Poziom -2 (P2)
Poziom -2 (P2) to horror, który ominął nasze kina szerokim łukiem i wszedł od razu w wersji DVD. A szkoda. Szkoda, bo porównując go np. z wcześniejszym One Missed Call lepiejby się stało gdyby to P2 weszło do kin…
P2 to historia rozgrywająca się w podziemnym parkingu pewnego biurowca. W wigilijny, późny wieczór, gdy już prawie wszyscy poszli do domu, na poziomach parkingu odbywają się przerażające zmagania między demonicznym parkingowym, pracownikiem ochrony, a młodą i ambitną Angelą, która jako ostatnia postanowiła wyjść z pracy.

Nieodebrane połączenie (One missed call)
Nieodebrane połączenie (One missed call) to film, horror, na który nie warto wybierać się do kina. Niestety film, który w założeniu miał straszyć, nie straszy. Nie ma w nim odrobiny grozy, przerażenia. Aktorzy nieudolnie próbują odgrywać swoje role i też im to niezbyt wychodzi. Film jest banalnie prosty, fabuła naiwna, a całość trąci bylejakością. Niestety tak się kończą próby naśladownictwa i zapożyczania motywów skąd tylko można, wzorowanie się na czymś co już było. I ani to przerażający klimatyczny horror w stylu The Ring, ani to rozrywkowy horror jak “Krzyk” czy “Pokonać przeznaczenie”. Ot takie byle co…

Oko (The Eye, USA 2008)
Oko - wersja amerykańska - to przeciętny horror w stylu azjatyckim. Wszystko w nim jest przeciętne. Gra aktorka jest przeciętna. Historia jest przeciętna, a do tego przeciętnie opowiedziana. Przeciętnie zarysowane są główne postacie. Efekty wizualne, zdjęcia i muzyka - także są przeciętne. A jak do tego dołożymy fakt, że jak na horror to film straszy bardzo przeciętnie, nie buduje atmosfery grozy, napięcia, zagadki, strachu - to tak jak napisałem dostajemy bardzo przeciętne kino, na które właściwie szkoda pieniędzy na bilet…
Ocena: przeciętna, tj. 6/10

Mgła - The Mist (USA, 2007)
Horror. Właściwie to lubię horrory, ale jak sie okazało podczas tego seansu - nie wszystkie. Mgła (The Mist) nie załapie się niestety do tych ulubionych. Choć też - nie powiem - nie spadnie z hukiem na samo dno. Ale po kolei - od najbardziej irytujących rzeczy. Po pierwsze - gra aktorska. Tym aktorom chyba nie płacono. Albo nie wyjaśniono jak mają grać. Ciągle coś nie iskrzy, jest sztucznie, a im bardziej sztucznie jest, tym jest śmieszniej (lub głupiej - to zależy od scenki) zamiast żeby było straszniej. Po drugie - klimat. Początek filmu zapowiada niezwykle klimatyczny film. Niestety po paru minutach czar pryska. Reżyser to chyba nie za bardzo miał pomysł jak utrzymać napięcie podczas całego filmu. No i niestety nie wziął też sobie do serca maksymi mistrzahorroru kinowego - Alfreda Hitchcocka (”dobry film musi się zaczynać od trzęsienia ziemi a potem napięcie powinno systematycznie narastać“). Po trzecie - nooo nieee, ale efekty specjalne to sie robi obecnie troche lepsze.

Piła 4 (Saw 4)
Piła 4 to kolejny “odcinek” serii filmów o prostych tytułach (Piła, Piła 2, Piła 3) i zarazem w mojej opinii najgorszy “odcinek”. To co jeszcze w “jedynce” było zaskakujące i szokujące, to co w “dwójce”, choć powtórzone dalej szokowało, w “trójce” wszystko było już powtórzeniem. W “czwórce” zaś mamy do czynienia z po raz kolejny odgrzewanymi flakami, które starają się pretendować do “czegoś nowego” poprzez coraz większym epatowaniem brutalnością i przemocą. Owszem, ten film od zarania miał w sobie dużo zła i przemocy, bezpodstawnego sadyzmu. Tymczasem w czwórce postawiono na wyjaśnienie początków, wyjaśnienie jak to się wszystko zaczęło. Tyle, że rozwianie tajemnicy zwykle nie służy dobrze opowieści. Tym razem też tak się stało - całą ta tajemnica, która była znika. Do tego historia okazuje się głupkowata, niespójna,mało straszna, stworzona na siłę. A z braku pomysłu jak z “czwórki” zrobić emocjonujące kino, okraszano film krwistymi efektami w nadmiarze. Sprawia to, ze film oglądamy z niesmakiem, ale nie dlatego, że ktoś komuś oko “wydziubie” i krew tryśnie. Tylko dlatego, że część czwarta nijak nie umywa się do pierwowzoru jak i części poprzednich. Nuda…
