Natural City
Mam mieszanie uczucia po obejrzeniu Natural City - z jednej strony dość przyzwoite kino SF, z drugiej dość wtórne. Z jednej strony ciekawy świat, doskonała scenografia, efektowne walki, z drugiej dość przeciętna fabuła (wiem, Matrix też nie miał bardzo skomplikowanej fabuły) i brak nowych pomysłów.
O filmie
Rok 2080. Rozwój technologii sprawił, że androidy wyręczają ludzi w każdej dziedzinie życia - począwszy od miłości na walce kończąc. By obdarzone sztuczną inteligencją humanoidalne maszyny nie wymknęły się spod kontroli, w ich kod genetyczny wbudowano specjalne zabezpieczenia. Każdy android ma trzyletni czas pracy po którym jego mózg degraduje się i rozpada. To zabezpieczenie staje się dramatem życiowym R - członka elitarnego oddziału policji ścigającego zbuntowane cyborgi. R zakochuje się bowiem w Ricie - “rozrywkowym” modelu kobiety-androida, której czas pracy niebawem się skończy…

Appleseed: Ex Machina
Appleseed Ex Machina to coś więcej niż zwykły animowany film. Ta animacja to doskonałe połączenie dynamicznego filmu akcji z możliwościami jakie dają współczesne komputery przy kreowaniu niezwykle realistycznego, pełnego szczegółów świata. Ta wybuchowa produkcja uderza w widza ze zdwojoną siłą od czasu ukazania się Appleseed (2004). Można powiedzieć, że duet John Woo i Shinji Aramaki postanowili rozłożyć widza na łopatki. I udało im się to!
Ex Machina ponownie przenosi widza na znany już Olympus. Do naszego duetu Deunan (człowiek) i Briareos (cyborg) dołącza Tereus (bioroid). Tym razem, to ciekawe trio stawi czoło nowym wyzwaniom. Cel to zneutralizować zagrożenie, jakie pojawi się nad Olympusem.

Vexille - 2077 Nippon Sakoku
Szanowni Państwo, czytelnicy i czytelniczki, kinomani i kinomanki - oto na taki film czekałem od czasu Appleseed. Czekałem na film z ciekawą fabułą i niebanalną, z doskonałym klimatem, zachwycającą animacją. A do tego, żeby to było sci-fi osadzone gdzieś w odległej przyszłości. I oto doczekałem się. Vexille spełnia moje oczekiwania w 100%. I na tym mógłbym właściwie skończyć moją opinię, bo o samym filmie, fabule, możecie się zapoznać w obszernych materiałach od dystrybutora, które są zamieszczone poniżej…

Gwiezdny pył (Stardust)
Gwiezdny pył (Stardust) to familijne kino fantastyczno-przygodowe nakręcone na podstawie powieści Neila Gaimana. Mimo, że nie jestem fanem czarodziejsko-magicznych filmów fantastycznych obejrzałem Stardust z przyjemnością. No prawie, bo momentami film mi się trochę dłużył. Niestety odnoszę wrażenie, że upchnięcie całej powieści w 2 godzinach kinowego obrazu sprawiło, że dość sporo umknęło. Choć pewnie najważniejsze rzeczy zostały pokazane…
W każdym bądź razie, Gwiezdny Pył to doskonały kawałek rzemiosła filmowego. Od strony technicznej - fim został wizualnie wykonany perfekcyjnie. Widoczki, krajobrazy, projekty, efekty specjalne - jak to w erze silikonowej grafiki - dobrze, bardzo dobrze. Gra aktorska, trochę sztuczna, ale narzucona przez ogólne ramy gatunku. W bajce są dobrzy i źli. Nie ma miejsca na rozerwane wewnętrznie postacie tragiczne. Więc przede wszystkim prostota, a czasem obrócenie niesmacznej sytuacji w żart a’la Shrek czy inne kino animowano-rozrywkowe z gagami. Martwi mnie, że nie kojarzę muzyki z filmu. Chyba była przeciętna lub gorzej, albo jej nie było wcale…
Ogólnie rzecz ujmując, Gwiezdny Pył, to kino poprawnie rozrywkowe, bez rewelacji, ale spokojnie “daje radę” zapchać wieczór niezbyt wymagającego widza.

Jumper (USA, 2007)
Jumper… Hmmm… Wydaje mi się, że więcej oczekiwałem po tym filmie. Taki rewelacyjny pomysł mógł skutkować czymś więcej niż teledyskowymi pościgami (które nawet niespecjalnie fajne były) i dość płaską fabułą. Człowiek z takimi mocami powinien mieć głębsze życie wewnętrzne, które sprowadza się do czegoś więcej niż “Skąd wezmę kasę? Aaaa, ukradnę z banku!!! Jest COOL!!!”
A może mam zbyt wysokie oczekiwania?
W filmie nie podobały mi się głównie dwie rzeczy, a może trzy…
Po pierwsze - niewykorzystany potencjał pomysłu związanego z teleportacją. Scenariusz dość płaski, żadnej głębi, strasznie komiksowo i czarno-biało. Do tego raczej nijaka gra aktorska, powodująca, że pojedynki które się odbywały na ekranie były mdłe i nijakie. Wszystko było jakieś takie wyprane z kolorów.
Po drugie - poruszono motyw kradzieży, który jest jakby nie patrzeć rzeczą naganną. I nic z tym nie zrobiono. Ot od teraz mozżna przyjąć, że ktoś kto kradnie jest dobrym człowiekiem, bo czemu niby miałby złym być? Bo okradł bank? Banki są ubezpieczone więc “What the fuck, who cares” - wezme tyle, ile uniosę.
Po trzecie i ostatnie - jak na kino rozrywkowo-widowiskowe - to troche za mało i rozrywki i widowiska w tym filmie.
