Mission: Impossible - Ghost Protocol (2011)
Seria Mission: Impossible to swoisty fenomen. Tak jak każda seria dłużej lub krócej, ale regularnie pokazująca się na ekranach kin. Gdy starzejemy się my jak i starzeją się aktorzy, czujemy coraz większy sentyment do takich filmów. Filmów oklepanych, które nie zaskakują (konwencją). Są po prostu takie, jakie oczekujemy, żeby były.
MI4:GP to właśnie taki film. Pełny dynamicznej akcji jak i absurdów dopuszczalnych w kinie szpiegowskim „na luzie”. Dreszczyk emocji podbudowany muzyką. Szczypta humoru i dobrej zabawy wmiksowana w sensacyjną akcję, pościgi, ucieczki czy wspinaczki. Zapierające dech w piersiach scenografie jak i pomysły twórców na niemal wszystko.

Wyścig z czasem (In Time, 2011)
Marna akcja, marny thriller, średnie SF.
Cóż tu dużo mówić. Na bezrybiu i rak ryba. Więc dla fantastomaniaków taki film to już plus sam w sobie. Szkoda tylko, że to kino mało ambitne i tak samo mało rozrywkowe. Przeciętny średniak filmowy – zapychacz czasu.
A czas to pieniądz.
Fajny pomysł ale zaprzepaszczona szansa na stworzenie dzieła, które bądź zmusi do refleksji, bądź zapadnie w pamięć na dłużej. W pamięć, owszem, zapada – marna rola Timberlake’a. Nie rozumiem, po cóż chłop się pcha do takiego kina, skoro nie potrafi grać. A na dodatek brakuje mu charyzmy. Osobowości. Jest sobie takim Timberlakiem, i tak sobie gra psując pierwszoplanową rolę głównego bohatera. No cóż. Na pocieszenie – nie on jeden. Film zepsuli wszyscy – od scenarzysty zaczynając, przez aktorów aż po reżysera (co jest swoistym kręgiem, bo jest on też scenarzysta) co troche dziwne, skoro udało mu się stworzyć takie filmy jak Gattaca, Truman Show, Terminal czy Pan życia i śmierci. Poprawnie wypada jedynie dział techniczny, odpowiedzialny za rzemieślnicze aspekty filmu.

Resident Evil: Degeneracja (2009)
Leon i Claire powrócili do akacji w pełnometrażowym filmie.
Capcom stworzył serię gier Resident Evil (Biohazard), która od wielu lat towarzyszy graczom na całym świecie). Seria Resident Evil zyskała uznanie u wielu z nich i stała się grą kultową. Kilka generacji konsol, potem także dostępna na komputerach PC to nieustanna walka z kreaturami w jakie przekształcają się zarażeniu wirusem T ludzie - najogólniej ujmując: zombiaki. Stworzony świat z korporacją Umbrella i Racoon City musiał wyjść na kinowe ekrany. Mieliśmy filmy z Millą Jovovich, pełne akcji i klimatu z gry. Ale także wirtualni bohaterowie - Leon i Claire - znani graczom z kolejnych części gry pojawili się w filmie - ponad 90 minutowej komputerowej animacji 3D.
Fabularnie film umieszczono po dramatycznych wydarzeniach w Racoon City. Tam ostatecznie rozwiązano problem nie dającej się powstrzymać infekcji atakiem nuklearnym i całkowitym zniszczeniem miasta. Unicestwiono wirusa T i główną siedzibę - laboratoria Umbrella Corporation. Przy tej okazji zginęło wielu niezakażonych ludzi. Co nie bez znaczenia będzie w Resident Evil - Degeneracja.

Spis Drani (The Hit List, 2011)
Spis drani to film, którego nie można brać całkiem na serio. A przynajmniej - nie powinno się, jeśli nie chce się sobie zepsuć przyjemności z oglądania. Nie jest to jakieś ambitne kino, ani mrożący krew w żyłach dreszczowiec. Po prostu przyzwoite kino akcji z delikatnym elementem humorystycznym w tle.
Fabuła prosta jak drut - jest sobie inżynier, którego wszyscy mają gdzieś. Pracuje na awans - i go nie dostaje. Pracuje dla zapewnienia żonie dostatniego życia - ale ona jakoś tak dziwnie na to patrzy, coś mówi o tym, że ją zaniedbuje. A na domiar złego ktoś jeszcze podbił mu oko. Parszywy dzień kończy się w barze, gdzie po kilku głębszych poznaje specjalistę - Jonasa, który może mu pomóc.

Sanctum
Jesteś tylko pyłkiem.
Podwodny dramat o grotołazach złapanych przez naturę w śmiertelną pułapkę broni się wyśmienicie jako kino 2D. To niezaprzeczalny plus tej produkcji twórców Avatara.
Już na początku zastanawiałem się co takiego może mnie zafascynować w filmie o grotołazach. Nawet tych organizujących ekspedycję w niezbadane otchłanie Ziemi. Wiadomo, żeby był film musi być i przygoda. Coś musi się stać no i dla większego dramatyzmu ktoś musi umrzeć.
Ale czy tak wyreżyserowany teatr można oglądać z dreszczem przebiegającym po plecach?

