Sanctum
Jesteś tylko pyłkiem.
Podwodny dramat o grotołazach złapanych przez naturę w śmiertelną pułapkę broni się wyśmienicie jako kino 2D. To niezaprzeczalny plus tej produkcji twórców Avatara.
Już na początku zastanawiałem się co takiego może mnie zafascynować w filmie o grotołazach. Nawet tych organizujących ekspedycję w niezbadane otchłanie Ziemi. Wiadomo, żeby był film musi być i przygoda. Coś musi się stać no i dla większego dramatyzmu ktoś musi umrzeć.
Ale czy tak wyreżyserowany teatr można oglądać z dreszczem przebiegającym po plecach?

Pożegnanie z niewinnością (Trust, 2010)
Spodziewałem się kina dla nastolatków, takiego Teen-movie o randkowaniu z internetu – to teraz modne.
Tymczasem wręcz niespodziewanie Pożegnanie z niewinnością (Trust) przekształciło się w prawdziwy, pełny emocji i ostrzeżeń dramat całej rodziny.
Film zdaje się być dedykowany wszystkim rodzicom swoich nastoletnich pociech, które czas spędzają w internecie, czatując wieczorami w zaciszu swoich pokoi z innymi nastolatkami. I tak 14-letnia Annie poznaje w internecie 16-letniego Charliego. Chłopaka – marzenie. Inteligentny, dowcipny rozumie ja i jej problemy. Doradza i pomaga. W krótkim czasie staje się jej bardzo bliski. Annie odkrywa że jest miły i przystojny a drobne jego wady nie mogą stanąć na przeszkodzie w ich „związku”. Rodzice akceptują wirtualną znajomość, zauroczenie chłopakiem. Wszystko wydaje się być w porządku. I nad wszystkim mają kontrolę.

Vinyan (2008)
W podróży przez piekło
byłoby przynajmniej sucho
Lecz podróż ta jest do serca Birmy, w deszczu, który nie ustaje padać. Vinyan to horror dla ludzi o mocnych nerwach. I nie chodzi tutaj o to, że jakieś Bobo* wyskakuje i straszy widza. Vinyan to horror znacznie mocniejszy niż amerykańskie klasyczne horrory.
Niemal zawsze, gdy cywilizowany biały człowiek rozpoczyna wędrówkę, bynajmniej nie turystyczną, w serce dzikiego nieznanego lądu odkrywa nie tylko to, co zwykle jest skryte przed oczami kamer i telewizji. Podążając w jednym celu, pchany miłością lub innym uczuciem zagłębią się w mroczną stronę świata. Odkrywa nieodkryte. Dla niego. Bo inni tam żyją i przyjmują taki stan rzeczy, taki świat, jako coś swojego, normalnego, bliskiego ciału niczym koszula.
Podróż zaczyna się w „cywilizacji”, gdzie matka rozpoznaje na filmie video swojego zaginionego pół roku temu syna. Od tego momentu nie ma innego wyboru jak pojechać i szukać. Bo zawsze jest nadzieja. A przecież widziała. I tak rozpoczyna się podróż w inny świat. Przerażająco biedny, zniszczony, rządzący się swoimi prawami. Poszukiwania białego chłopca w Birmie to trudne zadanie. Jednak nasi bohaterowie znajdują przewodnika. Oczywiście słono za wszystko płacąc kolejnym pośrednikom. Jednak czy liczylibyście pieniądze w takiej chwili?

Rezydent (Resident, 2011)
Resident ale nie Evil
Skoro już dziś mam taką wenę i przywołuje przed osąd filmy dawniej obejrzane jak i te ostatnio obejrzane to przedstawiam Wam kolejny thriller - Rezydent z Hillary Swank. Film, rzekłbym, dość dziwny. Dziwny, bo całkiem znośny, a nawet nieśmiało mógłbym powiedzieć, że klimatyczny i dobry. Mimo, że bardzo powoli się rozkręca to ma w sobie to coś, co sprawia, że atmosfera gęstnieje w miarę oglądania.
Choć na początku wydaje się, że jednak to będzie horror i zaraz jakieś koszmarne Bobo* wyskoczy z zamkniętej szafy roztrzaskując w drzazgi drewniane żaluzje (bo takie są te amerykańskie szafy). Szczęśliwie dla Hilary jak i dla nas nic takiego się nie dzieje.
Co prawda z końcem filmu nie Bobo i nie z szafy i nie wyskakuje. Co jest tylko plusem.

Sunshine / W stronę słońca
Sunshine (W stronę słońca) to film science fiction taki, jakie lobię. Przeważa w nim klimat. Nie znajdziecie tutaj obcych, machania świetlnym czymś-tam lub strzelania z laserowego czegoś-tam. Nie znajdziecie tutaj wartkiej akcji i upchniętymi na siłę dialogami czy gagami w sytuacjach krytycznych. To film o ludziach i ich zmaganiach z kosmosem. To wędrówka ku gasnącej życiodajnej gwieździe i wędrówka wgłąb ludzkiej psychiki. Wręcz nostalgiczny obraz i opowieść o tym, w którym miejscu kosmosu jesteśmy. I choć film kończy się optymistycznie, niesie nadzieję dla ludzkości i rozgrzewa serca. To zanim do tego dojdzie musicie przebrnąć zarówno przez absolutne zero próżni kosmosu jak i niewyobrażalny żar promieni słonecznych.
Sunshine to film, który mogę oglądać wiele razy. I za każdym razem sprawia mi wielką przyjemność. Podobnie jak Solaris (w którym wyjątkowo polubiłem Clooneya), podobnie jak The Moon z bazą “jednego wiecznego klona”. W stronę słońca to opowieść o pionierach wypełniających misję. O ciężarze jaki ciąży im w drodze ku najbliższej gwieździe. O ludzkich słabościach, zmaganiach, błędach i ich konsekwencjach. Aż wreszcie o fascynacji natura, kosmosem, Słońcem. Kilku astronautów, specjalistów z różnych dziedzin, odpowiedzialnych za rożne aspekty misji musi pokonać nieznane, a co za tym idzie swoje leki i stawić czoła temu, co nieznane. Niepojęte. Poprzednia misja zawiodła. Czy tym razem się uda? Dlaczego tamci nie wykonali zadania? Co stanęło na przeszkodzie. Czy i u nas to się dzieje?

