Ruchomy Zamek Hauru
Ruchomy Zamek Hauru (Hauru no ugoku shiro) to kolejna po Księżniczce Mononoke (Mononoke Hime) i W Krainie Bogów (Sprited Away) kolejna, długo wyczekiwana produkcja Hayao Miyazakiego. Kto się zakochał w Mononoke, kto się zachwycił Krainą Bogów ten także dobrze przyjmie Zamek Hauru. Zmek zachwyca, ale po kolei…
Bardzo się cieszę, że udało mi się trafić na wersję bez polskiego dubbingu. Właściwie szedłem z nastawieniem, że będę oglądał z dubbingiem. Jak widać seans o 18.45 w niedziele nie sprzyja młodzieży i dostaliśmy film oryginalny z podpisami. Nie było nas wiele osób na sali, może jakieś 10-15. Wszyscy raczej dorośli. Zapadliśmy się w fotele kino-teatru Reduta (wspaniały pomysł, że na tą salę nie wolno wnosić smród-kornu i innych specjałów. Zaczęło się…

Sin City - Miasto Grzechu
Sin City - Miasto Grzechu.I co ja mam o tym filmie napisać? Po części mi się podobał. Po części zaś nie. To może napisze co mi się najbardziej podobało, a potem co mniej…
Klimat filmu jest niesamowity. Taki właśnie odrealniony. Jednocześnie indywidualny – to chyba najlepiej oddaje klimat. Indywidualny. Wszechotaczająca atmosfera zepsucia moralnego, grzechu, zła czającego się gdzieś na progu widzialności, smrodu rozkładu, dymu, alkoholu… Biała broń. Broń palna. I deszcz.
Bohaterowie są jakby żywcem wyjęci z komiksów. Czarni. Biali. Jak i szare postacie. Więcej o ich motywacjach i o nich dowiadujemy się z narracji, jaką prowadzą. Opowiadają o swoim życiu. O tym co zrobili i co oraz jak zrobią w przyszłości.

Czas apokalipsy - powrót (wersja reżyserska)
F.F. Copolla odgrzał nam wczorajszy obiad i oto pojawiła się wersja reżyserska głośnego filmu pt. Czas Apokalipsy. Dobry to moment, aby przypomnieć sobię ten film. Bo sam film jest tego wart. Copolla stworzył w nim własny obraz piekła, czy wojny - oglądając ten film, czuje się zapach napalmu o poranku…
Wersja reżyserska jest dłuższa o 49 minut od wersji pierwotnej. Copolla zamieścił dodatkowe sceny, które nie znalazły się w poprzedniej wersji. Dzięki temu - jak pisze sam reżyser - wersja ta jest bliższa temu, do czego zmierzał, tworząc ta luźną adaptację klasycznej powieści Josepha Conrada “Jadro Ciemności”. Przeniosł akcje w czasy wojny w wietnamie. Dodał swoje przesłanie. Stworzył swoisty obraz, dyskusję o moralności w czasach pożogi wojennej…
Film wzrusza (ponownie), zmusza do refleksji. Ale także zachwyca swoją budową i konstrukcją a także specyficznym humorem. Dlatego polecam, tym co go nie widzieli (jeszcze). A reszta - niech sobie przypomni. Bo warto.

Smakosz (Jeepers Creepers)
Smakosz to horror - klasyczny obraz kina grozy, kina amerykańskiego. Niczego właściwie nei zmiania fakt, że reżyserią zają się sam Francis Ford Coppola. Film jakiś straszny nie jest szczególnie - klimat w nim stonowany jest. Oszczędzono nam litrów czerwonej farby i różnych “gagów” klasy “B”. Tak, że w sumie - daje się oglądać.
Historyjka jak to w horrorach - przeciętna. Jest takie miejsce na ziemi (w stanach, oczywiście), gdzie co jakiś czas budzi się cośi wychodzi na łowy. I wszyscy o tym wiedzą pomijając tych co nie wiedzą. Ci pierwsi nie giną (bo wiedzą?). Ci drudzy - giną (bo wiedzą?). Czyli w skrócie “… i takie tam”. Nieistotne. Nieistotne, bo film z gatunku rozrywkowych jest. Jak ktoś ma wysoko próg bania, to się uśmieje, jak ktoś ma równie wysoko próg śmiechu to się wynudzi. Ot, filmidło. Ale klasyczny amerykański horror przedni!

Truposz (reż. Jim Jarmusch)
Truposz (ang. Dead Man), określany mianem westernu egzystencjonalnego, jest hołdem Jarmuscha, pokłonem ku wspaniałej, minionej epoce kina amerykańskiego, pełnego Indian, białych osadników, prerii - czyli westernu w amerykańskim kinie. Ten zrealizowany w technice czarno białej film jest prostą opowieścią o losach pewnego młodego mężczyzny, który chcąc nie chcąc został poszukiwanym przez prawo rewolwerowcem.
Dla mnie epoka kinowego, filmowego dzikiego zachodu jest odległa. Owszem, oglądałem jakieś westerny, kiedyś - ale raczej dzieckiem w kolebce będąc. Temat ten mnie nie fascynował - o wiele ciekawsze dla mnie były książki o dzikim zachodzie. Nieśmiertelny Karol May chociażby. Bo jakiż chłopiec nie fascynował się przygodami wśród czerwonoskórych? Stąd może i mój słaby odbiór Jarmuschowskiego Dead Man-a. Film nasycony niezrozumiałą symboliką nie był łatwy w odbiorze. A może po prostu nie na taki film akurat miałem ochotę w ten dzień? W filmie wyraziście przebija się indywidualizm reżysera i jego swoiste podejście do tematu. Należy mu się uznanie.
Dla kogo więc jest to film? Na pewno, nie dla ludzi, szukających pospolitej rozrywki i odprężenia w kinie. Być może dla fanów Jarmuscha samego w sobie jest to pozycja obowiązkowa.
