Largo Winch

29/08/2009 By: Truposz Kategoria: Film, To chcę zobaczyć...

largo-winch-2009.jpgInni o filmie:

Francuskie kino nie od dziś cierpi na kompleks Hollywood. Niby X muza wzięła swój początek od braci Lumiere, ale to słynna dzielnica Los Angeles znana jest jako światowa stolica kina. I choć twórcy ze Starego Kontynentu często spoglądają na amerykańską kulturę filmową z protekcjonalną pobłażliwością, to właśnie “plebejskie” Hollywood od wielu lat wyznacza standardy kinowej rozrywki. Ale i europejscy reżyserzy nie próżnują - zamiast stawać na przekór amerykańskim modom, coraz częściej tworzą rozrywkowe superhity, które nierzadko przerastają jankeskich protoplastów. “Largo Winch” to kolejny (po “Uprowadzonej” Pierre’a Morela i “Wrogu publicznym numer jeden” Jeana-François Richeta) francuski film, goszczący na naszych ekranach, który pokazuje, że także w Europie można tworzyć wysokiej jakości komercyjne kino. I nawet jeśli siła obrazu Jérôme’a Sallego ma swoje źródło w amerykańskich kompleksach, zrodzone w ten sposób filmowe owoce smakują naprawdę nieźle.

Largo Winch (Tomer Sisley) to facet intrygujący. Jako sierota adoptowany zostaje z jugosłowiańskiego bidula przez bogatego przedsiębiorcę (Miki Manojlović). Oddany na wychowanie skromnej bośniackiej rodzinie, wychowuje się z dala od korporacyjnego blichtru. Wyrasta za to na niepokornego młodzieńca. Świadomy swej przyszłej roli dziedzica, prowadzi życie podróżnika i awanturnika. Jednak lata jego niewinności kończą się, gdy adopcyjny ojciec Largo zostaje zabity. Teraz młody mężczyzna musi przejąć stery wielkiej korporacji. Zanim jednak nastąpi jego “intronizacja”, Winch zmierzy się z ludźmi, którzy zabili jego ojca, by przejąć władzę w firmie.

Reżyser Jérôme Salle celnie określa “Largo Wincha” jako mieszankę bajki i thrillera. Odnajdujemy w nim zarówno elementy klasycznego filmu akcji pełnego pościgów, strzelanin i pięściarskich pojedynków, jak i schematy znane z popularnych ostatnimi laty korporacyjnych thrillerów. Romanse, spiski i tajemnicze morderstwa składają się tu w urokliwy obrazek. Salle umiejętnie łączy różne filmowe gatunki, bez ostentacji przechodzi od sentymentalnej historii dzieciństwa do przygodowej intrygi, a do swojego filmu raz po raz wplata elementy komedii.

Przede wszystkim jednak reżyser wzoruje się na hollywoodzkich filmach o samotnych wojownikach. Mimo że postać Largo Wincha narodziła się w połowie lat 70-tych (dzięki powieściom Jeana Van Hamme’a), a później wielokrotnie  trafiała na karty popularnych komiksów Philippe’a Francqa, filmowy wizerunek bohatera zapożyczony jest głównie z przygód Jamesa Bonda i Jasona  Bourne’a. Bohater grany przez Tomera Sisleya, znanego m.in. z koszmarnych “Żołnierzy mafii” Frédérica Schoendoerffera, emanuje szelmowskim wdziękiem. Wysportowany francuski aktor nie tylko wiarygodnie wypada w roli wagabundy i awanturnika, ale też nadspodziewanie dobrze radzi sobie w scenach walki. I choć Sisley nie jest tak dobrze zbudowany jak Matt Damon, Clive Owen czy Daniel Craig, dysponuje równie wielką charyzmą i ekranowym wdziękiem. Wraz z Kristin Scott Thomas, Karelem Rodenem (kolejna już rola “złego ruska”) i Stevenem Waddingtonem daje niezły pokaz aktorstwa, a dzięki wprawnej ręce reżysera, przygody Largo Wincha okazują się bardzo przyjemną porcją odprężającego kina.

Źródło:
Bartosz Staszczyszyn
Filmweb
http://www.filmweb.pl/f345840/Largo+Winch,2008/recenzje

Brak komentarzy »

Nikt tego jeszcze nie skomentował.

Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz