Zabójca (War)
Zabójca (War) to film z gatunku sensacja i akcja - zmagania Jeta Li i Jasona Stathama, dwóch twardych gości okłada się pięściami, strzela do siebie, pała żądzą zemsty i tak dalej. Potem w ruch ida jeszcze katany, więcej i więcej ludzi umiera od kul, upada z odciętym,i rękami. Ogólnie - rzeźnia w stylu Yakuzy. Walka dobrego i złego często jest tematem filmów sensacyjnych. Jakaś fabuła być musi. Ktoś z kimś walczyć musi, ktoś kogoś musi nielubić. Tym razem jest podobnie. Więc nic nowego, nic odkrywczego - śmierć przyjaciela, zemsta, poszukiwanie zabójcy - to wszystko napędza akcję. I tak właśnie trzeba patrzyć na ten film - prosty do bólu, dobrze zrealizowany film akcji. W przeciwnym wypadku ocena drastycznie się obniża…
Film ogląda się dobrze od początku. Niestety później widz rozczarowuje się załamaniem akcji. Niby rozwija się intryga, jednak to rozwijanie mogłoby być bardziej wciągające. Koło połowy uświadamiamy sobie, że nic się nie dzieje. Gdybym w tym momencie wyłączył film ominęłaby mnie jednak dobrze zrobiona końcówka.

Michael Clayton
Michael Clayton - to tytuł thrillera prawniczego z George Clooneyem w roli głównej. Dość udanego, choć tylko momentami trzymającego w napięciu. Owszem, jest zbudowany klimat, całą otoczka, może nie perfekcyjnie ale dość dobrze. Ale brakuje właśnie tego elektryzującego napięcia, jakie powinno towarzyszyć w takich filmach. Podejrzewam że to trochę sam Clooney zabił to napięcie. Jego gra aktorska, choć dobra, i nie budząca większych zastrzeżeń, jest zbyt spokojna. Ja wiem, że gra on zimnego i wyrachowanego prawnika “do zadań specjalnych” ale brak okazywania uczuć na ekranie, tak, żeby u widza budować nastrój i przekazywać emocje, niestety jest odczuwalny. Gdyby George włożył w tą rolę trochę więcej serca, to byłby bardziej naturalny.
Ale może czepiam się zbyt mocno, bo nie przepadam za Clooneyem po prostu.
Ci co go lubią mogą dodać sobie +2 do ostatecznej oceny…

Death Sentence (Wyrok Śmierci)
Dobrzy i źli. Film Death Sentence to trzymający w napięciu, dość szablonowy, niezbyt przesadzony dramatyczny thriller.
Jak to zwykle w takich filmach bywa, Nick Hume (Kevin Bacon) prowadzi rodzinne życie, pełne radości. Wraz z żoną Helen (Kelly Preston) wychowują 2 synów - pierworodnego, zapalonego sportowca i hokeistę, który może się pochwalić wieloma sukcesami i młodszego, żyjącego w cieniu “złotego” brata. Sielanka. Niestety pewnego wieczoru na oczach ojca ginie starszy syn, zabity podczas obrzędu inicjacji przez członka gangu. Bezradny ojciec rezygnuje z pomocy sądu i wymierzenia tzw. “sprawiedliwości” i zaczyna wymierzać sprawiedliwość na własną rękę. Niestety ta podjęta decyzja okaże się dramatyczna w skutkach dla niego i jego rodziny…

Rozpustnik
Noooo, mocne kino (tak je nazywam). Uwielbiam Deppa - filmy z nim zawsze pełne są emocji. Pomimo, że uważam wiele momentów i scen za przesadzone to bardzo, ale to bardzo mi się to podobało. Mogę być nieobiektywny, bo tutaj obok Deppa wspaniale, wyśmienicie, rewelacyjnie pokazuje sie kto? Nie, nie chodzi mi o Malkovicha… Chodzi mi o Samanthe Morton, którą bardzo ale to bardzo polubiłem po “Code 46″ (filmie Michaela Winterbottoma).
Rospustnik to film mroczny. “Brudny”. Przerażający. Rozwiązły. Emocjonalny!

Ultraviolet
Cóż, właściwie po reżyserze Equilibrum człowiek (czyli ja) spodziewał się lepszego filmu. Może nie od razu czegoś, co dorówna Equilibrum. Ale znów nie porazi zbytnio widza swoją formą czy fabułą. Niestety Ultraviolet łączy wszystkie zalety efektów specjalnych a’la matrix z całkowicie niedopracowaną warstwą fabularną i byle jakim aktorstwem, nawet jak na film akcji. A szkoda. Niewykorzystany potencjał, zmarnowana okazja na zrobienie na prawdę dobrego kina sci-fi… Dodaje +2 za Mille Jovovich…
