Sucker Punch
Mapa. Ogień. Nóż. Klucz. I… Nigdy się nie poddawaj!
Teledyskowy montaż w rytm dynamicznej muzyki. Przeskoki miedzy światami. Szpital psychiatryczny. Wydaje się Wam, że widzieliście już to wszystko. Bo tak, było. Ale nie było tak jak w Sucker Punch.
Po obejrzeniu podzielicie się na dwie grupy. Po jednej stronie ci, którzy znienawidzą ten film bądź uznają go za płytki i bezwartościowy (pozdrowienia dla recenzenta FilmWebu!). Po drugiej stronie znajda się ci, którzy zaczną go uwielbiać. Ja znajduje się w drugim obozie.
Określany jako film akcji i fantasy Sucker Punch rozgrywa się w trzech światach. Każdy jest ucieczka przed poprzednim, ratunkiem i wyzwoleniem. I można w tej fabule doszukiwać się głębi mniejszych lub większych, a można poprzestać na tym co napisałem. Fabuła jest jaka jest. Ale towarzyszy jej niesamowity klimat. Oczywiście teledyskowy montaż wyklucza klimat spokojnego, powoli rozwijającego się spektaklu. Tutaj już od samego początku w rytm znanego utworu Eurytmics rozpoczyna się akcja a zarazem dramat Babydoll – uroczej blondynki, która już wkrótce okaże się niezgorsza postacią niż Azumi.

Turysta (Tourist, 2011)
…międzynarodowy thriller akcji, którego nie można przegapić!
A ja Wam napisze, że całkiem spokojnie i bez żadnej straty można film spokojnie sobie “odpuścić”. Nie wnosi on niczego nowego ani do kategorii thriller ani do kategorii kina akcji. Jedyne co może na chwile przytrzymać widza jest obsada. Depp i Jolie odtwarzają swoje pacynkowe role ku uciesze gawiedzi. Choć widz po chwili zastanawia się, w którym miejscu dał się oszukać.
Owszem, w filmie jest odrobina humoru. Humoru który jednak z thrillera akcji robi połączenie komedii romantycznej z rozrywkowa sensacją pokroju filmów z Leslie Nielsenem tylko bez Nielsena.
Ale czegóż można się spodziewać po amerykańskim remake’u filmu francuskiego (Anthony Zimmer, 2005) jak nie upiększonej historii, którą dwa nazwiska na plakacie maja tylko dobrze sprzedać? I dokładnie to robią - mamiąc obietnicą iskrzącego zestawienia nazwisk. Tak doborowa obsada to przecież “gwarancja udanego filmu”.

Evangelion 1.11 - (Nie) jesteś sam
Nie znałem serialu na podstawie którego kilku pierwszych odcinków powstała pierwsza część tetralogii, czyli Evangelion 1.11 - (Nie) jesteś sam (Evangelion 1.11 - You are (not) alone). Ale, że nie boję się anime i czasem odnajduje w nim to, czego nie ma w sieczce Made in Hollywood - to obejrzałem. A oglądając miałem nieprzerwane wrażenie, że coś mnie omija, coś o czym nie wiem dzieje się z boku. To tak jak oglądać wierną adaptację powieści, nie znając tej powieści. Wizja autorów filmu wtedy jest pełna skrótów. Ci co czytali - wiedza czym wypełnić luki. Reszta czuje się lekko skołowana.
Pomijając to wszystko to jest nieźle. Ciekawy pomysł (SF) na świat w przyszłości (po kataklizmie), ciekawy pomysł na “inwazję aniołów” oraz walkę ludzi w obronie Ziemi. Wplecenie tego wszystkiego z Pismem Świętym i nawiązania chrześcijańskie, to chyba największa egzotyka dla… twórców jak i odbiorców Anime z kraju kwitnącej wiśni i ogólnie ze wschodniej części świata. Przypuszczam, że mistycyzm dla nich jest mniej więcej taki jak dla nas, gdy oglądamy filmy z Buddą w tle.

Tożsamość (Unknown, USA 2011)
Film obejrzałem. Ale jakoś nie miałem natchnienia opisywać. Właściwie powinienem od razu ostrzegać, przestrzegać, odradzać, ratując Was przed szmirowatym kinem. Jednak myślałem, że to moje uprzedzenie wobec Neesona, którego raz trawię raz nie trawię w filmach. JEdnak dzięki temu, że znalazłem podobną krytykę i podobne do moich przemyśleń - robię tutaj krótki swój wstęp i pozwalam sobie zacytować w całości znalezione fragmenty…
INNI O FILMIE:
Dwa zdania na temat tej rozpaczy. Uwaga - SPOILERY jak ruskie czołgi!
Do filmu podszedłem z dość dobrym nastawieniem, które się utrzymało przez jakiś czas. W końcu - realizacja całkiem dobra, Neesona lubię i grał na poziomie, zaczęło się w miarę obiecująco. Nastrój stopniowo się obniżał, gdy zorientowałem się, że scenariusz pikuje i nie ma szans na satysfakcjonujące domknięcie historii. Scenariusz… minutę po zakończeniu projekcji zapytałem sam siebie: jak można było spłodzić tak kretyńską historię z tak oczywistymi dziurami? Jakim cudem ten scenariusz został zrealizowany w takiej formie? Dlaczego Neeson się zgodził wziąć w tym udział? Czy ludzie nie myślą?

Maczeta (Machette, 2010)
Tępą maczetą głowy nie odrąbiesz.
Maczeta (Machette) to kolejny film Rodrigueza z doborową obsadą. A jednocześnie film, który muszę z całego serca odradzać. I to nie dlatego, że jest niesmaczny (lub za taki może być odebrany). Po prostu to kolejna produkcja “w stylu Rodrigueza”, która niestety jest odcinaniem kolejnych kuponów od nazwiska. Kolejny “odcinek” to po prostu przesyt. Ten sam klimat, te same gagi, ci sami aktorzy (no prawie). Ogólnie filmy, bazujące na klasie B filmów akcji z przesadną przemocą i te pe bledną z czasem. Za pierwszym, drugim, trzecim razem są rozrywką, śmieszą, w kolejnych odsłonach gdy widz dostaje ciągle to samo - po prostu nudzą.
I właśnie za tą nudę, za zmarnowany potencjał - ocena 2/10.
Wyszperane na pl.rec.film
