Zapłata (Paycheck)
Jakimś trafem wcześniej mnie ominęła przyjemność oglądnięcia filmu science-fiction Zapłata (Paycheck). Piszę przyjemność, gdyż wypożyczone DVD bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Spodziewałem się… właściwie średniego poziomu. A dostałem znacznie więcej.
Niewątpliwą zaleta jest reżyseria Johna Woo - film nabiera dzięki temu tempa. Drugą niewątpliwą zaleta jest obsada aktorska - Uma Thurman znów popisuje się efektownymi kopnięciami - może nie miarę Kill Billa - ale jednak. Ben Affleck - no wcześniej go jakoś nie lubiłem zbytnio, teraz się “rozkręcił” :) I jest jeszcze trzecia zaleta - film zrobiony został “z przymrużeniem oka”. Nie jest śmiertelnie poważny w każdym momencie. A to i dobrze. Bo nie wywołuje salwy śmiechu w tragicznych momentach, jak to sie zdarza filmom tragicznie poważnym w sytuacjach komicznych.
Generalnie - polecam.

Ultraviolet
Cóż, właściwie po reżyserze Equilibrum człowiek (czyli ja) spodziewał się lepszego filmu. Może nie od razu czegoś, co dorówna Equilibrum. Ale znów nie porazi zbytnio widza swoją formą czy fabułą. Niestety Ultraviolet łączy wszystkie zalety efektów specjalnych a’la matrix z całkowicie niedopracowaną warstwą fabularną i byle jakim aktorstwem, nawet jak na film akcji. A szkoda. Niewykorzystany potencjał, zmarnowana okazja na zrobienie na prawdę dobrego kina sci-fi… Dodaje +2 za Mille Jovovich…

Casshern
Casshern to obraz, który zaparł mi dech w piersi. Po pierwsze i chyba najważniejsze formą przekazu, a ta jest niebagatelna… Właściwie to ciężko powiedzieć, czy ten film to film animowany z wstawkami aktorskimi czy wręcz odwrotnie. W każdym bądź razie obraz pełny jest mariażu nowoczesnej animacji komputerowej oraz wmieszanych w nią ludzi.
Ale nie myślcie sobie, że to taki zwykły film z efektami. O nie. Ten film pod kątem obrazu to totalny miks wielu form - od czarno białej kamery, poprzez ujęcia z 8mm hobbystycznej kamery aż po najnowocześniejszą technikę filmowania. A wszystko na dodatek jest tak wyważone, że nie ma sie poczucia przesady. Każdy, ale to dosłownie każdy element obrazu gra, stanowi tło lub jest po prostu potrzebny bo coś znaczy…
Film jest niezwykle dynamiczny. Są momenty, w czasie których przyspiesza wręcz niemożliwie, po za granice percepcji widza. Gdy do tego dochodzi mocna, szybka i dynamiczna muzyka to czujemy się niemal jakbyśmy siedzieli okrakiem na startującej rakiecie kosmicznej. Pęd, huk, światło… A potem cisza, uspokojenie, stan nieważkości. I znów przerwa, uspokojenie. A zaraz potem wybuch o sile eksplozji jądrowej…
A historia? Jest prosta. Gdyby się zastanowić to jest prosta - wojna jest zła, po prostu. I to by było wszystko gdyby nie fakt, że Casshern opowiada tą historię w sposób zawikłany. Nie jest już ona taka prosta, przesycona jest różnymi wątkami - to prawie tak jakby to był film w filmie nakręcony w filmie. Nie spodziewałem się, że tyle brutalnych obrazów wojny, tyle przesłań od człowieka do człowieka można tak opowiedzieć. Tak zakręcić. Tak dużo dać do zrozumienia.
Nie wiem, czy udało mi się powyżej oddać choć ułamek tego, jaki ten film jest. Niewątpliwie będę musiał do niego jeszcze wrócić. Teraz jestem jakby w lekkim szoku, a może to po prostu objawy przegrzania szarych zwojów. Za dużo obrazów, emocji, uczuć, przekazów, faktów, przemocy, miłości, robotów, wojny, wybuchów, człowieczeństwa, walki, zrozumienia, zdrady, podstępu… Za dużo Casshern… :)

Moon 44
Moon 44 to film Rolanda Emmericha (Pojutrze, Dzień niepodległości, Gwiezdne wrota, Godzilla), który czerpie z kina SF to co najlepsze - a więc odległe planety, kopalnie, dużo stali, eksploatacja złóż, niezrozumiała inwazja obcych. Czerpie, ale to trochę za mało.
Widać, że ten film z 1990 roku nie posiada tego czegoś, co pozwala innym filmom na pozostanie w pamięci widza.No ale cóż, Blade Runner, Alien, Predator - to chlubne wyjątki. Nie wymagajmy, żeby każdy film SF był arcydziełem. Tym bardziej, że Moon 44 ogląda się miło… choć na IMDB oceniają go podobnie jak i ja bym go ocenił - 4.5/10

Bitwa o Ziemię (Battlefield Earth)
Bitwa o Ziemię (Battlefield Earth) - film poniżej przeciętnej, czy wręcz kiepski. Film powstał na podstawie powieści L. Rona Hubarde’a, główne role odtwarzają takie sławy jak Travolta, Whitaker, Pepper. A jednocześnie film jest - według mnie - totalną porażką. I gdyby nie fak, że kupiłem go za 2 czy 3 złote więcej niż kosztowałoby mnie wypozyczenie, to chyba bym się popłakał. W każdym bądź razie - oto przykład jak nie nalezy robić adaptacji - nie nalezy ich robić nieudanie. Na IMDB ocena: 2.4/10. Ja daje mniej.
