Dom Latających Sztyletów
Chiny, roku 859. Po 241 latach dobrobytu, dynastia Tang jest u schyłku. Cesarz jest słaby i niekompetentny. Jego rządy, okaleczone przez korupcję , już nie kontrolują ziemi. Niepokój pokrywa cały kraj. Wioska za wioską, tworzy podziemne przymierze…”Dom Latających Sztyletów”. Opierający się na hrabstwie Feng Tian, nieopodal Cesarskiej Stolicy, Dom Latających Sztyletów ukrywa się w cieniu, okradając bogatych by dać biednym, zyskując sobie wsparcie i podziw ludzi. W tym samym czasie, obawiają się i są znienawidzeni przez ich zaciekłych rywali, miejscowych delegatów…
Tyle fabuła. Film jest już tradycyjnie pokazówką walk wręcz, wyolbrzymionych efektów „bajkowych” i tanecznych ciosów, uników, rzutów czymś ostrym, strzałów z broni nawet palnej. Niestety, wraz z pojawieniem się kolejnego tego typu filmu, kino dalekowschodnie zaczyna nam powszednieć. To już nie ten sam zachwyt nad obrazem jak kiedyś. To już nie przyczajony tygrys, ani nie ukryty smok. To kolejny film.

Mechanik (The Machinist)
Czy ten film odbije sie glosnym echem wśród polskich widowni? Chyba nie. Jest po pierwsze troche za amerykanski. U nas tego typu “problemy” nie sa znane. Istnieja, wygladaja inaczej, ale sa pochowane. Lata poprzedniego systemu przyzwyczaily nas, ze nie ma problemow. Lata nowego post-komunistycznego kapitalizmu i kolorowej telewizji dają zas nam przekonanie, ze swiat zachodu jest pelen usmiechnietych dziewczyn z mcdonalda, szczesliwych biznesmenow, usmiechnietych staruszek… Nikt nie wierzy, ze tam, w krainie mlekiem i miodem plynacej, uni naszej kochanej europejskiej czy w bracie-stanach-buszu-zjednoczonym może byc bieda, jakies choroby, problemy ludzi…
Po drugie film jest brzydki, zeby nie powiedziec - odrazajacy. Widok Reznika (statystycznemu Polakowi) przywoluje skojarzenia obozow zaglady raczej niz problemow natury psychicznej. W filmie niewiele jest rzeczy pieknych, wszystko szare, brudne, obskurne. Nawet szczury wystepuja pieknie w rolach drugoplanowych. Mroczno i niefajnie. A tymczasme mamy wiosne w kraju…
Po trzecie - film nie jest prosty w odbiorze. Przeciez traktuje o problemach. Nie jest seria widowiskowych wybuchów, z ktorych bohater wychodzi bez drasniecia, zadowolony, usmiechniety, w niepobrudzonych dżinsach marki dżinsy. Jest wiec zaprzeczeniem kina rozrywkowego, kina popowego, zle komponuje sie z multipleksowa publicznoscia, smakiem popkornu i bulgotem coli.
Sukcesu filmowi nie wróżę. Ale warto obejrzeć. Całkiem dobre kino…
Mechanik (The Machinist)
Hiszpania, 2003, 90 min
reżyseria: Brad Anderson
scenariusz: Scott Kosar
obsada: Christian Bale, Jennifer Jason Leigh, Aitana Sanchez-Gijon

Mgły Avalonu (Mists of Avalon)
“Magiczna legenda Camelotu opowiedziana w nowy i zaskakujący sposób - oczami kobiet mieszkających na dworze króla Artura.”. Ten film to obowiązkowa pozycja dla fanów Celtyckiego Mistycyzmu. A dla pozostałych - najprawdopodobniej przynajmniej warta zobaczenia adaptacja legend starej Brytanii.
Film urzeka magią, klimatem i muzyka Loreeny McKennit. Film urzeka swoją opowieścią - w wiekszości mrocznymi historiami związanymi z mityczną krainą Avalon, władcami panującymi w Brytanii, walczącymi z Saksami. A historie te są wciągające, mroczne, często krwawe, bolesne. Jednym słowem ciekawe. Film, choć bardzo długi, ogląda się ciągle oczekując nowych wydarzeń, wyjaśnień. Ciągle pytamy się - co będzie zaraz? Czy się uda? O czym jeszcze nie wiemy?
Ech… piekny film… :)
Mgły Avalonu (Mists of Avalon)
USA, 2001, 175 min, obyczajowy
reżyseria: Ulrich Edel
obsada: Anjelica Huston, Joan Allen, Julianna Margulies

Kontrolerzy (Kontroll)
Mroczny, podziemny świat tuneli, pociągów, milionów ludzi przemieszczających sie między stacjami. Nocne maratony po torach. Rywalizacja. Pluszowy miś jeżdżący na gapę. Uciekający Trepek. Śmierć w czarnym kapturze. Groteska.
Film ma swój urok. Świat zwariowany. Świat wypaczony. Dziwny, brudny, nijaki a jednocześnie fascynujący i wciągający. Emanujący po trosze złem, a po trosze równowagą miedzy światłem i cieniem. Trochę czarodziejsko-bajkowy. W tym całym galimatiasie ciekawe, dobrze narysowane postacie. Wspaniały klimat.
Niewątpliwie film warty obejrzenia, choć odradzam fanom prostego, zrozumiałego kina. Trzeba być otwartym na dziwności ;)

Wonderful Days
Wonderful Days to koreańsko-amerykańska produkcja. Fantastyczny film animowany - i pisząc fantastyczny mam na myśli gatunek: science-fiction (fantastyka naukowa) oraz to, że sam w sobie film jest fantastyczny.
Akcja dość prosta - gdzieś w odległej przyszłości słoneczne niebo jest tylko reliktem przeszłości. Opowieści o bezchmurnym niebie krązą jak baśnie, jak legendy. Nikt nie może uwierzyć, że moze nie padac deszcz. Że po za ECOBANem moga istnieć warunki do życia. PRzecież ECOBAN czerpie energię właśnie z zanieczyszczeń. Podtrzymuje życie ludzi. Dlaczego więc ktoś mógłby chcieć wyłączenia jedynego słusznego systemu DELOS?
Film tworzy jednak spójną kompozycje - na która składa się fabuła, bohaterowie i ich motywacje, animacja - połącznei kalsycznej z trójwymiarową oraz nastrojowa muzyka i deszcz budujące klimat (coś jak w Solaris). W tym filmie można się zakochać…
