Życie ukryte w słowach (La Vida secreta de las palabras, 2005)
Dzięki Dziennikowi Polska Europa Świat co piątek mamy możliwość dokupić do gazety film na DVD. W serii Kino dobrze nakręcone wydany został film Życie ukryte w słowach (La Vida secreta de las palabras, 2005) wedle scenariusza i reżyserii Isabel Coixet.
Ciekawa opowieść o dwójce ludzi, którzy poznają się bardzo powoli, niechętnie, w dość (dziwnej?) sytuacji. Na początku niechętni, stają się później sobie bardzo bliscy. W filmie pobrzmiewają echa wojny na Bałkanach. Pobrzmiewają lub raczej grzmią w cichych słowach jednej ze stron. Z drugiej strony, po sprośnych żartach i erotycznych fantazjach pojawia się skrywane cierpienie i wyrzuty sumienia. Całości gdzieś w tle towarzyszą siedemnastowieczne Listy miłosne (Lettres portugases) przypisywane portugalskiej zakonnicy Marianie Alcoforado. Całość wieńczy szczęśliwe zakończenie. Choć cienie przeszłości pozostają…

Elegia (Elegy, 2008)
Czytałem Konające Zwierze Philipa Rotha, i jak teraz oglądam to… nie tak to sobie wyobrażałem. Ale to chyba odwieczny problem z ekranizacjami powieści. Człowiek czytając tworzy sobię obraz w głowie. A gdy potem widzi czyjąś wizję to porównuje tylko jak blisko (lub daleko) jest ona od własnego wyobrażenia. Czym się różni i w czym jest podobna. Mimo tego, że wystepuje tam Penelope Cruz (co dla niektórych panów będzie plusem - bo slicznie udaje kogos wiele młodszego) i mimo iż film nie jest zły, to jednak dla niektórych może wydać się trochę przynudny. Brak w nim tego elektryzującego napięcia, które powinno z niego promieniować na twarze widzów. Brak napięcia nawet w chwilach sprzeczek. Brak emocji, których film powinien być pełny. Ok, może nie tak całkiem brak, ale jest ich zdecydowanie za mało. Film to nie książka. W filmie musimy mieć pokazane to co czytamy siedząc w głowie bohatera literackiego. I tak oto film bez znajomości powieści traci. Widz traci. A szkoda.

American Nightmare
Co my byśmy zrobili gdyby nie płyty DVD z filmami dodawane do czasopism, albo tak jak w przypadkuKina Domowego - wlaściwie bez niby-gazet dodawanych do filmów. W taki sposób można trafić na małoekranowe horrory, które nigdy nie trafiłyby do kina. Noże i Helloween - temat wyeksploatowany, a jednocześnie ciągle arakcyjny aby snuć kolejne, krwiste opowieści. American Nightmare to kolejna, soczysta, klasyczna propozycja filmowa. Ogląda się ją dobrze i widz dostaje dokładnie tego, czego oczekuje - filmu o psychopatce, o morderstwach i o święcie duchów. Jedynie szkoda trochę, że obraz nie jest w tym wydaniu najlepszy, a lektor trochę dziwny (ale lektora można wyłączyć i włączyć napisy).
Z materiałów dystrybutora:
“RAZ, DWA, TRZY - ZGINIESZ TY…

Skazaniec (Felon, 2008)
“Film jest ciekawy, nie nudzi, nie dłuży się i chociaż nie jest oryginalną produkcją, to dobre aktorstwo i umiejętnie napisany scenariusz sprawiają, że jest wart obejrzenia.”
Obejrzałem film i zgadzam się. A skoro zgadzam się w każdym napisanym na FilmWebie słowie, to zamieszczam poniżej cytat całości recenzji:
O tym, jak nie dać się złamać
“Felon” to kolejny film o ciężkim życiu niesłusznie skazanych obywateli USA, osadzonych w osławionych więzieniach. Ric Roman Waugh, scenarzysta i reżyser, za pomocą prostej historii przedstawił nam specyfikę oddziałów o zaostrzonym rygorze. Scharakteryzował skazanych i strażników dzierżących niepodzielną władzę w tym odizolowanym świecie. Podobnych filmów powstało już wiele, do klasyki gatunku należy na pewno “Więzień Brubaker”, a z nowszych produkcji na uwagę zasługuje “Ostatni bastion”, i co ciekawe w obu główną rolę gra Robert Redford.

Niepokój (Disturbia, 2007)
Przedmieścia. Domki z ogrodami. Garaże z podjazdami. Nowi sąsiedzi. Baseny. Sielanka. Dodajmy do tego rodzinne tragedie. Konflikty w szkole. Areszt domowy. Seksowne sąsiadki. I nudę która przekształca się w poszukliwanie seryjnego mordercy wśród sąsiadów. To wspaniała sceneria dla (młodzieżowego jednak) kina w klimacie komedii która przeradza się w (mroczny?) thriller. I jeśli chodzi o tego typu produkcję, jest to zabieg udany. Bo film ogląda sią zaskakująco przyjemnie, nei nudzi się. Jest tak dlatego, że całość nie pretenduje do mega-poważnej historii. Więcej w niej humoru i puszczania do widza oka. Dowcip rozłądowuje sytuację a dobre (mimo wszystko) zakończenie rozwiewa klimat grozy “na poważnie”. A zamiana nastroju z komedii w thriller sprawia także, że gdy zaczyna nas nudzić lekkość i trywialność obtrazu, na którym mało się dzieje, dostajemy dla odmiany thriller, gdzie dzieje się (ciut) więcej. Miła odmiana…
Ocena: 6/10
