Fish Tank (2009, UK, Dramat)

11/03/2010 By: Truposz Kategoria: 09/10, Dramat, Kino, Kino europejskie

fish-tank.jpgCóż mogę napisać? Film na początku mnie odrzucił. Nie miałem ochoty na kolejne wulgarne kino w stylu Galerianek. Jednak im więcej minut upływało tym bardziej interesowała mnie historia tej dziewczyny. Mia – kim jest to widać, dzieckiem w w biednej rodzinie, bez ojca za to z matką alkoholiczką. Mieszka w blokowisku niczym w slumsach. Zepchnięta wraz z wieloma innymi poza krawędź, zapomniana przez świat. Właściwie bez żadnej nadziei na poprawę swojego losu. Wrogo nastawiona do świata nie ufa nikomu, jest buntownicza i ma swoje malutkie marzenia, czy raczej marzenie, któremu się poświęca. To trzyma widza w nadziei, że jej życie się odmieni. Choć z drugiej strony trudno zapałać sympatią do tej dziewczyny. Przecież jest śmieciem, jest nikim…

To dlatego, że nie potrafimy jej zrozumieć. Ale czy w ogóle staraliście się? Ja próbowałem, ale nie sądzę żeby mi się do końca udało. Jedno co się udało to to, że często wracam do filmu myślami. Zapadł mi w pamięć. Trudno napisać, że mi się podobał. Bo nie jest to film z kategorii podobania się. Ani piękny, ani kolorowy. W pamięć zapada raczej szarość, beznadzieja, smutek. Opowiedziana historia porusza i zostaje w pamięci. Mia zostaje w pamięci. Bo ona dalej gdzieś tam żyje i jak  każdemu należy jej się odrobina szczęścia w tym pełnym nieszczęść świecie. Czy je znajdzie?

Ocena 9/10

INNI O FILMIE

FilmWeb.pl
http://www.filmweb.pl/f502797/Fish+Tank,2009

Na pierwszy rzut oka nie ma w tym filmie nic nadzwyczajnego, tylko wycinek z życia dojrzewającej dziewczyny. Trochę obserwacji społecznych dołów, ambicje rozbijające się o ścianę wszechogarniającego marazmu, brak wzorców i aspiracji. Takimi samymi frazesami moglibyśmy opisać polski film o zapadłej dziurze, w którym – jak to w polskim filmie – bohaterom nie może się udać. Anglia B w pastylce.

Ale Mia, główna bohaterka, ma pasję – taniec. I tym zdaniem, jak z ekranizacji życiorysu zwycięzcy “Mam talent” (formuła “pasja-taniec” brzmi dziś wybitnie plastikowo: zohydzone, sponiewierane przez telewizyjne programy rozrywkowe), momentalnie przenosimy się z jednej sztampy w drugą: z zaangażowanego kina społecznego w opowieść o “karierze” a la Michał Wiśniewski.

Tak, Mię można by spokojnie przemielić przez medialną maszynkę, skroić z niej gwiazdę na miarę “Idola”. Wrzucić w banał, bo sama jest banalna: jej marzenia nie sięgają dalej niż udział w castingu. Ale Andrea Arnold dokonała rzeczy wielkiej – sama nie osunęła się w banał, a jednocześnie uniknęła drugiej skrajności, to znaczy nie przyjęła wyniosłej pozy zewnętrznego, niby empatycznego obserwatora. Za to wydobyła z miałkiej, prostackiej codzienności prawdziwą energię.

To energia bardzo dziewczyńska, skumulowana w 15-letniej Mii, świetnie zagranej przez Katie Jarvis. Dziewczyna wydaje się nieociosana, ponad miarę niezależna, wręcz awanturnicza. Potrafi całkiem nieźle miotać przekleństwami i bić się. Jednak są momenty, w których na ekranie dostrzegamy jej dużą wrażliwość, a może nawet – potencjał. Takie żywe srebro, które ma możliwość (jak na razie) wiele dokonać. Lecz Mia to przede wszystkim buntowniczka. I jej bunt nie jest wyświechtanym sloganem zaprzęgniętym w służbę marketingu i zachęcającym młodych do kupna nowych dżinsów z dziurami. W “Fish Tank” naprawdę udało się pokazać – jakkolwiek fałszywie brzmi dziś to słowo – coś autentycznego. Autentyzm, który wydawałoby się trzeba brać obowiązkowo w postmodernistyczny nawias, tutaj po prostu bije z ekranu.

Sukces “Fish Tank” jest nie tylko zasługą bardzo dobrej realizacji (z dopracowanymi zdjęciami na czele) i nie tylko Jarvis. Pełnokrwiste postacie stworzyli również Kierston Wareing w roli matki i Michael Fassbender jako jej chłopak. Przy tej ostatniej kreacji warto wspomnieć dwa pozostałe wcielenia Fassbender, które ostatnio mogliśmy oglądać w kinach: wychudzony, intensywny Bobby Sands z “Głodu” i opanowany Archie Hicox z “Bękartów wojny”. Kontrasty godne tak dobrego aktora.

Nie ulega wątpliwości, że Arnold wiele nauczyła się od Kena Loacha oraz Mike’a Leigh, ale w “Fish Tank”, jeszcze wyraźniej niż w “Red Road”, dodaje też coś od siebie. Biedota, jak ją przedstawia, to przede wszystkim stan umysłu. Nieważne, że mają niższe zarobki, gorsze wykształcenie. Przede wszystkim nie starają się o nic więcej. To biedota wegetująca wśród mebli z Ikei i mrożonek z Tesco. Pod tym względem “Fish Tank” stanowi przeciwwagę dla bajkowego “Slumdoga”, któremu wszystko mogło się zdarzyć, mimo że urodził się w skrajnej nędzy. Matka Mii, choć ma dostęp do dóbr materialnych, sama pozostaje ograniczona. Wolność i dobrobyt oznaczają dla niej imprezowanie i bycie w luźnym związku. Mimo tej pesymistycznej konstatacji dotyczącej środowiska, rodziny, reżyserka zaskakująco poprowadziła historię młodej bohaterki i wcale jej nie pogrąża, nie skazuje na los własnej matki. Możliwości pozostawia otwarte. Pozwala widzowi wierzyć, że niezależność może polegać na czymś więcej niż spijanie się co wieczór. Mocno trzymam kciuki za Mię.

Zobacz nowa wersje
Brak komentarzy »

Nikt tego jeszcze nie skomentował.

Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz