Zakazana Rzeczywistość / Запрещенная реальность (Rosja)
“Film Maksimowa to kolejna spektakularna produkcja science fiction naszych (dawnych) wschodnich sąsiadów. I, niestety, kolejna – po „Indygo” Prygunowa oraz „Nowej Ziemi” (2008) Aleksandra Mielnika – artystyczna porażka. Okazuje się, że bezmyślne naśladowanie amerykańskich wzorców, przy jednoczesnej rezygnacji z typowo rosyjskiej specyfiki, najczęściej kończy się katastrofą. Żal! Nie tyle zresztą nawet Wasilija Gołowaczewa – bo film wart jest mniej więcej tyle, ile powieść, na której został oparty – co wyrzuconych w błoto pieniędzy. Gospodi, pomiłuj!”
Rosjanie jak chcą to potrafią. No a nawet jak nie potrafią to się starają. Jak już się starają to czasem kopiują. To lub tamto. I tak oto Запрещенная реальность to nic innego jak rosyjski Matriks. Ale Zakazana Rzeczywistość nie samym Matriksem żyje - kalki z klasyków SF tutaj co niemiara. Sam film nie ma do zaoferowania widzowi niczego, czego by już nie widział. A że wykonanie kalk, połatanych dość nieporadnie w całość (aby tylko było) ogólnie przysłowiowej kupy się nie trzyma, to film raczej odrzuca, męczy, niż daje jakąkolwiek radość z oglądania…
Ocena: 1/10 (ten jeden, to za to, ze im się chciało)
Inni o filmie - Esensja (fragment recencji):
Akcja obrazu rozgrywa się w Moskwie w 2013 roku, a jego głównym bohaterem jest Matwiej Soboliew, niegdysiejszy zwiadowca i komandos, który kilka lat wcześniej cudem uszedł z życiem z kolejnej śmiertelnie niebezpiecznej misji; teraz natomiast zażywa spokoju, mieszkając w domku położonym w lesie nad brzegiem jeziora. O takich jak on jednak się nie zapomina, ich umiejętności są bowiem zbyt dużo warte i zbyt wielu jest chętnych na ich wykorzystanie.

Przenicowany Świat (Rosja, 2008-2009)
Fiodor Bondarczuk wziął się za rogi z powieścią science-fiction poprzedniej epoki - Przenicowany Świat autorstwa Strugackich. Książka u mnie leży, aby w wolnej chwili przypomnieć sobie literacki pierwowzór. Więc teraz będzie o filmie samym w sobie a nie o wierności adaptacji. A raczej o filmach – bo z rocznym odstępem czasu Bondarczuk zrobił „dwa odcinki” - które łączą się w całość.
I jaki ten film. Początek zniechęca, autentycznie można poczuć się tak, jakby reżyser mówił – idźcie sobie i nie oglądajcie. Nieszczęśliwie scena zaczyna się katastrofą kosmiczną i lądowaniem awaryjnym na jakiejś planecie. Scena totalnie beznadziejna gdy ma się w pamięci obraz jaki widzieliśmy w Pitch Black. Tam katastrofa, lądowanie to moim zdaniem majstersztyk. Scena otwierająca a jednocześnie windująca napięcie do górnych granic. Tutaj „lądowanie” wygląda nie dość że komicznie to jeszcze razi sztucznością efektów z zamierzchłej epoki kina łupanego plastikowymi modelami na żyłkach. No i ten wiecznie uśmiechnięty nie powiem kto ;)

Dreszcze / Sorum (2001, Korea Południowa)
Przyzwyczailiśmy się, że horrory azjatyckie opierają się głównie na „efekcie dziewczynki z z mokrymi włosami” lub absurdalnych ilościach krwi i jatce jak z największych horrorów gore. Tymczasem Dreszcze to odstępstwo od tego schematu – i raczej jest to horror psychologiczny niż klasyczny. Horror? Może thriller psychologiczny będzie lepszym określeniem.
Ale to by było tyle plusów w moim odczuciu. Powoli budowany nastrój nie jest tak przerażający. Może ze względu na estetykę, która niczym się nie wyróżnia. Tego typu produkcje widzieliśmy już nie jeden raz w amerykańskim kinie. I samo zaadaptowanie ich przez Koreańczyków nie wnosi niczego nowego. Więc równie kiepski ten film byłby czy od amerykanów, czy tak jak tutaj od Azjatów.

Paragraf 78 (Rosja, 2007)
Bardzo słabo jest znane u nas współczesne kino rosyjskie. O ile jeszcze fantastyczne książki rosyjskich autorów pojawiają się w coraz większej ilości, o tyle o filmach właściwie nic nie słychać. A szkoda, bo Rosjanie nie zasypują gruszek w popiele. I robią coraz lepsze filmy. Przykładem niech będzie Paragraf 78 - film fantastyczny zrobiony z rozmachem i dużym budżetem. Jedno i drugie widać w filmie. Choć sama fabuła nie jest specjalnie odkrywcza, to Paragraf 78 to kawał dobrej roboty.
Niedaleka przyszłość, w pewnej stacji wojskowej coś się wydarzyło. Na rekonesans zostaje wysłana grupa żołnierzy, którzy mieli już za sobą wspólne przygody - to znaczy wojaczkę. To prawdziwi twardziele. I dla innych i dla siebie. Ciągle między nimi coś iskrzy - niezałatwione sprawy z przeszłość, przyjaźń, wrogość. Teraz stają przed wyzwaniem. A może serią wyzwań raczej. W bazie dzieje się coś, co powoli się wyjaśnia. Można powiedzieć, że Rosjanie zrobili swoją wersję Resident Evil (Ale bez walki z hordami zmutowanych zombiaków - za co im, Rozjanom, chwała!). A jednocześnie nie zrobili dosłownej kalki.

REC 2
Nie da się opisać inaczej - w tego typu “odcinkowych” produkcjach nie sposób pominąć porównania…
Wszyscy zdajemy sobie spraw, że zrobienie kontynuacji hitu kinowego bardzo często kończy się klapą. Przeważnie po takim sukcesie, którego nikt nie przewidywał podejście do drugiej części się zmienia - dzięki zarobionym pieniądzom twórcy chcą zrobić film lepiej, bardziej widowiskowo, z większym rozmachem, czasem dla szerszego grona odbiorców. I zwykle w tym całym ulepszaniu pogarsza się jedno - to co stanowiło o sukcesie części pierwszej. Czasem jest to klimat, czasem coś innego, mniej lub bardziej nieuchwytnego.
Przy produkcji części drugiej pojawia się też problem - nie da się widza zaskoczyć drugi raz tym samym numerem, tym samym trickiem. Gdy się tak robi to zaczyna wiać nudą.
Tymczasem w [*REC]2 poradzono sobie niemal z wszystkim, i otrzymaliśmy równie dobrą część drugą, obrosłego już niemal legendą hiszpańskiego horroru. Ponieważ do ponownym efekcie zaskoczenia z jedynki nie bardzo było jak wrócić zdecydowano, aby nie zaskakiwać tym samym. Teraz doskonale wiemy co się działo. Natomiast akcję wydarzeń oglądamy z innej strony. Ta sama historia - inne ujęcie. I muszę przyznać, że wyszło to doskonale. Dalej mamy ciężki klimat z jedynki. Znamy mniej więcej historię. Ale poznajemy ją z drugiego końca. Pozwala to poczuć strach, emocje, dalej budzić pytania. A przede wszystkim dalej się dobrze bawić…
