Wyścig z czasem (In Time, 2011)
Marna akcja, marny thriller, średnie SF.
Cóż tu dużo mówić. Na bezrybiu i rak ryba. Więc dla fantastomaniaków taki film to już plus sam w sobie. Szkoda tylko, że to kino mało ambitne i tak samo mało rozrywkowe. Przeciętny średniak filmowy – zapychacz czasu.
A czas to pieniądz.
Fajny pomysł ale zaprzepaszczona szansa na stworzenie dzieła, które bądź zmusi do refleksji, bądź zapadnie w pamięć na dłużej. W pamięć, owszem, zapada – marna rola Timberlake’a. Nie rozumiem, po cóż chłop się pcha do takiego kina, skoro nie potrafi grać. A na dodatek brakuje mu charyzmy. Osobowości. Jest sobie takim Timberlakiem, i tak sobie gra psując pierwszoplanową rolę głównego bohatera. No cóż. Na pocieszenie – nie on jeden. Film zepsuli wszyscy – od scenarzysty zaczynając, przez aktorów aż po reżysera (co jest swoistym kręgiem, bo jest on też scenarzysta) co troche dziwne, skoro udało mu się stworzyć takie filmy jak Gattaca, Truman Show, Terminal czy Pan życia i śmierci. Poprawnie wypada jedynie dział techniczny, odpowiedzialny za rzemieślnicze aspekty filmu.
Nie ma nic gorszego jednak, niż przeciętne kino rozrywkowe z rozbuchanym ego.
Zadowolony z seansu będzie jedynie widz o niskich oczekiwaniach, który nie oczekuje wysublimowanej fabuły za to kocha Justina Timberlake i / lub lubi popatrzeć na Sylvie Weis.
Ocena 3/10. Dla fantastomaniaków 4/10.
Opis dystrybutora:
Film science fiction w reżyserii Andrew Niccola (“Gattaca – szok przyszłości”, “Pan życia i śmierci”). Świat w niedalekiej przyszłości: aby uniknąć przeludnienia, wprowadzono reglamentację czasu do przeżycia, który stał się najcenniejszym dobrem, jedyną powszechnie akceptowaną walutą wymienialną. Bogaci, których stać, by go kupować, mogą żyć wiecznie, biedni muszą wykazać się inwencją, by go zdobyć… Will Salas należy do tych nieszczęśników, którzy budzą się każdego dnia z zapasem 23 godzin, zdając sobie sprawę, że o ile nie zarobią wystarczająco dużo czasu, nie dożyją do jutra. Pewnego dnia bogaty nieznajomy przekazuje Willowi czas o wartości tysięcy lat i zmęczony życiem popełnia samobójstwo. Will zostaje oskarżony o jego zabicie i ucieka przed policją z piękną zakładniczką. Żyjąc z minuty na minutę, zakochana para wypowiada wojnę istniejącemu systemowi, grożąc jego ostatecznym zniszczeniem… W rolach głównych: Amanda Seyfried (”Mamma Mia!”, ”Listy do Julii”), Olivia Wilde (”Tron: Dziedzictwo”, ”Dla niej wszystko”), Cillian Murphy (”Incepcja”, ”Batman: Początek”) i Justin Timberlake (”Social Network”).
Fragment podsumowania z FilmWeb:
…gdyby “Wyścig z czasem” był dobrym kinem rozrywkowym. Tak jednak nie jest. Mimo kilku scen akcji i paru niespodziewanych zwrotów, całości brakuje dynamizmu. Wszystko jest tu poprawne do bólu, bez odrobiny pasji czy niczym nieskrępowanej zabawy. Justin Timberlake nie sprawdza się w roli aktora pierwszoplanowego - szczególnie drętwo wypada w scenach dramatycznych. Co więcej, między dwojgiem głównych bohaterów nie iskrzy, co trudno zrozumieć, bo w kilku sesjach zdjęciowych promujących film Timberlake i Seyfried wydawali się znakomicie uzupełniać. Brakuje też efekciarstwa, którym można byłoby pokryć nazbyt surową konstrukcję scenariuszową. To wszystko sprawia, że “Wyścig z czasem” okazał się falstartem i zmarnowaną szansą.

Nikt tego jeszcze nie skomentował.
Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URL
Dodaj komentarz