W imię ojca (In the name of the Father)
W imię ojca (In the name of the Father) to film, którego główną zaletą jest popis aktorski, jaki dostajemy na ekranie. Przynajmniej dla mnie sama historia zeszła na plan drugi. Dlaczego? Może dlatego, że wydarzenia tam opisywane są mi obce. IRA, belfast, lata siedemdziesiąte - owszem wiem co się działo, ale… Wiem. Bez emocji. Bez utożsamiania się z wydarzeniami.
Film opiera się na wydarzeniach historycznych. Gerry Connor - drobny złodziejaszek z Belfastu walczy o oczyszczenie imienia swojego ojca. Walczy przez 15 lat i wygrywa. Więcej nie będę pisał, bo ci co wiedzą o czym, to wiedzą, a ci co nie wiedzą - zobaczą na ekranie. I będą mieć dodatkową przyjemność z obserwowania jak fabuła się rozwija.
W imię ojca to film fabularny z 1993 roku, wyprodukowany w koprodukcji brytyjsko-irlandzkiej i wyreżyserowany przez Jima Sheridana. Scenariusz filmu oparto na autobiograficznej książce Gerry’ego Conlona. Film otrzymał Nagrodę Złotego Niedźwiedzia dla najlepszego filmu na festiwalu filmowym w Berlinie w 1994 roku. Był też nominowany do Oscara za rok 1993 w 7 kategoriach, w tym za reżyserię, dla aktora w roli pierwszoplanowej (Day-Lewis) i pary aktorów w roli drugoplanowej (Thompson i Postlethwaite), jednak nie zdobył ani jednej statuetki.

Czas apokalipsy - powrót (wersja reżyserska)
F.F. Copolla odgrzał nam wczorajszy obiad i oto pojawiła się wersja reżyserska głośnego filmu pt. Czas Apokalipsy. Dobry to moment, aby przypomnieć sobię ten film. Bo sam film jest tego wart. Copolla stworzył w nim własny obraz piekła, czy wojny - oglądając ten film, czuje się zapach napalmu o poranku…
Wersja reżyserska jest dłuższa o 49 minut od wersji pierwotnej. Copolla zamieścił dodatkowe sceny, które nie znalazły się w poprzedniej wersji. Dzięki temu - jak pisze sam reżyser - wersja ta jest bliższa temu, do czego zmierzał, tworząc ta luźną adaptację klasycznej powieści Josepha Conrada “Jadro Ciemności”. Przeniosł akcje w czasy wojny w wietnamie. Dodał swoje przesłanie. Stworzył swoisty obraz, dyskusję o moralności w czasach pożogi wojennej…
Film wzrusza (ponownie), zmusza do refleksji. Ale także zachwyca swoją budową i konstrukcją a także specyficznym humorem. Dlatego polecam, tym co go nie widzieli (jeszcze). A reszta - niech sobie przypomni. Bo warto.

Mechanik (The Machinist)
Czy ten film odbije sie glosnym echem wśród polskich widowni? Chyba nie. Jest po pierwsze troche za amerykanski. U nas tego typu “problemy” nie sa znane. Istnieja, wygladaja inaczej, ale sa pochowane. Lata poprzedniego systemu przyzwyczaily nas, ze nie ma problemow. Lata nowego post-komunistycznego kapitalizmu i kolorowej telewizji dają zas nam przekonanie, ze swiat zachodu jest pelen usmiechnietych dziewczyn z mcdonalda, szczesliwych biznesmenow, usmiechnietych staruszek… Nikt nie wierzy, ze tam, w krainie mlekiem i miodem plynacej, uni naszej kochanej europejskiej czy w bracie-stanach-buszu-zjednoczonym może byc bieda, jakies choroby, problemy ludzi…
Po drugie film jest brzydki, zeby nie powiedziec - odrazajacy. Widok Reznika (statystycznemu Polakowi) przywoluje skojarzenia obozow zaglady raczej niz problemow natury psychicznej. W filmie niewiele jest rzeczy pieknych, wszystko szare, brudne, obskurne. Nawet szczury wystepuja pieknie w rolach drugoplanowych. Mroczno i niefajnie. A tymczasme mamy wiosne w kraju…
Po trzecie - film nie jest prosty w odbiorze. Przeciez traktuje o problemach. Nie jest seria widowiskowych wybuchów, z ktorych bohater wychodzi bez drasniecia, zadowolony, usmiechniety, w niepobrudzonych dżinsach marki dżinsy. Jest wiec zaprzeczeniem kina rozrywkowego, kina popowego, zle komponuje sie z multipleksowa publicznoscia, smakiem popkornu i bulgotem coli.
Sukcesu filmowi nie wróżę. Ale warto obejrzeć. Całkiem dobre kino…
Mechanik (The Machinist)
Hiszpania, 2003, 90 min
reżyseria: Brad Anderson
scenariusz: Scott Kosar
obsada: Christian Bale, Jennifer Jason Leigh, Aitana Sanchez-Gijon

Bliżej (Closer)
Uwaga, w tej opini znajdują się wulgaryzmy. Jeśli nie masz 18 lat, zakończ czytanie już teraz. Jeśli jesteś osobą wrażliwą - uprzedzam - czytasz na własna odpowiedzialnośc.
Wlasciwie to ten film, na pierwszy rzut oka, jest o tym kto kogo kiedy i gdzie przerżnął. Na drugi rzut oka - podobnie. Dopiero chwila zastanowienia i przesledzenie kto kogo gdzie i jak potraktował, owocuje tym, iż wydaje się nam, że odkrywamy o czym ten film jest. Rzesze zakrzykną, że wularyzm i brutalność filmu jest niczym nie uzasadniona. Ja uzmyslawiam sobie właśnie, że bez tego film byłby mdły. W tej formie w której zaś został podany odzwieciedla prawdę. Prawdę dotyczoąco poszukiwania partnera. Prawdę dotyczoącą problemów, które pojawiają się potem, w byciu i życiu razem.
Czego szukamy w życiu? Czego może szukać striptiserka w życiu? No przecież, zakrzykną tłumy - ani chybi, gdzie tylko dupy dać, i byle drożej! Przecież, skoro ona robi to (znaczy rozbiera się publicznie) to i dupy pewnie daje. Wiec pragnie tylko rżnąć się. Ale skąd ty to możesz wiedzieć? Zapytam. Życie nie jest biało-czarne. Nasze wybory są ważne, najważniejsze zaś są te, które dotyczą także innych osób. Czasem łatwiej okłamać i “nie ma problemu”. Powiedzieć prawdę czy złamac komuś serce, stracić jego zaufanie.

Przekleństwa niewinności (Virgin Suicides)
Kilka słów o przepięknym filmie z 1999 roku - Virgin Suicides, “Przekleństwa niewinności”. Autorem, a raczej autorką scenariusza i reżyserem filmu jest Sofia Coppoli, która stworzyła bardzo klimatyczne kino. Filmowy scenariusz postał na podstawie książki Jeffrey Eugenides pod tym samym tytułem. Nie znam książki, ale opinie wśród widzów i czytelników są takie, że film jest i wierną, wręcz perfekcyjną adaptacją filmu.
Rzecz dzieje się na przedmieściach amerykańskiego miasta. Są lata siedemdziesiąte. Przedmieścia są oazą spokoju, miejscem gdzie żyją majętni ludzie, szczęśliwi obywatele tego kraju. W rodzinie Państwa Lisbon dorasta pięć córek, wychowywanych przez rodziców w duchu religii katolickiej. Oznacza to, że większość uciech dzieciństwa, śmiechy i zabawy są oznakami próżności. Szczęście jest w Bogu i w istnieniu dla Boga. Presja wywierana na nastolatki jest silna, powoduje załąmanie najmłodszej z sióstr. Po tym wydarzeniu zaczyna się dezintegracja rodziny.
Tymczasem obok ich rówieśnicy, chłopcy z sąsiedztwa przeżywają swoje dojrzewanie. Interesują się więc sąsiadkami, ich życiem i nakazami i zakazami w ich życiu. Podglądanie przemienia się w obsesyjną potrzebę poznania. Wraz z tragicznym wydarzeniem - przeistacza się w szaleńcza potrzebę poszukiwania prawdy, motywów, przyczyn i odpowiedzi dlaczego ona to zrobiła.
Film wstrząsa widzem, serwując sporą dawkę uczuć. Postacie są bardzo dobrze wykreowane, pełne. Jak każde postacie dramatu - mają swoje motywy, swoją przeszłość i swoją przyszłość. Nie są stworzone z szablonów - i pasują wyśmienicie do swoich ról. Oprawa wizualna dodaje uroku. Całość stwarza wrażenie snu na jawie.
Virgin Suicides, “Przekleństwa niewinności” (1999)
scen. i reż. Sofia Coppoli
Film oceniam na 10/10
