Havana - miasto utracone (Lost City)
Havana - miasto utracone (reż. Andy Garcia) to wspaniała podróż na Kubę w czasie jej rozkwitu. Havana to miasto pełne muzyki, występów, drinków i kolorów. Sielankowe życie wiodą Kubańczycy w Havanie. Spokojne i wykwintne. Niestety na horyzoncie pojawia się Fidel Castro i Ernesto “Che” Guevara. Nadciąga rewolucja. W 1958 roku Kubę opuszcza dotychczasowy dyktator - Batista. Od tego momentu zaczyna się rozpad pięknej kultury Kuby - bo rewolucja jest po to, by zniszczyć stary porządek. I niszczy go bezwzględnie…
Miłość do Kuby. Miłość do rodziny. Miłość do rewolucji.
Ten film okraszony wyśmienita i charakterystyczną kubańską muzyka, ze spokojnie rozwijająca się akcją, która nawet w czasie rewolucji nie galopuje, spokojnie i obrazowo, porusza do głębi i na pewno zapadnie w pamięć wszystkich, którzy ten film obejrzą.
Polecam.

Babel
Przeplatające się ze sobą historie łączy jedno - kula wystrzelona z karabinu gdzieś w Maroku.
Mam wrażenie, ze film nie wnosi nic nowego do kina. Ot, kolejne perfekcyjnie zrealizowane “kino z jakimś przesłaniem”. trochę o odpowiedzialności za własne czyny, trochę niby-metafizycznego przekazu, o tym jak to życie sie zazębia, jak jedno wypływa z drugiego…
Cóż, film dobry, a czy warty obejrzenia - to zostawiam do oceny Wam.

Pręgi (reż. Magdalena Piekorz)
Hmmmm, polskie kino jakoś mi “nie wchodzi”. No ale próbować trzeba. Znów nie weszło. Choć tym razem nie było tak tragicznie jak poprzednio i jak jeszcze wcześniej. Być może przed polskim kinem wciąż jest nadzieja - może tą nadzieją są polscy pisarze i adaptacje filmowe ich powieści?
Sam film mimo wszystko jest dość… szablonowy. Postacie przedstawione sa płaskie. Jakoś za mało w nich ekspresji i życia. Za mało się o nich dowiadujemy. Wszystko tak po łebkach, jakoś tak sztucznie, plastikowo.
Być może lepszy byłby z tego teatr, głośno wymawiane kwestie, wyraźne dialogi i przemyślenia. Taki autoportret przy kieliszku i lustrze. Film wyszedł “nie teges”. Szkoda polecać, choć pewnie kto chce i tak zobaczy.

Maria łaski pełna (Maria full of grace)
Ten film, wbrew tytułowi, nie jest filmem religijnym, natchnionym. Nic z tych rzeczy. Jest to opowieść o dziewczynie, która wciela się w rolę “muła” i przemyca we własnym żołądku narkotyki z serca Kolumbii, Bogoty, wprost do Nowego Jorku. Jeden przelot i można w ojczyźnie wykupić dom, wielki piękny dom dla całej rodziny. Czyż nie jest to alternatywa do pracy przy kwiatach do końca swojego życia, w poniżeniu i za lichą stawkę? Oczywiśćie że jest.
W filmie śledzimy losy Marii, jej buntu, poszukiwania i w końcu decyzji wejścia w nielegalne interesy. Jeden lot. Tylko jeden. Cóż może się zdarzyć. No a jednak - trochę, jeśli nie wiele - może. I aby się dowiedzieć co może się wydarzyć i jak moga odmnienić się losy człowieka warto obejrzeć ten film. Polecam.

Mechanik (The Machinist)
Czy ten film odbije sie glosnym echem wśród polskich widowni? Chyba nie. Jest po pierwsze troche za amerykanski. U nas tego typu “problemy” nie sa znane. Istnieja, wygladaja inaczej, ale sa pochowane. Lata poprzedniego systemu przyzwyczaily nas, ze nie ma problemow. Lata nowego post-komunistycznego kapitalizmu i kolorowej telewizji dają zas nam przekonanie, ze swiat zachodu jest pelen usmiechnietych dziewczyn z mcdonalda, szczesliwych biznesmenow, usmiechnietych staruszek… Nikt nie wierzy, ze tam, w krainie mlekiem i miodem plynacej, uni naszej kochanej europejskiej czy w bracie-stanach-buszu-zjednoczonym może byc bieda, jakies choroby, problemy ludzi…
Po drugie film jest brzydki, zeby nie powiedziec - odrazajacy. Widok Reznika (statystycznemu Polakowi) przywoluje skojarzenia obozow zaglady raczej niz problemow natury psychicznej. W filmie niewiele jest rzeczy pieknych, wszystko szare, brudne, obskurne. Nawet szczury wystepuja pieknie w rolach drugoplanowych. Mroczno i niefajnie. A tymczasme mamy wiosne w kraju…
Po trzecie - film nie jest prosty w odbiorze. Przeciez traktuje o problemach. Nie jest seria widowiskowych wybuchów, z ktorych bohater wychodzi bez drasniecia, zadowolony, usmiechniety, w niepobrudzonych dżinsach marki dżinsy. Jest wiec zaprzeczeniem kina rozrywkowego, kina popowego, zle komponuje sie z multipleksowa publicznoscia, smakiem popkornu i bulgotem coli.
Sukcesu filmowi nie wróżę. Ale warto obejrzeć. Całkiem dobre kino…
Mechanik (The Machinist)
Hiszpania, 2003, 90 min
reżyseria: Brad Anderson
scenariusz: Scott Kosar
obsada: Christian Bale, Jennifer Jason Leigh, Aitana Sanchez-Gijon
