James Bond - Quantum Of Solace (2008)
W zapowiedzi czytamy: Bond i M, próbują dociec, jaka organizacja stoi za szantażowaniem Vesper. Podczas przesłuchań Mr. White’a wychodzi na jaw, że to potężna, działająca na całym świecie organizacja, której celem jest przejęcie kontroli nad strategicznymi dla globalnej gospodarki surowcami. W pogoni za nią Bond rusza na Haiti, gdzie nie tylko trafia na trop złoczyńców, ale i poznaje równie piękną, co bezwzględną Camille, która również ma do wyrównania kilka rachunków.
A potem oglądamy i… żałujemy. Te Bondy są coraz nudniejsze. Im bardziej Bond stara się być “na serio” tym gorzej film wychodzi. Coraz mniej cudacznych, wręcz naukowo-fantastycznych gadżetów. Coraz mniej niewyobrażalnych dla człowieka wyczynów. Wszystko zmierza ku ultranowoczesnemu realizmowi. Ubywa zabawy, magii Bonda, rozrywki, którą ceniliśmy.

Wyścig śmierci / Death Race (2008)
Naiwna bajka (lekkie SF i ostre kino akcji) dla dużych chłopców co lubią szybkie samochody i twardzieli za kierownicami. Mamy bliską przyszłość (USA, 2012). Recesja. Gospodarka kuleje. Więzienia są zapełniane różnymi szumowinami. A w jednym z więzień, na wyspie niemal jak Alcatraz, organizuje się śmiertelne pojedynki między kierowcami. Trochę jakby na wzór gier komputerowych, a trochę jakby kopiując … był taki film, co grali w krwawą odmianę piłki czy futbolu , a wszystkie chwyty były dozwolone z dekapitacją członka drużyny przeciwnej łącznie.
Film jest przyjemny wizualnie – brud i bagno na ekranie jak na prawdziwym, rozpadającym się świecie. Statham jakby stworzony do swojej roli. Gra twardego czułego twardziela. Nieskazitelnego aniołka, morderce i więźnia. Jest prawie jak Vin Diesel w Riddicku i innych kreowanych przez niego rolach. Prawie, bo Vin Diesel zawsze wprowadza elementy rozbrajającego, rubasznego humoru. Niestety Jason nie ma tego „gadanego”, więc wypada marnie grając sztywno i zbytnio angażując się w swoją poważną rolę. A to trochę komicznie wygląda, jak dorosły facet, twardziel i macho grając w naiwnym filmie o twardzielach całą dusza oddaje brak emocji, humoru i popada w patetyczną role dobrego męża, człowieka, ojca. No nic taką rolę mu wyznaczył Paul Anderson i Statham się jej kurczowo trzymał.

Babylon A.D.
Mogło być tak pięknie a wyszło przeciętnie… Babylon A.D. to film, który mógłby konkurować z Łowcą Androidów czy Piątym Elementem, gdyby… nie konkurował tak na siłę. Bo jest w tym filmie ukryta, acz niewykorzystana siła. Po pierwsze akcja filmu rozgrywa się w niezwykłej scenerii – stworzono całkiem ciekawy, całkiem spólny świat na wzór post apokaliptycznych innych światów. A jednocześnie uniknięto bezpardonowego kopiowania i powielania pomysłów. Świat wygląda tak, jakby twórcy oparli sie na wielu książkach pokazujących przyszłość – ta brudna, bezpardonowa przyszłość, pełna przemocy, brudu. Przyszłość rządząca sie wedle ściśle określonych, choć niepisanych reguł. W tym świecie umiejscowiono postacie dramatu.
Postacie to drugi plus – są niedopowiedziane, ale też są wyraźnie zarysowane. I mają charakter. Niewątpliwym plusem dla filmu jest sam Vin Diesel (aka Riddick – bo to jego życiowa rola, przez której pryzmat większość fanów Vin Diesla spogląda na niego obecnie). Doskonale pasuje do roli jaką odgrywa. Z odrobiną sarkastycznego, wisielczego poczucia humoru, brutalny najemnik, najlepszy z najlepszych a jednocześnie nie popadający w jakieś zadufanie i samouwielbienie. Zlecenia, których sie podejmuje są dla niego tylko zleceniami. Ale też nie oznacza to, że ma klapki na oczach. Dba głównie o siebie, ale to znaczy, że dba również o przesyłkę, która zobowiązał się dostarczyć.

Uprowadzona (Taken)
Przyzwoite kino akcji z elementami thrilleru - ale raczej na poziomie odmóżdzającej rozrywki dla mało wymagającego widza. Nie będę sie rozpisywał - bo nie bardzo jest o czym. Film jest prosty jak budowa cepa, a co za tym idzie nie ma tutaj napięcia ani zaskakujących zwrotów akcji. Nasz główny bohater (Liam Neeson) idzie do przodu jak maszyna bojowa, pozostawiajac za soba wypalona ziemię usłaną trupami.
Nasz Hero walczy oczywiście w szczytnym celu. Jakże amerykańskim. Ale brak mu finezji, żeby mógł sie równać z najlepszymi. Brak mu także humoru, przez co wypada dość patetycznie. Bo branie tego co się dzieje na poważnie czyni całą poważna sytuację przekomiczną. W Szklanej Pułapce wiemy, że to serio/nie na serio. Tutaj, Liam siląc się na powagę wygląda śmiesznie. Z drugiej strony silenie sie na powage jest zbyt sztuczne. I nie wypada wiarygodnie. Zbyt pokracznie, żeby być Batmanem. Zbyt papierowo, żeby było na poważnie…

Batman - Mroczny rycerz (2008)
O najnowszym Batmanie z podtytułem Mroczny Rycerz (Dark Knight) nie napisze Wam wiele. Film jest dobry, ale nie powalający. Film jest dobry i na szczęście nie jest przeciętny czy beznadziejny. Więc oglądając go w kinie na pewno się nie straci pieniędzy. Będą dobrze wydane…
Mroczny Rycerz trwa blisko albo ponad dwie i pół godziny. Przez ten cały czas nie zerkałem na zegarek (pomijając tak gdzieś przy końcówce, gdy zmarzłem od włączonej na przesadne chłodzenie klimatyzacji). I wtedy też wielce się zaskoczyłem, że już dwie godziny za mną. Nie zauważyłem tego upływu czasu a film… ciągle nie było napisów końcowych. Więc pierwszy plus, to to, że film się nie dłuży.
