Surogaci (Surrogates, USA, SF)
Ciekawe kino SF rozwijające trochę koncepcję sztucznych ludzi z A.I. Sztuczna Inteligencja Spielberga oraz, nie śmiejcie się, z końcowych scen pokazujących społeczeństwo „informatyczne” w filmie Wall-e. Do tego całkiem udane kino akcji w klimatach SF. Bruce Willis, choć już nie najmłodszy, sprawdza się dobrze w swojej roli. A nawet ma szansę, dzięki swojemu surogacie, wyglądać całkiem młodo. Ciekawe.
Cały pomysł mógł być może i ciekawiej zrealizowany, rozbudowany, sylwetki odrobinę bardziej zarysowane. Ale to miał być hit kasowy a nie europejskie kino intelektualne. Mimo wszystko całość jest dobrze zbalansowana. Nie mamy kiczu. Efekty specjalne stanowią tylko tło dla wydarzeń. Akcja jest. Widz się nie nudzi. I nawet chwilę się może zastanowić nad swoim życiem. Może pora częściej wstawać od WoWa…
Ja dam 8/10.

Dziewięć (Nine, aka 9, USA, SF)
Na ten film poszedłem „z marszu”. Przypadkiem. Nie planowałem iść. Nie planowałem oglądać, ale tak się złożyło, że w pewien deszczowy wieczór zawitałem do kina. Obejrzałem. I…
Niespecjalnie mi się podobał. Oczywiście podobanie się jest czysto subiektywne. To napisze co mi się nie podobało. Pierwsza rzecz – to zapożyczenia. W filmie tym mamy same właściwie zapożyczenia z tego co już w kinie było. Historia (mały ktoś ratuje świat), scenografia (postapokaliptyczny świat po walce z maszynami… gdzie to już było? Matrix?), maszyna z czerwonym okiem (połączenie sentinela z HAL9000?), wojenne wstawki połączenia kadrów z Terminatora z Wojną Światów tak dalej. Pacynkowy Pionokio staje do walki z tym wszystkim…
Zapożyczenia same w sobie nie są złe. Przynajmniej ja tak nie uważam. Można zrobić ciekawy film bazujący na zapożyczeniach. Ale tutaj brakło czegoś więcej.

Zabójcze ciało (Jennifer’s Body, USA 2009)
Nie mam siły sam o tym pisać… poczytajcie cytat…
O FILMIE na STOPKLATCE:
Amerykański produkcyjniak dla młodzieży
Za dystrybutorem można by spokojnie powiedzieć, że „Zabójcze ciało” to seksowny horror pełen pokręconego humoru. Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza. Rolę główną gra w filmie Megan Fox, piękna brunetka, dzięki której „seksowności” mamy tu całkiem sporo. Warstwę horroru zapewnia grasujący po świecie przedstawionym potwór, który zajmuje się wysysaniem krwi z ciał młodych amerykańskich chłopców. Jeśli zaś chodzi o humor, to tu sprawa jest mniej przejrzysta. Wiadomo – każdy śmieje się z czegoś innego. Ja tam nie śmiałem się za dużo, ale niektórzy pewnie będą wręcz skręcali się ze śmiechu, oglądając życiowe perypetie dwóch przyjaciółek.
Jesteśmy w domu, w znanym aż za dobrze schemacie – jedna z nich jest pięknością, za którą ugania się połowa miasteczka, druga natomiast to szara myszka, na dodatek z wadą wzroku. Pierwsza jest brunetką, w której buzują hormony, druga – zapracowaną, cnotliwą blondynką oraz monogamistką, związaną z chłopcem troskliwym i niewysokim. Oczywiście ta pierwsza ma tę drugą owiniętą wokół palca, każe jej zaniedbywać chłopaka i chadzać ze sobą do nocnych barów. Oczywiście ta druga na wszystko się zgadza.

Vicky Cristina Barcelona (2008)
Dawno Woody Allenowi nie udało mnie się tak przyciągnąć do swojego filmu i zaintrygować. Tym razem w dośc lekki sposób opowiedział prostą historię o skompikowanych relacjach międzyludzkich. O wszystkim tym, co może się zdarzyć, gdy w grę wchodzi zauroczenie i miłość. I o tym, że czasem jest trudno wybrać między tym, co wydawałoby się słuszne, a co pragnie serce. O rozterkach towarzyszących ludziom, mężczyznom i kobietom - bo to relacje męsko-damskie grają główne skrzypce w tej opowieści. I to, ile kobiet równocześnie może kochać jednego mężczyzne, wiedząc o sobie nawzajem…
Stopklatka.pl:
Hiszpańskie słońce, piękne, pełne seksu kobiety i opowiadanie o miłości i namiętności, to główne elementy najnowszego filmu Woody’ego Allena. Wszystko wskazuje na to, że klimat Barcelony bardzo odpowiada zadomawiającemu się w Europie amerykańskiemu reżyserowi, bo “Vicky Cristina Barcelona” skrzy się humorem i brawurowymi dialogami, a wikłając swoich bohaterów w skomplikowany wielokąt miłosny Allen odpowiada tu o damsko-męskich związkach i stara się znaleźć odpowiedzi na pytania od wieków znajdujące się w kręgu zainteresowania ludzkości: dlaczego kochamy, tych których kochamy, czym jest miłość, dlaczego tak trudno ją zdefiniować i od czego zależy seksualne przyciąganie. Banalne? Być może, ale skrzynia złota dla tego, kto zna odpowiedzi.

Eden Lake (2009)
O filmie z horrory.com.pl:
Czytając internetowe polskie portale informacyjne, w których dużo miejsca poświęca się wiadomościom z Anglii i Irlandii (z wiadomych względów), co rusz można się natknąć na wiadomości o kolejnych ofiarach młodocianych nożowników w Londynie. Serwisy internetowe skrupulatnie zliczają liczbę ofiar i nakręcają spiralę strachu. Na Wyspach ta histeria jest mniejsza, choć Daily Mail lubi czasem podgrzać atmosferę. Bo nawet w tamtejszej prasie szeroko i ze zdumieniem opisywane są wybryki rozwydrzonej młodzieży, która potrafi zaatakować policjanta za zwrócenie uwagi, że nie należy śmiecić. Istnieje więc w publicznej świadomości pewien mniej lub bardziej artykułowany strach przed tzw. “hoodies”. W ten klimat doskonale wpisuje się “Eden Lake” Jamesa Watkinsa – mocny i realistyczny survival horror, który potrząsnął mną jak dawno już żaden film.
Jenny i Steve postanawiają wyrwać się na weekend z londyńskiej dżungli i odpocząć na łonie natury. Mężczyzna odkrył prawdziwie urokliwy zakątek nad jeziorem, gdzieś w głębi kraju. Korzystając z sielskiego i romantycznego nastroju Steve ma zamiar się oświadczyć. Spokój wypoczynku burzy jednak grupa nastolatków, którzy wybrali to samo miejsce, by słuchać głośnej muzyki i nie przejmować się niczym. Od drobnej konfrontacji, zwrócenia uwagi, zaczyna się nakręcać spirala przemocy. Idylliczny weekend zamienia się w brutalną walkę o przetrwanie. Z dala od cywilizacji, zdani na łaskę małoletnich oprawców, Jenny i Steve próbują przeżyć…
