Sobowtór diabła (Devil’s Double, 2011)
Muszę powiedzieć… Rewelacja!
Czasem zdarza się tak, że choć wiemy jak historia się potoczy, jaki będzie jej finał, to film wciąga. Rozbudza uśpione emocje bardziej niż „nieprzewidywalny” horror. A po plecach od czasu do czasu przebiegają ciarki niczym w dreszczowcu. Po tym można poznać dobre kino.
Sobowtór diabła to właśnie taki bardzo, bardzo dobry film. Bo choć na faktach i można śmiało powiedzieć, że to obraz autobiograficzny, to sposób narracji i przedstawienia postaci i wydarzeń sprawia, że poddajemy się emocjom.
Opowieść o dublerze jednego z synów Saddama Husajna to niesamowicie barwna opowieść. Barwna dzięki kreacji wyrazistych postaci. Barwna dzięki zdjęciom i emocjom towarzyszącym wielu ujęciom w tym filmie. A do tego napięcie momentami sięga zenitu, tak jakbyśmy oglądali np. dobry thriller sensacyjny. Nigdy nie myślałem, że film biograficzny można aż tak dobrze nakręcić. Aby zapadł w pamięć.
Pełen zachwytu mogę tylko go polecić. Bo warto!
Ocena: 8/10
Dystrybutor: Jest rok 1987, Bagdad to plac zabaw dla bogaczy, gdzie wszystko ma swoją cenę, gdzie zakorzeniona jest zdrada i korupcja. Gdy do pałacu Saddama zostaje wezwany porucznik Latif Yahia (Dominic Cooper) - dostaje on ultimatum: jeśli nie stanie się dublerem syna Hussaina - jego rodzina zginie. Rozpoczyna więc swą podróż jako jeden z najpotężniejszych i najbardziej znienawidzonych. Uczy się mówić, chodzić i wyglądać jak Uday Hussain. Doświadcza jego świata: szybkich samochodów, niekończącej się forsy, łatwych kobiet. Jednak przymusowa egzystencja nie trwa długo…

Nikt tego jeszcze nie skomentował.
Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URL
Dodaj komentarz