Hurt Locker
War is a drug
Hurt Locker - amerykański dramat wojenny podobał mi się ponieważ ostatnio są u mnie na topie filmy wojenne. Wszystko co dzieje się po Wietnamie – a więc Afganistan, Irak – pochłania mnie albo raczej ja pochłaniam. Rosyjskie filmy takie jak Wojna czy 9 Kompania czy amerykańskie jak mini-serial Generation Kill znalazły u mnie na półce honorowe miejsce. Nie wnikam skąd ta nagła zmiana mojego upodobania, przyjmuję, że po prostu tak jest. Współczesna wojna to coś nowego – dość nazistów, hitlerowców – może to po prostu przesyt II Wojną Światową. A może to, że Afganistan, Irak są bliższe mojemu pokoleniu, które inwazję z 1939 roku zna tylko z podręczników historii.
Wracając do Hurt Locker – kolejny film, który mnie pochłonął. Jak narkotyk. Tak jak Jamesa pochłania rosnący poziom adrenaliny gdy zmaga się z ekstremalnymi sytuacjami, stresem takim, ze inni po prostu brudziliby spodnie. Napędza go adrenalina, ryzyko jakie podejmuje. A że podejmuje je w słusznej sprawie, mimo, że łamie regulaminy i naraża siebie (a czasem nie tylko siebie) – widz nie potrafi go nie lubić. Trudno Jamesa jednoznacznie osądzić. Nie jest zły. Ale niewątpliwie jest uzależniony.
(więcej…)

W chmurach / Up in the sky (2010, USA, Dramat/Komedia)
W chmurach kolejny film o człowieku we współczesnym świecie. Temat właściwie oklepany. Bo czy już nie widzieliśmy tego setkę razy? Już na początku przywołuje skojarzenia z innymi filmami, takimi jak choćby Fight Club, Upadek czy American Psycho. Nie dopatrujcie się jednak bezpośrednich nawiązań czy odniesień. W wymienionych pozycjach po prostu istnieje podobny problem, podobny świat. A świat jest też podobny do tego z powieści Couplanda czy Palahniuka.
Ten współczesny, amerykański sen, ten świat pędzi w szaleństwie konsumpcjonizmu – nowej religii współczesnego człowieka. Świat w którym człowieka mierzy się ilością kart kredytowych, ilością przygód łóżkowych i przygodnych spotkań, ilością przelecianych samolotem kilometrów, czy godzin spędzonych w pracy. W tym świecie człowiek posiadający rodzinę, dzieci jest dziwadłem. W takim świecie żyje głowiny bohater, konsultant renomowanej firmy, odpowiedzialny za masowe zwolnienia pracowników w ramach restrukturyzacji firm. Bez pardony, w cztery oczy odziera innych ludzi z ich życia, odbierając prace. Dlaczego nie ma wyrzutów? Pewnie dlatego jest sam, kto chciałby się związać z takim człowiekiem?

Życie na podsłuchu (2008, Niemcy)
Film z kategorii za jakimi nie przepadam. A jednocześnie taki, o którym słyszałem dużo dobrego. Postanowiłem więc wieczorową porą w domowym zaciszu zagłębić się w historię niemieckiej Stasi. I gdy się już zagłębiłem – wsiąkłem aż do końca. Znów na ekranie historia człowieka, tym razem znów dobrego człowieka, który musi podejmować decyzje lawirując między obowiązującym prawem, którego przestrzeganie daje mu profity a własnym sumieniem, które może skazać go na potępienie za życia i przerodzić jego życie w piekło. Czym się kierować by przeżyć swoje życie zgodnie z sumieniem?
W filmie jak na tacy dostajemy pokaz sposobów w jakich władza rządzi za pomocą kija raczej niż marchewki. Choć i marchewki są. Marchewki dla posłusznych rozkazom, wypełniających rozkazy bez mrugnięcia okiem. Dla tych, którzy nie mają sumienia, lub może je mają ale znaczy ono dla nich mniej niż marchewka. A kije są dla pozostałych. Wróg narodu to gorszy rodzaj człowieka, można go inwigilować. Można z nim zrobić wszystko. Kolejne starcie między tymi silnymi nadludźmi, a słabymi, zwykłymi ludźmi. Którzy jedyne czego pragną to żyć dobrze, nie szkodząc nikomu.

Dystrykt 9 (Distict 9, USA, SF)
Choć akurat miałem ochotę na coś w stylu Dnia niepodległości, lekką zabawną rozwałkę w hollywoodzkim stylu to Dystrykt 9 wciągnął mnie i spodobał się nawet bardzo. Kontakt z obcymi to bardzo częsty motyw kina SF i SF ogólnie. Tym razem obcy pojawiają się i.. nie sieją zniszczenia. To ludzie doprowadzają ich do upadku. Zamknięte getta, traktowanie obcych jako rodzaju eksperymentu i źródła „obiektów” do badania w pogoni za… przejęciem technologii. Typowe ludzkie zachowania pokazane od najgorszej strony. Jednocześnie obcy nie wzbudzają sympatii widza więc trudno im współczuć. I chyba a w tym tkwi cały trick tego filmu. Oglądamy z obrzydzeniem obcych i nie możemy się pogodzić z tym, żeby jakiś człowiek chciał im pomóc. Typowy rasizm w najgorszym wydaniu. Brak chęci porozumienia, jedynie żądza wykorzystania.
I tak sobie myślę, że warto było obejrzeć ten film. Bo zmusza do zastanowienia nad człowieczeństwem. Dlatego dam 8/10.
A tak przy okazji, wydaje mi się, że za 3 lata obcy wrócą i zrobią na Ziemi małą wendetę… A jeśli reżyserem zostanie spec od Dnia niepodległości – to znów wygramy z obcym najeźdźcą. No chyba, że…

Surogaci (Surrogates, USA, SF)
Ciekawe kino SF rozwijające trochę koncepcję sztucznych ludzi z A.I. Sztuczna Inteligencja Spielberga oraz, nie śmiejcie się, z końcowych scen pokazujących społeczeństwo „informatyczne” w filmie Wall-e. Do tego całkiem udane kino akcji w klimatach SF. Bruce Willis, choć już nie najmłodszy, sprawdza się dobrze w swojej roli. A nawet ma szansę, dzięki swojemu surogacie, wyglądać całkiem młodo. Ciekawe.
Cały pomysł mógł być może i ciekawiej zrealizowany, rozbudowany, sylwetki odrobinę bardziej zarysowane. Ale to miał być hit kasowy a nie europejskie kino intelektualne. Mimo wszystko całość jest dobrze zbalansowana. Nie mamy kiczu. Efekty specjalne stanowią tylko tło dla wydarzeń. Akcja jest. Widz się nie nudzi. I nawet chwilę się może zastanowić nad swoim życiem. Może pora częściej wstawać od WoWa…
Ja dam 8/10.
