Góra Czarownic (Race to Witch Mountain, USA 2009)

02/10/2009 By: Truposz Kategoria: 03/10, DVD, Fantastyka

gora-czarownic-race-to-witch-mountain-sf-2009.jpg.

INNI O FILMIE

I znowu spadło coś z nieba, tym razem jednak obiekt trafił do celu – wylądował tam, gdzie jego miejsce, w Las Vegas, królestwie szmiry i dziwaków. Nie ma lepszego miejsca dla ufoludków niż światowa stolica hazardu, tym bardziej, że właśnie odbywa się w niej kolejny, ogromny zjazd wszelkiej maści ufologów. Po ulicach krążą żołnierze Imperium, faceci, utrzymujący, że ożenili się z kosmitką i kobiety, prezentujące światu swoje zielone czułki. W salach konferencyjnych odbywają się poważne panele dyskusyjne o życiu pozaziemskim. Zaś na neonowych billboardach widnieją napisy informujące, że „The Truth is Out There”.

Na tle tego miejskiego karnawału i okalającej go pustyni Andy Fickman opowiada historię Jacka Bruno (Dwayne Johnson), byłego więźnia, zmęczonego życiem taksówkarza, który nie może spać po nocach, przez co bez przerwy wali pięściami w worek bokserski, od czego nieustannie rosną mu mięśnie. Pewnego słonecznego dnia do samochodu Jacka wsiada rodzeństwo, Sara (Anna Sophia Robb) i Seth (Alexander Ludwig), która oferuje mu 15 tysięcy dolarów za dowiezienie ich w wybrane miejsce. Szybko okazuje się, że rzeczona dwójka to kosmici, jeszcze szybciej zaś, że są ścigani. Z jednej strony gonią ich żołnierze rządowej agendy do spraw paranormalnych, z drugiej strony Siphon, galaktyczny zabójca, wysłany do ludzi, by zlikwidować ufo-dzieci i nie dopuścić, by wywiozły receptę, która może uratować przed zagładą ich rodzimą planetę i równocześnie przeszkodzić zaanektowaniu Ziemi. Rozpoczyna się polowanie, w którym Jackowi przypadnie do odegrania jedna z kluczowych ról.

Andy Fickman, młody reżyser na dorobku, nie napina się i nie próbuje wspiąć na jakieś Himalaje sztuki filmowej. Ambicją Fickmana jest wysmażenie bezpretensjonalnej, eskapistycznej rozrywki. Danie się udało, cel został osiągnięty – „Góra Czarownic” to zaskakująco dobry film. Dynamiczny, efektowny, sympatyczny. Sprawdza się zarówno jako kino akcji, jak i kino familijne. Miejscami jest nawet zabawny, rzadko ckliwy. Reżyser sprawnie podkręca tempo i klarownie rozwija fabułę. Dba o to, by techniczne cyfrowe cuda, nie przysłoniły mu filmowych postaci, i skutecznie wygrywa emocje, które generują przede wszystkim obcy, którzy, przez to, że wyglądają jak zwykłe dzieciaki, budzą w widzu naturalny odruch empatii.

Inteligentne wpisanie całości w popkulturowy sztafaż o paranormalnym zabarwieniu, ujęty w lekko ironicznym nawiasie sprawia, że film tylko zyskuje. Ci, którzy przepadają za galerią osobliwości rodem ze „Strefy 11”, nie powinni być zawiedzeni. W „Górze Czarownic” nikogo nie brakuje. Są zarówno szalone badaczki przestrzeni kosmicznej, dziwna ekipa trzech paranoików, która szuka kosmitów na własną rękę, tajemnicza agenda, na której czele stoi złowrogi szef, Henry Burke.

Naprawdę trudno znaleźć tu jakieś wady, nawet do obsady nie sposób się przyczepić. Ciaran Hinds w roli Burke’a jest jak zwykle dobry, Carla Gugino jako pani naukowiec jak zwykle urocza, nawet Dwayne Johnson, znany tu i ówdzie jako The Rock, zupełnie nie przeszkadza. Co więcej, po „Górze Czarownic” spokojnie można przyjąć, że to najlepszy aktor spośród byłych amerykańskich zapaśników.

Źródło:
http://www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=36578&sekcja=recenzja&ri=6045

Zobacz nowa wersje
Brak komentarzy »

Nikt tego jeszcze nie skomentował.

Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz