Smakosz (Jeepers Creepers)
Smakosz to horror - klasyczny obraz kina grozy, kina amerykańskiego. Niczego właściwie nei zmiania fakt, że reżyserią zają się sam Francis Ford Coppola. Film jakiś straszny nie jest szczególnie - klimat w nim stonowany jest. Oszczędzono nam litrów czerwonej farby i różnych “gagów” klasy “B”. Tak, że w sumie - daje się oglądać.
Historyjka jak to w horrorach - przeciętna. Jest takie miejsce na ziemi (w stanach, oczywiście), gdzie co jakiś czas budzi się cośi wychodzi na łowy. I wszyscy o tym wiedzą pomijając tych co nie wiedzą. Ci pierwsi nie giną (bo wiedzą?). Ci drudzy - giną (bo wiedzą?). Czyli w skrócie “… i takie tam”. Nieistotne. Nieistotne, bo film z gatunku rozrywkowych jest. Jak ktoś ma wysoko próg bania, to się uśmieje, jak ktoś ma równie wysoko próg śmiechu to się wynudzi. Ot, filmidło. Ale klasyczny amerykański horror przedni!

Constantine
John Constantine umarł raz. Spędził 2 minuty ziemskiego czasu w piekle. A tam, wydawało się, że trwało to wieczność. Ale wrócił. Przjerzał na oczy. Ostatecznie został egzorcystą. Wypędza demony z dziewczynek, aż pewnego dnia… gdzieś w niezbyt odległym Meksyku…
Keanu Reeves znów wciela sie w rolę, która do niego pasuje. W teatrze kilku aktorów, sam przeciw wszyskim, rozumiejąc moce i potęge nieobjęta ludzkim umysłem kroczy w kierunku śmierci w widowiskowym filmie z pogranicza grozy i czarnej komedii. “Constantine” to kino rozrywkowe, nie należy się tutaj doszukiwac jakiejś głębi. Szczęśliwie film sam w sobie także nie ma oambicji być kinem ambitnym - pozbawiony tej wady jak i amerykańskiego patetyzmu i heroizmu samotnie walczących bohaterów - jawi się całkiem dobrą pozycją kinową.
Przedstawiona historia jest prosta, wręcz banalna - walka dobra ze złem. Dobra w postaci Boga (całkowicie nieobecnego wizualnie w tym filmie) i zła w postaci szatana, którego słudzy jedne za drugim przewijają się na ekranie. Temat oklepany, pokazany po raz kolejny, w nowym ujęciu. Trochę sensacji. Trochę humoru. Trochę horroru.
