Droga bez powrotu (Wrong Turn)
Mniamuśny (hehehe [demoniczny śmiech, autoprzypis autora]) horror gore w starym dobrym stylu, tzw. leśny krwisty horror, klasyka. Jako kolekcjoner (kości - hehehe) była to dla mnie pozycja typu “must have it“. Film, w którym napięcie narasta i do końca nie jest wiadomo, czy ktoś przeżyje (ktoś przeżyje, tylko czy to będzie ten kogo nie chcemy uśmiercić - hehehe). Prawdziwe gore, choć samej krwi i bebechów to właściwie nie ma. No cóż, może nie tak do końca nie ma - krew jest, ale sie nie rozbryzguje (a już na pewno nie w modnym 3d-slow motion), jest dodatkiem, rzekłbym - scenografią. A flaków rozmazanych po ekranie też nie ma. I bardzo dobrze - tworzy to jeszcze wiekszy, lepszy, cięższy klimat. Bo to co nie jest pokazane z bliska, dokładnie, anatomicznie obdarte i ujawnione straszy bardziej. Ot czasem tu gdzieś zakrwawiona ręka. Czasem kawalek nie powiem czego leży wśród mchu…
Opowiastka na szczęście, choć amerykańska, nie jest tandetna i naiwna (o ile nienaiwne są filmy gore). Widz bawi się świetnie - boi, kiedy ma się bać. A jednocześnie narasta w nim groza, że może piknik w lesie następnym razem zamienić będzie lepiej na jakiś wyjazd na plażę?
Film polecam, smakosze horroru (moja aluzja do Smakosza nie pojawia się tutaj bezpodstawnie) będą zachwyceni.

Gothika
Zief. I okazuje się, że jedną z moich mądrzejszych decyzji było nie iść do kina na film Gothika. Jedną z głupszych - pożyczyć, jak już wyszła na DVD i obejrzeć. No cóż, to tylko potwierdza moje przeczucia i dobór pozycji kinowych. Z drugiej strony obietnica obejrzenia horroru była dość silna.
Gothika jest filmem płaskim, bez emocji, bez strachu. Wielkie oczka i otwarta w grymasie przerażenia buźka Halle Berry nic nie wnoszą do klimatu, nastroju lub przekonania mnie, że to horror. Historyjka nie jest przeciętna, ale wyszła poniżej średniej. A mogłoby z tego być coś na miarę Siedem… Niestety, nie wyszło.
Nie polecam.

Dom 1000 trupów
Dom 1000 trupów to bardzo sympatyczny, klasyczny amerykański horror w starym dobrym stylu. Film jest pełen wszystkiego, co jawi sie straszne w Helloweenowy wieczór. Klimat i cala atmosfera nieźle objechane. Polecam, bardzo przyjemny film do obejrzenia wieczorową porą :)

Łowca snów (Dreamcatcher)
Będzie krótko. Łowca snów - Dreamcatcher - to film na podstawie powieści Stephena Kinga. Od razu należy zaznaczyć, że jak wszystko, co wychodzi spod pióra Kinga, tak i to jest horror. I to dość dobry - tu już mówię o filmie. Jest po trochu przyjaźni, zjawisk paranormalnych, wspomnień z dzieciństwa i wojska, sensacji, fantastyki…
Film dobrze się ogląda. Postacie nabierają wielu wymiarów, przez co jest jeszcze straszniej. Nie ma nic gorszego niż horror z papierowymi, płaskimi bohaterami - jak to się często zdarza. Tutaj nic nie psuje autentyczności. Człowiek jest gotów uwierzyć. Uwierzyć w Dudditsa, łowcę snów, telepatię i czytanie w myślach…
Tymczasem pół roku później zaczyna padać śnieg. W domku, w lesie, gdzie czwórka przyjaciół spędza dwudziesty wspólny wyjazd pojawia się przemarznięty człowiek, błąkający się całą noc, zagubiony… I potem zaczyna cierpnąć skóra, a włosy stają dęba gdy nadlatują wojskowe śmigłowce…
Film iście kingowski. Polecam!

Egzorcyzmy Emily Rose
Po pierwsze i na początku odradzę film osobom, które mają wybujałą wyobraźnię, które sobie postanowiły obejrzeć film w domowym zaciszu, jak już wyjdzie na DVD, na swoim kinie domowym. Odradzam tym bardziej, jeśli dom, w którym mieszkają znajduje się na uboczu a wypełniają go oprócz domowników zwierzaki wszelakie (zwłaszcza koty). Jeśli gdzieś jeszcze są niedaleko konie i kościół, gdzie odprawiają egzorcyzmy… to lepiej niech od razu nastawi się na oglądanie czegoś mniej strasznego… Tym bardziej, że każdej nocy wybija godzina 3.00 …
Resztę gorąco zachęcam do zapoznania się z historią życia i śmierci Emily Rose - dziewczyny, którą opętały demony…
Film jest klasyczną retrospekcją wydarzeń z sali sądowej w których uczestniczył Ojciec Moore - ksiądz i egzorcysta, znajomy rodziny państwa Rose. Zostaje on oskarżony z urzędu o nieumyślne spowodowanie śmierci Emily. Na tej sali rozgrywa się nie jedna walka, ale dwie - jedna, miniona, walka Emily z demonem, druga - o prawdę - czy demony i całe to “voo-doo” istnieje. Agnostyk kontra wierzący. I Katolik kontra Szatan.
