Appleseed (Japonia, 2004)

29/11/2005 By: Truposz Kategoria: 09/10, Akcja, Anime, DVD, Fantastyka, Film, Kino azjatyckie

AppleseedNo i stało się. Ludzie zapragnęli się zniszczyć - tym razem już skutecznie. Wybuchła Trzecia Wojna Światowa - świat uległ zagładzie. Niedobitki żołnierzy walczą wśród ruin miast. Walczą, choć juz nie pamiętają o co. Jak budować pokój na ziemi przesyconej krwią, skażonej radioaktywnie? Jak budować nowy ład i nowy porządek na jałowej ziemi? Jak sprawić, by ludzie koegzystowali w pokoju i nie dążyli do samozagłady?

Utopia? Bioroidy? Pokojowa koegzystencja? Gaja? Olimp, Uranos, Atena - w prezencie dostajemy to, co tygrysy lubią najbardziej - film animowany (anime) naukowo fantastyczny. Dla tych, co nie lubią wielkich oczu, a wszystko co japońskie animowane to pekomony, to niewątpliwie nie będzie zachęcenie. Niemniej jednak, jeśli człowiek nie jest uprzedzony, to będzie się mógł cieszyć dość fajnym filmem. Dość fajnym, ponieważ jego fabuła, jego przesłanie powoduje, że odruchowo sięgamy do porównań z Ghost in the Shell.

Appleseed chciałby sięgnąć wyżej, niestety w warstwie fabularnej nie sięga aż tak wysoko jak GITS. Co nie zmienia faktu, że stara się i to staranie mu wychodzi. Co z reszta widac na ekranie - kilka zwrotów akcji. Kilka dających się przewidzieć momentów. Wartka akcja jak i przegadane momenty. Wszystkiego po trochu. Tak jakby jednak zabrakło tego “czegoś” w zadowalającej ilości, aby całość dopracować i zapiąć na ostatni guzik.

Postacie stworzonego świata są ciekawie nakreślone. Nie sa nijakie (co zdarza się wszelakim amerykańskim spidermanom lub innym heroes). Każda ma swoją przeszłość, swoją przyszłość, swój cel i swoje miejsce na ziemi. Ktoś kogoś kocha. Ktoś kogoś ochrania. Ktoś robi coś, a potem sie wyjaśnia dlaczego.

Technicznie film wypada dobrze. Uwagę zwraca muzyka, która zwłaszcza momentami przechodzi w popowe kawałki. Niestety, trochę na wyrost - na początku dostajemy obietnicę, że teraz będzie tylko lepiej, więcej, mocniej, szybciej. I to się nie sprawdza w dalszej części filmu. Natomiast “druga część muzyki” to delikatne głębokie wibracje, gdzieś na progu słyszalności. Stylizowane dźwięki zaczerpnięte gdzieś z folkloru dalekiego wschodu, okraszone szczyptą elektroniki. Muszę powiedzieć, że dobrze się całość komponuije, doprzed dokrojone z obrazem i z akcją.

Mnie film się podobał. Nawet bardzo. Może to jakaś chwilowa słabość do anime,a lbo jej ostatnio za dużo potraw z ryżu… A może kolejna przesłanka, że kino sci-fi pozostaje obecnie jedynie w gestii anime i twórców ze wschodui a nie z zachodu świata…

Polecam!

Zobacz nowa wersje
Brak komentarzy »

Nikt tego jeszcze nie skomentował.

Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz