Pożegnanie z niewinnością (Trust, 2010)
Spodziewałem się kina dla nastolatków, takiego Teen-movie o randkowaniu z internetu – to teraz modne.
Tymczasem wręcz niespodziewanie Pożegnanie z niewinnością (Trust) przekształciło się w prawdziwy, pełny emocji i ostrzeżeń dramat całej rodziny.
Film zdaje się być dedykowany wszystkim rodzicom swoich nastoletnich pociech, które czas spędzają w internecie, czatując wieczorami w zaciszu swoich pokoi z innymi nastolatkami. I tak 14-letnia Annie poznaje w internecie 16-letniego Charliego. Chłopaka – marzenie. Inteligentny, dowcipny rozumie ja i jej problemy. Doradza i pomaga. W krótkim czasie staje się jej bardzo bliski. Annie odkrywa że jest miły i przystojny a drobne jego wady nie mogą stanąć na przeszkodzie w ich „związku”. Rodzice akceptują wirtualną znajomość, zauroczenie chłopakiem. Wszystko wydaje się być w porządku. I nad wszystkim mają kontrolę.

Mroźny wiatr (Wind Chill, 2007)
Mrożący krew w żyłach horror.
Dosłownie!
Uwielbiam tego typu horrory. Klasyczne, w starym stylu, bez udziwnień. Bez nadęcia. Heroizmu. Absolutnie dobrych zakończeń. Z klimatem (np. Mroźnym). Bez strzelania czy latania z siekierami, a jednak krwiste i przerażające w ramach przyjętej konwencji. Z dystansem do rzeczywistości o tyle, że wiemy, że to wszystko dzieje się na niby, ale mogłoby się – może, hipotetycznie – wydarzyć i gdzieś kiedyś komuś przydarzyć. Ale nie, raczej nie.
A jednak film wciąga widza na tyle, że nie pozwala mu się znudzić. Perypetie bohaterów uwiezionych w … (nie napiszę w czym) podczas powrotu ze szkoły do domy na wesołe święta bożego narodzenia i ich oczywista walka o przetrwanie to wynik – jak to zwykle bywa w horrorach – zbiegu okoliczności oraz próby skrócenia drogi skrótem. Zjazd z nudnej autostrady w ośnieżona boczna, acz piękną, dróżkę zapowiada początek kłopotów. A towarzystwo spotkane w ostatniej przed zjazdem stacji benzynowej nie napawa nadzieja, że ktoś przyjdzie z ratunkiem w tym przedświątecznym czasie.

Władcy umysłów (Adjustment Bureau, 2011)
Filmy na podstawie prozy Philipa K. Dicka sa różne. Częściej nie mają szczęścia niż je mają. Kilka tytułów jednak trafiło na półkę z napisem kultowe. Ot choćby Total Recall (Pamięć Absolutna) z Arnoldem “Terminatorem” Schwarzeneggerem - żeby daleko nie szukac. Proza Dicka jest unikalna i dośc mocno “zakręcona”. Uchwcić klimat Dicka w kinie wiec nie jest prosto. I myśle, że pod tym względem Władcy Umysłów są filmem nad wyraz udanym.Niespodziewający się zbyt wiele widz (czytaj: ten, który nie wnika co to za film, po prostu bierze i ogląda bo opis z tyłu DVD się spodobał i lubi Damona) rozpoczyna seans utwierdzając się w przekonaniu, że być może thriller ale póki co raczej melodramat. Początek to powolny rozwój akcji. Tzw. zawiązanie akcji - jak to się mawia.
Wtem(!!!), choć nie gwałtownie i brutalnie, zaczyna się powoli coś zmieniać. I uwaga widza zaczyna zmieniać polaryzację. Bo coś nie pasuje do tego sielankowego obrazu o miłości i tęsknocie. Niby drobiazg, ale… coś jednak nie pasuje. Skąd on… dlaczego…

Rytuał (The Rite, USA 2011)
Diabeł nie istnieje. Egzorcyści to szarlatani.
Mikael Håfström, twórca zapadającego w pamięć filmu Zło (Ondskan, 2003), odrzucającego mnie osobiście horroru 1408 (2007) tym razem opowiada o egzorcyzmach. Rytuał (The Rite) to opowieść o ludziach i o ich postrzeganiu zła. O wierze i jej braku. O walce z szatanem, złem wcielonym, demonami i o tym, jak zło wykorzystuje ludzka ignorancje by szerzyć jeszcze więcej zła. To tak w skrócie, nie zdradzając zbyt wiele z fabuły.
Film jest dobry. Ma “to coś” co powinien mieć film o egzorcyzmach i egzorcystach. Bałem się, że dostanę coś w postaci Constantine - wybuchową mieszankę efekciarstwa z domieszką sacrum. Co nie znaczy, że Constantine jest złym filmem. Uwielbiam Constantine, ale tam wiadomo od początku o umowności i o celu filmu - czystej rozrywce na motywach “demonów i diabłów”. Humor tam pasuje. Efekty. Żarty. A nawet Neo z Matrixa ;)

Kod nieśmiertelności (Source Code, USA 2011)
Kod nieśmiertelności to dramat i zarazem thriller SF, który niewiele nowego wnosi do gatunku. Większość elementów już była, choć inaczej zaprezentowana. Kiedyś mieliśmy statek i cofanie się maszyną w czasie by odnaleźć zamachowca-terrorystę. Tutaj mamy pociąg i przeżywanie 8 ostatnich minut jednego pasażera. “Przeżywanie” - bo tak na prawdę w te 8 ostatnich minut w skórę zmarłego w zamachu terrorystycznym pasażera wciela się agent, żołnierz. I ma on dostarczyć informacji o tym co się wydarzyło, znaleźć terrorystę i przekazać jak najwięcej informacji aby…
Nie będę zdradzał fabuły, bo nie jest ona jakaś rozległa i skomplikowana, a nie chce popsuć przyjemności z oglądania filmu.
A film ogląda się całkiem dobrze. I myślę, że nie trzeba być nawet zwolennikiem fantastyki by dać mu wysokie noty. Fantastyka jest elementem oszczędnym, kreci się wokół jednego (choć głównego pomysłu) - w pewnym sensie związanego z podróżami w czasie. A to wielokrotnie wykorzystywany motyw. Jednak napięcie jakie buduje thriller i cała dramatyczna otoczka sprawia, że fantastyka jest tylko tłem. My poznajemy głównych bohaterów, odrobinę komiksowych - wiadomo, kto jest kim i kto o co walczy. Nie jest to jednak tez kino psychologiczne. Natomiast wszystko co jest, jest bardzo dobrze wyważone.
