Oddział (The Ward, 2010)
Miał być horror na miarę
możliwości mistrza,
a wyszło… jakoś tak…
John Carpenter. I dusze zamierają w cichym krzyku. Po obejrzeniu horroru Oddział (The Ward) mam za to przeświadczenie, że miała być lepsza i straszniejsza Tajemnicza Wyspa, a wyszło “straszadło pospolite”.
Twórcy horrorów nierzadko sięgają po szpitalne odosobnienie, w którym zamykają z pozoru obłąkanych ludzi. Zwykle taki niesłusznie posądzony o obłąkanie sugestywnie przekonuje widza, że obłąkanym nie jest. Natomiast, że coś jest nie tak w jego otoczeniu i ktoś skrywa przed nim jakieś tajemnice. Sekrety. Podąża więc w kierunku, który pozwoli rozwiązać zagadkę i jednocześnie oczyścić go z zarzutów związanych z niby chorobą psychiczną.
W swojej historii Carpenter postanawia zamknąć na oddziale zamkniętym niewinna z pozoru blondyneczkę. Słodką a jednocześnie na tyle inteligentną, że jest w stanie przekonać widza, że jest zdrowa. Co więcej – niemal każda kobieta przebywająca na oddziale sprawia wrażenie najzwyklejszej, najnormalniejszej a na pewno nie zwariowanej na tyle, żeby ją trzymać pod kluczem i ścisłym nadzorem faszerując lekami. Sprawny widz szybko wychwyci ten niuans i resztę sobie dopowie włącznie z zakończeniem.
Reszcie pozostaje dance macabre z filmem, tajemnicza postacią o krwiożerczych zamiarach i niesmak zakończenia.
Wiem dokładnie co było w zamyśle reżysera. Nie wyszło. A szkoda.
Moja ocena 4/10
Opis dystrybutora:
“Amber Heard (”Informers”, “Alpha Dog”) i Danielle Panabaker (”Opętani”, “Mr.Brooks”) w nowym horrorze mistrza gatunku, Johna Carpentera (”Ucieczka z Los Angeles”, “Halloween”, “Mgła”).
1966 rok. Noc. Nad Nord Bend przechodzi nawałnica. Coś niematerialnego przemyka korytarzami szpitalnego oddziału psychiatrycznego. Zatrzymuje się przed drzwiami izolatki, w której przebywa młoda dziewczyna. Szpitalną ciszę rozdziera przejmujący krzyk.

Nikt tego jeszcze nie skomentował.
Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URL
Dodaj komentarz