Starcie tytanów (2010)
Hades? Kraken? Zeus? Ojej!
Ojej! Takiej szmiry w takiej ślicznej oprawie to dawno nie oglądałem. Dobrze, że DVD pozwala na pauzowanie, można film obejrzeć na kilka razy i w ten sposób nie usnąć. Mitologia, bogowie, potwory - wydawałoby się, że to temat, z którego można okręcić niezłe kino. Przygoda, wartka akcja, całkiem dobra obsada - a wyszło jak wyszło - czyli mizernie. Film akcji wiejący nudą? Ależ owszem, zapraszam!
Ocena: 2/10 (2 za warstwę wizualną filmu).
FilmWeb:
Perseusz (Sam Worthington), urodzony jako bóg, ale wychowany jak człowiek, nie jest w stanie uratować swojej rodziny przed Hadesem (Ralph Fiennes) - mściwym bogiem świata zmarłych. Nie mając nic do stracenia mężczyzna zgłasza się na ochotnika, by poprowadzić wyprawę do zakazanego świata Hadesa i pokonać go, zanim ten odbierze moc Zeusowi (Liam Neeson) i sprowadzi na ziemię chaos. Wraz z grupą śmiałych wojowników wyrusza w ryzykowną podróż, podczas której będzie walczyć z groźnymi demonami i strasznymi bestiami. Przeżyje tylko wtedy, jeśli uwierzy w swoją boską moc, przeciwstawi się swojemu przeznaczeniu i zacznie pisać swój własny los. Remake filmowej wersji z 1981 roku

Windykatorzy (Repo Men, 2010)
Oj, ja nie daje rady…
W zamyśle ten film miał być chyba śmieszny. Ot taka komedia SF pełna absurdów i specyficznego humoru. Dla mnie jednak film mało śmieszny. Za dużo absurdów. A silenie się momentami na powagę - po prostu zabija resztki czegokolwiek, co mógł ten film sobą reprezentować.
Obsada (Jude Law i Forest Whitaker) nie ratują filmu nic a nic. Ktoś ich zmusił do zagrania w tym kiczu. Być może widykator, który chce im odebrać narządy. Bo inaczej tego nie widzę…
Szkoda słów.
Ocena: 0/10

Predators (USA, 2010)
Obcy coraz bardziej obcy?
Kolejne zmagania ludzi z Predatorami to przykład tego, że na bezrybiu i rak ryba. Stąd wysoka relatywnie moja ocena tego filmu.Po kiczowatych do bólu Alien vs Predator i męczeniu serii o Predatorze i Obcym w - nie nazwę tego inaczej jak - gniotach, kolejna odsłona jawi się niczym arcydzieło. Duża zasługa leży tu w pomyśle. Prostym do bólu a skutecznym. Pozwala odświeżyć trochę kino SF czerpiące z hitów poprzedniego wieku. Wtedy spotkanie Arniego z Predatorem to było coś. Fani fantastyki okrzyknęli film mianem kultowego.
Predators to kino akcji w klimatach SF. Fantastyki jest tu jednak oszczędnie. Znamy wszystko - Predatorów i ich bronie czy kamuflaż. Więc film nie wprowadza żadnych nowinek. Pomijając jedną - plac zabaw, gdzie rozgrywa się akcja. Nie zdradzę gdzie, żeby nie psuć zabawy. W każdym bądź razie nasi bohaterowie, wyselekcjonowani twardziele, będą mierzyć się (i oczywiście ginąć) z Predatorami.
Fani SF oglądając film z przymrużeniem oka będą zadowoleni z widowiska. Choćby dlatego, że nie odrzuca swoją formą. Pozostali - chyba się zanudza
Ocena dla fanów: 7/10 (dla pozostałych: 4/10)

Salt (USA, 2010)
Lekkie kino akcji.
Miałem ochotę na ten film po obejrzeniu zapowiedzi. Wiedziałem już wtedy, że będzie to kolejne kino akcji, kolejny film, który szybko sie ogląda i równie szybko zapomina. A jednak zdziwiłem się bardzo sam sobie - Salt wciąga na tyle, na ile to jest możliwe w filmie akcji z domieszką akcentów szpiegowskich. Dynamiczna fabuła i sporo (nieoczekiwanych) zwrotów akcji,modne niegdyś akcenty szpiegowskie związane z Rosją. Film też nie od razu zdradza kto jest kim,kto jest złym (obcym, czyli z Rosji) a kto dobrym (naszym, znaczy z USA). I całość ogląda się wyśmienicie. Na tyle dobrze, że aż chce się wrócić do tego filmu ponownie.
Ocena: 8/10
Salt wg Hitosfera:
Może zdziwi Was moją ocena, ale z przekonaniem mogę stwierdzić że podobał mi się film “Salt”. Czytałam wiele recenzji zanim udałam się na ten film do kina. Większość była negatywna lecz chęć ujrzenia Daniela Olbryskigo u boku Angeliny Jolie była silniejsza niż krytyczne oceny. Nie będę pisała o słabych stronach tego filmu, gdyż jest ich wiele poprzez kaskaderskie wyczyny naszej głównej bohaterki po niewyobrażalną siłę w walce z przeciwnikami a kończąc na “spidermenowskiej” zwinności. Skupiłam się na pozytywnych stronach, których może jest niewiele, ale które przykuły moją uwagę.

Resident Evil Afterlife (USA, 2010)
Resident Evil Afterlife to kolejne kino z cyklu “albo się to kocha, albo nienawidzi”. Resident Evil Afterlife to czwarty w kolejności film z Milla Jovovich walczącą z korporacją Umbrella i wirusem zmieniającym żywych ludzi w ludzi nieumarłych, czyli pospolite zombie. W Resident Evil Afterlife nastawcie się na akcję, dużo dużo akcji, oraz na efekty. Fabuła gdzieś tam w tle jest, bo jakże by było inaczej. Od 4 części wszystko kręci się wokół intrygi związanej z T-wirusem. Podobnie, jak w świecie gier komputerowych, gdzie seria Resident Evil stała się kultowa, tak w kinie mamy podobnie - istnieje rzesza fanów, którzy czekają i domagają się kolejnych filmów Resident Evil. Bo to fajna rozrywka. Świat z korporacją Umbrella jest już dobrze poznany. No i Milla… zawsze jest na czym oko zawiesić - bo to ładna, gibka i zabójcza kobieta-dynamit :)
Tutaj mógłbym streścić w trzech zdaniach całą fabułę filmu. Ale tego nie zrobię. Resident Evil Afterlife to film, który jak i poprzednie części ogląda się z miłości do “gatunku”. Zgodnie z zasadą - każda potwora znajdzie swojego amatora. Tak i tutaj, widzowie podzielą się na dwie grupy. JA należę do tej, która zafascynowana jest światem z wirusem T. Dlatego będę polecał Resident Evil Afterlife, choć może nie każdemu…
Ocena: 8/10
