Bez reguł / Unthinkable (USA, 2010)
Bez Reguł (Unthinkable) to mocny i w pewnym sensie wstrząsający thriller psychologiczny. O czym? Głównie o tym jak daleko można się posunąć mając na uwadze ocalenie kilku milionów istnień, które są zagrożone wybuchem bomby jądrowej. Terror amerykańskiego społeczeństwa w wersji kinowej rozwija skrzydła. Zagrożenie pojawia się większe niż jakiekolwiek do tej pory. A o tym, gdzie wybuchnie bomba wie jeden człowiek - terrorysta i konstruktor śmiercionośnej broni. I jest tylko jeden problem - wierzy w to co robi i nie chce powiedzieć gdzie ukrył śmiercionośny ładunek.
A zegar tyka.
Samuel L. Jackson wcielił się w człowieka-bestię. Tak jest postrzegany zarówno przez swoich bezpośrednich przełożonych jak i pozostałe osoby. Wydaje się być wyzbyty zasad moralnych i to właśnie on dokonuje niewyobrażalnych rzeczy.

Schron (Shelter, 2010)
Co jakiś czas pojawiają się filmy łączące Boga, czarną magię, voodoo, zamierzchłe mniej lub bardziej dzieje oraz mędrca oko i szkiełko w jedną całość, aby dać współczesnemu widzowi namiastkę tego, czego nie może dotknąć swoimi racjonalnymi rękami. Część z tych filmów to szmira niesamowita, niektóre można uznać za dobre. Jednak większość, tak jak i w tym przypadku, to po prostu filmy przeciętne.
Film od początku daje nadzieję na coś ciekawego. Rozdwojenie osobowości. Roztrojenie osobowości. I jedyne czego brakło w Schronie to jakaś błyskotliwa idea wystająca poza schemat voodoo i Boga, żeby film stał się nieprzeciętny. Wybrano jednak przeciętność. I w tym obszarze film się nawet dobrze broni.

Czarny Łabędź (Black Swan, 2010)
Darren Aronofsky i wszystko jasne.
Choć może wręcz przeciwnie. Gdyby się zastanowić jak sklasyfikować ten film to chyba najbliżej byłoby mu do horroru, thrillera i filmu psychologicznego. I może tego się trzymajmy - tak będzie nam prościej, tym bardziej, że nie ma to większego znaczenia. Film Aronofsky’ego kipi emocjami. Nie od początku, bo początek zaczyna się dość spokojnie i akcja zawiązuje się dość długo. Przez ten wstęp Darren wprowadza widza w świat baletu, balerin, konkurencji między nimi i dążenia do doskonałości.
Następnie rozpoczyna się iście aronofski odlot. Balet po emocjach okraszony brakiem wyraźnego rozgraniczenia między snem i jawą. Natalie Portman odtwarzająca postać głównej bohaterki - tancerki Niny, jest… szokująco dobra. Zastanawiałem się przed obejrzeniem filmu, czy Portman to dobry wybór do filmu kogoś takiego jak Aronofsky.

Homecoming (USA, 200)
Mogło być lepiej. Ale i tak jest nieźle. Thriller/horror/dramat w jednym, w reżyserii Morgana Freemana może nie powala na kolana, ale jest całkiem sprawnie zrealizowanym filmem. Mnie osobiście brakowało tylko tego, być może najważniejszego co jest w tego typu filmach - mocnego dreszczyka. Bo mimo wszystko - właśnie tego brakuje w filmie najbardziej. Wydaje mi się, że Freeman chciał zbyt bardzo stworzyć thriller psychologiczny. A to już się nie udało. A gdyby tak wyeliminować trochę głupotę bohaterów i inne mniejsze lub większe absurdy - byłby całkiem mocny film…


Trójkąt (Triangle, USA 2005)
Trójkąt to zadziwiająco dobry miniserial. Trzy godzinne odcinki dostarczają odpowiednią dawkę rozrywki - tajemnicy, akcji, zagadek. Można powiedzieć, że twórcom tak udało się dobrać wszystkie elementy serialu i jego długość, że stworzyli widowisko, które kończy się zanim zacznie nudzić. Zwłaszcza, że rozłożyli to na trzy części. Całość jest zamkniętą produkcją, więc jeśli kiedyś jednak pojawi się “sezon 2″ to będzie odrębną całością.



