21

27/06/2008 By: Truposz Kategoria: 06/10, Film, Kino, Obyczajowy

21 the movieNa film 21 (Twenty One) nie zwróciłbym w ogóle uwagi gdyby nie… wcześniej kupiony soundtrack. Ogólnie zaś sama fabuła nie zachęcała (mnie) do obejrzenia. Ot przeciętna historyjka o wielkich graczach w Vegas. Trochę matematyki, trochę geniuszu, bystrości, umiejętność liczenia do 21. Kolejna historyjka zaserwowana przez Hollywood. Ale ta muzyka… to musi być dobry film, stwierdziłem i obejrzałem.

Przysnąć można. Początek nie porywa widza. Lecz męczy. Początek jest nudny rozwleczony. Poznajemy tego i owego, cała intryga wykluwa się z jajka jak żółw. Potem coś się zaczyna dziać i trzeba przyznać, że film fenomenalnie komponuje się w środkowej części. Rewelacyjna muzyka zgrana doskonale z rozrywkowym Vegas. Ta część filmu jest warta uwagi. Niestety wstęp i końcówka są nieco przygaszone, przegadane i średnio wiarygodne. No ale to Hollywood. Ma być rozrywkowo.

W filmie brakuje prawdziwych emocji, napięcia i podniecenia które towarzyszy hazardowi w Vegas. I proszę, nie mówcie mi, że to dobrze, bo w tym filmie liczy się opanowanie graczy, system. Wielkie pieniądze, wielkie ryzyko, wielkie wygrane i wielkie przegrane a jedyny nastrój buduje fenomenalnie dobrana muzyka. Halo?! Gdzie zabrano grę aktorską!? Na litość, gdzieś musi być. Niestety nie w 21.

W 21 mamy tylko proste kino rozrywkowe z oszałamiająca popową muzyką. I dla tej muzyki jedynie warto obejrzeć tą historię.

***

O muzyce z filmu 21

Zobacz nowa wersje
1 Komentarz »
  1. Trudno się nie zgodzić. Miało być coś w stylu Żądła pomieszane leciutko z Kasyno a wyszło coś tak na 21% z tego. Przewidywalny scenariusz, zero emocji, zero napięcia. Role aktorskie sprowadzone do odczytywania tekstu i uśmiechania się w odpowiednich momentach: Kevin Spacy - za mało pogłębiona postać mrocznego profesora (chyba od matematyki), niby najładniejsza studentka ale sorry, blond włosy to jeszcze nie jest jedyny wyznacznik piękna, azjata co kradnie wszystko z napotkanych miejsc (ale po co ? - nie dowiedzieliśmy się - czyli chwyt bez pomysłu), a najgorszy był główny bohater - zupełna mimoza. Nie był przekonywujący ani jako genialny choć biedny student ani jako itd. itp. Nawet filmowane miejsca były jakieś takie nijakie takie. Szkoda czasu

    Komentarz od NW — 22/07/2008 @ 08:10

Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz