Niemożliwe (The Impossible, 2012)

18/02/2013 By: Truposz Kategoria: 07/10, Based on true story, Dramat, Katastroficzny, Obyczajowy

niemozliwe-the-impossible-film-dramat_2012.jpgMiędzy piekłem a piekłem.

Między dobrym filmem a złym kinem. Znajduję się w trudnej sytuacji, chcąc pisać o filmie, który gloryfikuje niezłomny ludzki charakter i nieustępliwość nawet w sytuacji zgoła beznadziejnej. Z jednej strony tytuł filmu (niemożliwe) uprzedza niejako o tym, co zobaczymy i jak poprowadzona zostanie historia. Bo to po prawdzie niemożliwe, żeby właśnie taki splot wypadków miał miejsce. Najwyraźniej jednak zdarzają się rzeczy niemożliwe. W końcu w wyniku Tsunami ucierpiało bardzo wielu ludzi, wszystko działo się na w miarę ograniczonym terenie. Statystycznie więc nie tyle niemożliwe co mało prawdopodobne… Dość wstępu.

Dramat.

Najpierw sielanka a następnie uderzenie Tsunami. Doceniam kunszt twórców filmu, bo jednak nadające dreszczy uderzenie wielkiej fali siejącej śmierć i zniszczenie na samym otwarciu opowieści to wyzwanie. Bo co pokazać dalej? Dalej albo śmierć i nuda, albo walka o przetrwanie. Tylko tutaj bohaterowie nie zmagają się ze smokami, złymi ludźmi, widowiskowymi wyzwaniami. Poturbowani i rozdzieleni trwają by przeżyć i odnaleźć bliskich.

Dlaczego więc między dobrym filmem a złym kinem? Nazwę to - dramatyzm familijny. Choć film wzbudza emocje i to czasem nawet dość silne, to spokój z jakim to robi, stonowanie oraz ciągła wizja dobrego zakończenia sprawiają, iż może to być film familijny. Od początku wiadomo, że wszystko skończy się dobrze i wszyscy nasi bohaterowie odnajdą się i szczęśliwie wrócą do domu. I nawet krzykliwe wyznanie Lucasa, święcie przekonanego, że nie ma już ojca i braci nie jest w stanie przekonać widza o całkowitej beznadziei, aby w finale zaskoczyć go piorunującym zwieńczeniem. Jest więc w prezentacji tego ludzkiego dramatu odrobina banału i kiczu filmowego. Taki film z założenia zrobiony, aby widz na zakończeniu poczuł się dobrze.

Przez tą przewidywalną drogę ku happy endowi film momentami dłuży się. O ile do połowy tragizm sytuacji i walka o przetrwanie zwodzi widza za nos i zmusza do powstrzymywania łez. O tyle wejście drugiej perspektywy i rozpoczęcie poszukiwań (i odesłanie kilkuletnich dzieci wraz z innymi, brakuje tylko wiwatów i amerykańskiej flagi w tle za heroizm ojca) rozbraja widza nienaturalnym zbiegiem okoliczności i taką odrobiną kina przygodowego. Dramatyzm pryska. Action!

Mieszane uczucia. Nie wiem, czy powinno się robić tego typu „rekonstrukcje zdarzeń” dramatycznych jakby nie było wydarzeń. Jak na dokument – zbyt mało dokumentu. Zbyt mało śmierci w tym oceanie śmierci. To, że tsunami zrobiło bałagan, to oczywiste. To, że zdechł jeden pies i przez pięć sekund pokazano 4 ciała na terenówce, to kpina z Tsunami. No ale coś za coś… W końcu inaczej nie byłby to dramat familijny tylko epatujące śmiercią i naturalizmem kino dla dorosłych. No właśnie – chyba się spodziewałem mocnego kina dla dorosłych, poczucia ludzkiej istoty jako stworzenia marnego i nie mającego znaczenia w obliczu natury.

Ocena: 7/10.

Brak komentarzy »

Nikt tego jeszcze nie skomentował.

Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz