Dead Space - Downfall
Muszę przyznać, że po animowanym filmie, który dodatkowo jest wstępem do gry komputerowej (Dead Space, Electronics Arts) nie spodziewałem się tego, co dostałem.
71 minut.
71 minut klimatycznego filmu, nie zawaham się napisać, w klimacie Obcego. 71 minut narastającego napięcia i otaczającej zewsząd grozy. 71 minut podczas których widz czuje się przerażony. Nie wiem jako oni to zrobili, żeby stworzyć animację, przeszywającą dreszczykiem. Ale udało im się. Dawno, już dość dawno nie czułem takiego napięcia oglądając jakikolwiek film.
Dead Space - Downfall opowiada o zajściach na pokładzie statku Ishimura, który ma za zadanie przetransportować na Ziemię kamień - znaleziony na odległej kolonii, daleko w kosmosie, artefakt. Jak się łatwo domyślić, artefakt ma niebanalne znaczenie dla wydarzeń, jakie rozegrają się na pokładzie statku kosmicznego Ishimura. Film to połączenie science-fiction, w kresce podobnego trochę do też animowanego Riddicka (twórcy brali dobre wzorce) i horroru gore. Obraz przywołuje z pamięci takie inne produkcje jak Obcy (Alien), Ukryty horyzont (Event horizon) czy też wspomniany animowany film związany z uniwersum Riddicka (gry komputerowaych jak i filmów).

12 rund
Będę pisał krótko. Baaardzo przeciętny film akcji, thiller sensacyjny, bez thriller. Trochę akcji. Kulawe aktorstwo. Nielogiczna, niezbytrealna fabula. To wszystko sprawia, ze choc koncowka troche podnosi poziom to samo zakonczenie juz niekoniecznie.
Inni o filmie:
Pierwszoplanowy aktor z 12 rund to była gwiazda wrestlingu federacji WWE. Jeśli to zdanie Was nie odstrasza, to mam następną ciekawą informację. Film wyprodukowała firma WWE Films. Jeśli czytacie dalej, to być może kiełkuje w Was myśl o pójściu na ten film do kina. Nie popełniajcie tego błędu.
John Cena to góra mięśni zakończona twarzą przypominającą wyciosany siekierą kawałek drewna. To dosyć brutalna charakterystyka więc mam nadzieję, że John nie zlokalizuje mojego położenia (z filmu wynika, że facet zna się na topografii). Jednak nie ma się o co obrażać, bo taki a nie inny wygląd pomaga w karierze zawodowego wrestlera. Niestety nie pomaga w karierze aktorskiej, a właśnie na nią stawia ostatnio zapaśnik. Niestety konstrukcja twarzy uniemożliwia mu wykonywanie jakichkolwiek min, więc różne stany emocjonalne Cena wyraża za pomocą uniesionej brwi. Na szczęście scenariusz 12 rund nie przewiduje zbyt wielu “aktorskich” wyzwań.

Vicky Cristina Barcelona (2008)
Dawno Woody Allenowi nie udało mnie się tak przyciągnąć do swojego filmu i zaintrygować. Tym razem w dośc lekki sposób opowiedział prostą historię o skompikowanych relacjach międzyludzkich. O wszystkim tym, co może się zdarzyć, gdy w grę wchodzi zauroczenie i miłość. I o tym, że czasem jest trudno wybrać między tym, co wydawałoby się słuszne, a co pragnie serce. O rozterkach towarzyszących ludziom, mężczyznom i kobietom - bo to relacje męsko-damskie grają główne skrzypce w tej opowieści. I to, ile kobiet równocześnie może kochać jednego mężczyzne, wiedząc o sobie nawzajem…
Stopklatka.pl:
Hiszpańskie słońce, piękne, pełne seksu kobiety i opowiadanie o miłości i namiętności, to główne elementy najnowszego filmu Woody’ego Allena. Wszystko wskazuje na to, że klimat Barcelony bardzo odpowiada zadomawiającemu się w Europie amerykańskiemu reżyserowi, bo “Vicky Cristina Barcelona” skrzy się humorem i brawurowymi dialogami, a wikłając swoich bohaterów w skomplikowany wielokąt miłosny Allen odpowiada tu o damsko-męskich związkach i stara się znaleźć odpowiedzi na pytania od wieków znajdujące się w kręgu zainteresowania ludzkości: dlaczego kochamy, tych których kochamy, czym jest miłość, dlaczego tak trudno ją zdefiniować i od czego zależy seksualne przyciąganie. Banalne? Być może, ale skrzynia złota dla tego, kto zna odpowiedzi.

W sieci kłamstw (Body of Lies, 2008)
Ridley Scott stworzył poprawnie zralizowany thriller polityczny połączony z filmem akcji. Modny temat - daleki wschód, terrorysci, Al Quaida, wywiad, zamachy bombowe. I wszystko by było w porządku, gdyby za ciekawą fabułą, dobrą grą aktorską i wszystkim, co w tym filmie jest jak należy w widza uderzało napięcie. A tego w filmie brak. Film pozbawiony jest tego czegoś, co posiadała np. Tożdsamość Bourne’a. Zaskakujących zwrotów akcji i emocji przelewanych na widza. Więc wyszło dość przeciętne kino pod szyldem dużego znanego nazwiska.
O filmie
W świecie pozbawionym wszelkich wartości, aby złapać winnych należy uczynić winnymi niewinnych. Pokrętna logika, która prowadzi do niekończącej się walki.

Miasto ślepców (Blindness, 2008)
Niezwykle ciekawy pomysł - co by było gdyby ludzie nagle zaczęli ślepnąć. Jak zaczęliby sobie organizować życie w czasach epidemii. Film od samego początku zaczyna wciągać, intrygować. Widz stawia sobie wiele pytań jak i też szukać włąsnych odpowiedzi na nie. Podsuwać rozwiązania konfliktów. Ze zdziwieneim obserwuje zachowania ludzi. A jednocześnie przytakuje głową. Akceptuje fabułę w postaci jaką przestawiono w filmie. Osobiście nic nei dodałbym ani nie zmienił. Wyszło bardzo ciekawe, wręcz socjologiczne kino z pogranicza science/fiction, thrilleru i dramatu. Niedopowiedziane, niewyjaśnione w każdym aspekcie. Wiele pytań, które widz sobie postawi w trakcie tego filmu pozostanie do końca bez odpowiedzi. To dobrze, bo kino ostatnio raczy nas głównie banalnymi historiami w których wykłąda się na łąwę wszystko, tłumacząc każdy detal, przez co często popada się w absurd. Tutaj mamy do czynienia z obserwacją, tak jak to ma się podczas różnych eksperymentów. Być może można było rozwinąć wszystkie aspekty ujęte w filmie i powstałoby arcydzieło. Natomiast jak dla mnie film taki jaki jest - jest bardzo dobry. I szczerze polecam.

