Droga / The Road (USA, 2009)
Książkę Droga Cormaca McCarthy’ego czytałem już jakiś czas temu. Na film nie czekałem z jakimś specjalnym podekscytowaniem. Nie spodziewałem się, żeby jakakolwiek produkcja filmowa mogła oddać to co jest w książce. Nie chodzi mi o klimat czy historię. A raczej o to wszystko, co w filmie, w adaptacjach, często unika. Książka ma zawsze narratora, który dużo objaśnia. Film “Droga” bez dopowiedzenia historii i bez znajomości książki może się wydawać dość… byle jaki. Taka prawda - sam w sobie nie wyróżnia się niczym szczególnym, ot kolejna post apokaliptyczna wizja świata, mroczna i brudna. Dopiero znajomość powieści pozwala dostrzec więcej. Ale jednak ja osobiście polecam w tym przypadku lekturę ponad seans.

Zmierzch / Twilight (USA, 2009)
Romans z wampirem w wersji dla nastolatek.
Zmierzch (Twilight) to kino młodzieżowe, bez 2 zdań. I przeznaczone dla widza tak w okolicach do 16 lat. Wszystko w tym filmie jest typowe dla filmu młodzieżowego – fabuła (oparta na powieści, pewnie dlatego nie taka durna jak to się czasem zdarza), sposób narracji (spokojny, wręcz powolny, przypominający trochę Grzechy Niewinności), przewidywalność (wiemy właściwie co będzie i jak się skończy). Wszystko dobrane tak aby wycisnąć być może trochę łez i czasem lekko przestraszyć. Napisałbym nawet, ze to troszkę emo-film, bo jakoś przez cały czas miałem takie skojarzenia gdy widziałem wampiry-nastolatki, nawet podczas groźnych scen walki. Jednocześnie nie jest to film zły, eksploatowany na wszelkie strony temat wampirów we współczesnej Ameryce podany jest całkiem strawnie. Są nawet bardzo fajne sceny w filmie (szczególnie podobała mi się wampirza gra w bejsbol). Realizacja też bardzo klimatyczna – w mrocznych, wypranych z kolorów barwach. Ogólnie jako kino młodzieżowe, mogę ocenić dość wysoko – daję 7/10.
INNI O FILMIE:

Fighting (USA, 2009)
Przeciętny film. Nie znaczy to jednak, że zły.
Bo zrobiony dobrze, mimo ze na bajecznie prostym schemacie. Przewidywalny i z dość uproszczonymi postaciami. Troszkę naiwny. Takie lekkie “męskie” kino, zapatrzone chyba trochę w Fight Club, ale bez ambicji na bycie lepszym. Na szczęście bez zadęcia.
Fajna muza. Fajna sceneria brudnego zaplecza miasta. Mimo wszystko ciekawa menażeria postaci.
Gdybym miał oceniać dałbym mimo wszystko 6/10. No to daje…

2012 (USA 2009, katastroficzny)
Miałem wielką, nieprzepartą ochotę na obejrzenie lekkiego katastroficznego kina zrobionego z rozmachem. No to wybrałem się i obejrzałem. Gdyby nie moje nastawienie, to pewnie teraz bym pomstował. A tak, całkiem przyjemnie się oglądało. Prawie całkiem przyjemnie…
Całość banalna - zbliża się katastrofa. Nie mam pretensji dla Emmericha - przeciez to kino lekkie i dla masowego (amerykanskiego lub zamerykanizowanego) odbiorcy. Wiecpozim naukowy podstaw konca swiata pomine. Pomine tez milczeniem cala fabule krecaca sie wokol glownych bohaterow. Bo tutaj nie ma co pisac - musza byc standardowi bohaterowie filmow katastroficznych. W dobrym, amerykasnkim, patetycznym wymiarze.
Pierwsze pol godziny tego ponad 2 godzinnego filmu nic sie nie dzieje. Niby narastac ma napiecie, ale nie narasta. To nie Hitchcock. Racja. Ale trochę napięcia by sie przydało. Potem zaczyna się “katastrofa”. I znow poza wysmienitymi wielkiej skali efektami specjalnymi nie ma nic. Ktos ginie. Ktos cudem nie ginie. Ale przynajmniej zaczyna sie cos dziac. I juz do konca filmu nie jest tak zle. Tylko jakies ze dwie przerwy na drzemke i ziewanie. (więcej…)

Dystrykt 9 (Distict 9, USA, SF)
Choć akurat miałem ochotę na coś w stylu Dnia niepodległości, lekką zabawną rozwałkę w hollywoodzkim stylu to Dystrykt 9 wciągnął mnie i spodobał się nawet bardzo. Kontakt z obcymi to bardzo częsty motyw kina SF i SF ogólnie. Tym razem obcy pojawiają się i.. nie sieją zniszczenia. To ludzie doprowadzają ich do upadku. Zamknięte getta, traktowanie obcych jako rodzaju eksperymentu i źródła „obiektów” do badania w pogoni za… przejęciem technologii. Typowe ludzkie zachowania pokazane od najgorszej strony. Jednocześnie obcy nie wzbudzają sympatii widza więc trudno im współczuć. I chyba a w tym tkwi cały trick tego filmu. Oglądamy z obrzydzeniem obcych i nie możemy się pogodzić z tym, żeby jakiś człowiek chciał im pomóc. Typowy rasizm w najgorszym wydaniu. Brak chęci porozumienia, jedynie żądza wykorzystania.
I tak sobie myślę, że warto było obejrzeć ten film. Bo zmusza do zastanowienia nad człowieczeństwem. Dlatego dam 8/10.
A tak przy okazji, wydaje mi się, że za 3 lata obcy wrócą i zrobią na Ziemi małą wendetę… A jeśli reżyserem zostanie spec od Dnia niepodległości – to znów wygramy z obcym najeźdźcą. No chyba, że…
