 (z Tomem Hanksem) czy Lot 93 - zekranizowaną historię samolotu, który 11 września rozbił się nie uderzając w cel ataku. Te dwa przykładowe filmy trzymały mnie w napięciu niczym dziadek do orzechów trzyma orzeszka.

Konfrontując zatem film z książką - film przegrywa. Ale nie przegrywa tak jak większość ekranizacji. Przegrywa z kretesem. Zbyt wielka kastracja by dopasować się do scenariusza filmowego oraz brak „wkładu własnego” zabiło ten film w porównaniu z książką.

marsjanin-2015-sf-rez-ridley-scott_2___truposz_-_806x806_ocena.jpg

Starając się zaś nie oceniać filmu przez pryzmat powieści, Marsjanin jest średniawym kinem SF, które nic nie wnosi. Pomysł za historię zaczerpnięto skądś (wiemy skąd, ale odcinamy się w tym akapicie od powieści) - i to jeszcze może być. Ale żadnego wkładu reżysera czy aktorów, który zrobiłby z tego filmu coś więcej niż marny zlepek na potrzeby hitu kinowego. Brak czy to wizjonerstwa, czy klimatu, czy emocjonującego pokazania powieści - mści się marną oceną.

marsjanin-2015-sf-rez-ridley-scott_5___truposz_-_806x806_ocena.jpg

Dla porównania wymienię Interstellar czy choćby Gravity. Ten pierwszy miał swój klimat, który pozwalał przetrwać dość długie kino. Była w nim jakaś myśl przewodnia i emocje. Grawitacja z kolei była filmem skupiającym się wokół kosmosu, który jest z natury wrogiem. Pomijając kilka fantazji, dość wiernie oddano w nim nie tylko zagrożenia ale cały „problem” z brakiem grawitacji. Przez co film stał się uroczo widowiskowy. Nie oszczędzono nam też emocji.

Marsjanin:

Ocena: 2/10 (jeśli czytało się książkę)
Ocena: 5/10 (jeśli nie czytało się książki)

Brak komentarzy »

Nikt tego jeszcze nie skomentował.

Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz