Oliver Twist (reż. Roman Polański)
Oliver Twist to najnowsze “dziecko” Polańskiego. Perfekcyjne i doskonałe. Istny majstersztyk. Obraz przenosi widza w XIX wieczny Londyn. Wspaniały wydaje się klimat, wierne odwzorowanie, wspaniała gra aktorska małych jak i dużych aktorów, odrobina przaśnego humoru, dobrze zarysowane postacie. Podobno najwierniejsza adaptacja powieści.
I można tych ochów i achów nie szczędzić. Bo jest tutaj nad czym się pozachwycać. Niestety ta złota bańka jest wewnątrz pusta. Gdzieś zagubiło się to “nieuchwytne coś”, którego obecność wznosi film na wyżyny, a nieobecność bezlitośnie tłamsi i niszczy.
Film oglądałem z przyjemnością i jak najbardziej pozytywnym nastawieniem. Niestety, seans dłużył mi sie niemiłosiernie. Siedząc blisko ekranu nie widziałem czy pozostałe pięć osób na sali zerkają na zegarki. Ja owszem, trzy razy zerkałem, kiedy koniec, kiedy koniec - zastanawiałem się.

Broken Flowers (reż. Jim Jarmusch)
Broken Flowers to film w reżyserii Jima Jarmuscha, do którego scenariusz napisał on sam, tworząc postać dla Billa Murraya. Opinie o filmie są najróżniejsze. Film porównywany do Virgin Suicides i Lost in Translations stylem i klimatem (nota bene abydwa filmy jednej reżyser - Sofii Coppoli). Tymczasem…
…tymczasem niestety nie dorasta on do pięt tym filmom. Brak w nim tego nieuchwytnego klimatu, wplątanego w wyśmienite w obydwu przypadkach dźwięki (zespół Air stworzył wspaniały podkład do Virgin Suicides). Broken Flowers to też nie w pełni Jarmuschowe kino. Jakby trochę brakuje tego, co się widziało w poprzednich, ot choćby ostatnim Kawa i Papierosy. Broken Flower ani nie jest odpowiednio nostalgiczny, ani wyrafinowanie zabawny. Po prostu jest i nazwiska Jima i Billa nie zrobią z niego arcydzieła.
Na tym skończę - nie widzę powodu, aby więcej słów poświęcać Broken Flowers…
