Mordercze lato (reż. Spike Lee)
Ten nienajnowszy film daje radę i dzisiaj. Ogląda się go bardzo przyjemnie. Zwłaszcza po upalnym dniu, gdy marzycie tylko, żeby schować się w wannie z zimną woda i kostkami lodu.
Bo w gorące lato ‘77 w Nowym Jorku było na prawdę gorąco. I na prawdę morderczo. Syn Sama, zwany także mordercą kaliber 44 zabija nastolatki w zaparkowanych w cichych uliczkach samochodach. Policja jest bezradna. W mieście narasta panika. Podejrzliwość. Każdy szuka Syna Sama w swoich jeszcze niedawno znajomych.
“Stare, dobre czasy”

Kraina Traw (Tideland)
W skrócie - matka-narkomanka umiera, ojciec narkoman bierze córkę i wyjeżdza z nia do domu babci (babcia umarła zanim się dziewczynka urodziła) do Teksasu. Samotny dom, zdewastowany, rozlatujący sie, stoi wśród morza złocistych traw… Zaczyna się bajka…
Jednak trudno słowami opisać ten obraz. Bo jest on niewyobrażalnie niemożliwie surrealistyczny. Zakręcony i przekręcony. I choć nie jest to kino łatwe, lekkie i rozrywkowe to wciąga jak bagno.
Polecam!
Zamieszczam link do ciekawego tekstu: tutaj

Kodeks 46 (Code 46)
Kodeks 46 (Code 46) to klimatyczny film science-fiction, którego akcja ma miejsce w Szanghaju. Jest niedaleka przyszłość, a może to po prostu trochę alternatywna rzeczywistość. Wszystko właściwie jest po naszemu, trochę nauka poszła do przodu w pewnych aspektach. Ale bez rewelacji. Jeśli spodziewacie się robotów, cyborgów, hi-techu, pościgów - będziecie zawiedzeni…
Więc co to takiego? Właściwie to nie wiem. Bohaterami jest - podobnie jak w przypadku Lost in Translation - para ludzi w wielkim mieście. Mieście przyszłości. Dojrzały mężczyzna, ojciec i mąż. Empata pomagający przy rozwiązywaniu różnych zagadek, w tym i kryminalnych (?). Oraz młoda kobieta - mieszkanka Singapuru. Ich losy splatają się zaraz na początku. I od tego momentu zaczyna się mój dylemat…

Oliver Twist (reż. Roman Polański)
Oliver Twist to najnowsze “dziecko” Polańskiego. Perfekcyjne i doskonałe. Istny majstersztyk. Obraz przenosi widza w XIX wieczny Londyn. Wspaniały wydaje się klimat, wierne odwzorowanie, wspaniała gra aktorska małych jak i dużych aktorów, odrobina przaśnego humoru, dobrze zarysowane postacie. Podobno najwierniejsza adaptacja powieści.
I można tych ochów i achów nie szczędzić. Bo jest tutaj nad czym się pozachwycać. Niestety ta złota bańka jest wewnątrz pusta. Gdzieś zagubiło się to “nieuchwytne coś”, którego obecność wznosi film na wyżyny, a nieobecność bezlitośnie tłamsi i niszczy.
Film oglądałem z przyjemnością i jak najbardziej pozytywnym nastawieniem. Niestety, seans dłużył mi sie niemiłosiernie. Siedząc blisko ekranu nie widziałem czy pozostałe pięć osób na sali zerkają na zegarki. Ja owszem, trzy razy zerkałem, kiedy koniec, kiedy koniec - zastanawiałem się.

Broken Flowers (reż. Jim Jarmusch)
Broken Flowers to film w reżyserii Jima Jarmuscha, do którego scenariusz napisał on sam, tworząc postać dla Billa Murraya. Opinie o filmie są najróżniejsze. Film porównywany do Virgin Suicides i Lost in Translations stylem i klimatem (nota bene abydwa filmy jednej reżyser - Sofii Coppoli). Tymczasem…
…tymczasem niestety nie dorasta on do pięt tym filmom. Brak w nim tego nieuchwytnego klimatu, wplątanego w wyśmienite w obydwu przypadkach dźwięki (zespół Air stworzył wspaniały podkład do Virgin Suicides). Broken Flowers to też nie w pełni Jarmuschowe kino. Jakby trochę brakuje tego, co się widziało w poprzednich, ot choćby ostatnim Kawa i Papierosy. Broken Flower ani nie jest odpowiednio nostalgiczny, ani wyrafinowanie zabawny. Po prostu jest i nazwiska Jima i Billa nie zrobią z niego arcydzieła.
Na tym skończę - nie widzę powodu, aby więcej słów poświęcać Broken Flowers…
