Kod nieśmiertelności (Source Code, USA 2011)

08/05/2011 By: Truposz Kategoria: 08/10, Dramat, Fantastyka, Kino, Thriller

kod-niesmiertlenosci-source-code-film-kino.jpgKod nieśmiertelności to dramat i zarazem thriller SF, który niewiele nowego wnosi do gatunku. Większość elementów już była, choć inaczej zaprezentowana. Kiedyś mieliśmy statek i cofanie się maszyną w czasie by odnaleźć zamachowca-terrorystę. Tutaj mamy pociąg i przeżywanie 8 ostatnich minut jednego pasażera. “Przeżywanie” - bo tak na prawdę w te 8 ostatnich minut w skórę zmarłego w zamachu terrorystycznym pasażera wciela się agent, żołnierz. I ma on dostarczyć informacji o tym co się wydarzyło, znaleźć terrorystę i przekazać jak najwięcej informacji aby…

Nie będę zdradzał fabuły, bo nie jest ona jakaś rozległa i skomplikowana, a nie chce popsuć przyjemności z oglądania filmu.

A film ogląda się całkiem dobrze. I myślę, że nie trzeba być nawet zwolennikiem fantastyki by dać mu wysokie noty. Fantastyka jest elementem oszczędnym, kreci się wokół jednego (choć głównego pomysłu) - w pewnym sensie związanego z podróżami w czasie. A to wielokrotnie wykorzystywany motyw. Jednak napięcie jakie buduje thriller i cała dramatyczna otoczka sprawia, że fantastyka jest tylko tłem. My poznajemy głównych bohaterów, odrobinę komiksowych - wiadomo, kto jest kim i kto o co walczy. Nie jest to jednak tez kino psychologiczne. Natomiast wszystko co jest, jest bardzo dobrze wyważone.

Kod nieśmiertelności swoją budowa trochę przypomina też gry komputerowe. Nie chce tutaj zniechęcić od razu tych co słysząc “gra komputerowa” wstrząsani są dreszczem niechęci. Ten film to nie jest gra komputerowa. Chodzi mi raczej o pewne skojarzenie, związane z grami - z przechodzeniem od “savepointa” kilka razy na rożne sposoby pewnego trudnego etapu. Wtedy gracz wymyśla coraz to inne rozwiązanie problemu. Im dalej zajdzie tym więcej wie. Bo po “śmierci” ma szansę podjąć wyzwanie ponownie, znaleźć inną drogą, rozwiązać problem i dojść do kolejnego “savepointa”. Tak tutaj nasz bohater z każdym kolejnym “odrodzeniem” wie więcej i wie które ścieżki wcześniej sprawdzone wiedza donikąd.

Ocena: 8/10 (ci którzy nie lubią SF nie odejmują tym razem i tez 8/10)

Inni o filmie:

Jonanna, pl.rec.film

O ile Moon  Duncana Jonesa zakwalifikowałam jako mieszankę (dość udaną, to nie zarzut) Odysei kosmicznej, Blade Runnera i Gattaki, o tyle “Kod nieśmiertelności” to taka mieszanka Dnia świstaka z Raportem mniejszości i Universal Soldier. I to znowu nie jest zarzut, bo znane pomysły są tu zupełnie nieźle zmodyfikowane, sklejone w trzymającą się kupy i trzymającą w napięciu całość. Do tego na okrasę Jake Gyllenhaal, czyli nawiązanie do Donniego Darko, nie bez kozery, bo i tu, i tu mamy spore zawirowania czasowe. No dobra, coś z Bladego biegacza też można znaleźć.

Streszczać nie będę, bo gazety to zrobiły za mnie, raczej o wrażeniach - właściwie pozytywnych. Nie znam budżetu filmu (a i guglać mi się nie chce, bo mam internet z prędkością sprzed potopu), ale rzucający na kolana zapewne nie był. I chwała producentom za to, bo można się było bardziej skupić na treści, nie na efektach. A treść to w sumie takie podstawowe, egzystencjalne pytania bohatera - kim, do diaska, jestem, skoro mnie nie ma, i czy, skoro mnie nie ma, a jednak jakoś jestem, mam prawo do własnego życia i szczęścia. I nie mniej prosta odpowiedź - mam i będę o to walczyć. Brzmi może idiotycznie infantylnie, ale szłam do kina z nastawieniem nie CO mi film ma powiedzieć (bo tu oczekiwania miałam okrojone do minimum), ale JAK chce to zrobić - i w tej kwestii jestem w miarę usatysfakcjonowana. Oczywiście, można się czepiać schematyzmu - zły szalony wynalazca i dobra jego asystentka, lukrowate zakończenie, ale o ile “Moon” miało parę dłużyzn, o tyle “Kod nieśmiertelności” trzymał tempo. I chwała reżyserowi za to, że nie idzie za “tryndem” rozciągania filmu do trzech godzin, skoro całą historię można opowiedzieć w półtorej.

Brak komentarzy »

Nikt tego jeszcze nie skomentował.

Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz