Paragraf 78 (Rosja, 2007)
Bardzo słabo jest znane u nas współczesne kino rosyjskie. O ile jeszcze fantastyczne książki rosyjskich autorów pojawiają się w coraz większej ilości, o tyle o filmach właściwie nic nie słychać. A szkoda, bo Rosjanie nie zasypują gruszek w popiele. I robią coraz lepsze filmy. Przykładem niech będzie Paragraf 78 - film fantastyczny zrobiony z rozmachem i dużym budżetem. Jedno i drugie widać w filmie. Choć sama fabuła nie jest specjalnie odkrywcza, to Paragraf 78 to kawał dobrej roboty.
Niedaleka przyszłość, w pewnej stacji wojskowej coś się wydarzyło. Na rekonesans zostaje wysłana grupa żołnierzy, którzy mieli już za sobą wspólne przygody - to znaczy wojaczkę. To prawdziwi twardziele. I dla innych i dla siebie. Ciągle między nimi coś iskrzy - niezałatwione sprawy z przeszłość, przyjaźń, wrogość. Teraz stają przed wyzwaniem. A może serią wyzwań raczej. W bazie dzieje się coś, co powoli się wyjaśnia. Można powiedzieć, że Rosjanie zrobili swoją wersję Resident Evil (Ale bez walki z hordami zmutowanych zombiaków - za co im, Rozjanom, chwała!). A jednocześnie nie zrobili dosłownej kalki.

Hurt Locker
War is a drug
Hurt Locker - amerykański dramat wojenny podobał mi się ponieważ ostatnio są u mnie na topie filmy wojenne. Wszystko co dzieje się po Wietnamie – a więc Afganistan, Irak – pochłania mnie albo raczej ja pochłaniam. Rosyjskie filmy takie jak Wojna czy 9 Kompania czy amerykańskie jak mini-serial Generation Kill znalazły u mnie na półce honorowe miejsce. Nie wnikam skąd ta nagła zmiana mojego upodobania, przyjmuję, że po prostu tak jest. Współczesna wojna to coś nowego – dość nazistów, hitlerowców – może to po prostu przesyt II Wojną Światową. A może to, że Afganistan, Irak są bliższe mojemu pokoleniu, które inwazję z 1939 roku zna tylko z podręczników historii.
Wracając do Hurt Locker – kolejny film, który mnie pochłonął. Jak narkotyk. Tak jak Jamesa pochłania rosnący poziom adrenaliny gdy zmaga się z ekstremalnymi sytuacjami, stresem takim, ze inni po prostu brudziliby spodnie. Napędza go adrenalina, ryzyko jakie podejmuje. A że podejmuje je w słusznej sprawie, mimo, że łamie regulaminy i naraża siebie (a czasem nie tylko siebie) – widz nie potrafi go nie lubić. Trudno Jamesa jednoznacznie osądzić. Nie jest zły. Ale niewątpliwie jest uzależniony.
(więcej…)

W chmurach / Up in the sky (2010, USA, Dramat/Komedia)
W chmurach kolejny film o człowieku we współczesnym świecie. Temat właściwie oklepany. Bo czy już nie widzieliśmy tego setkę razy? Już na początku przywołuje skojarzenia z innymi filmami, takimi jak choćby Fight Club, Upadek czy American Psycho. Nie dopatrujcie się jednak bezpośrednich nawiązań czy odniesień. W wymienionych pozycjach po prostu istnieje podobny problem, podobny świat. A świat jest też podobny do tego z powieści Couplanda czy Palahniuka.
Ten współczesny, amerykański sen, ten świat pędzi w szaleństwie konsumpcjonizmu – nowej religii współczesnego człowieka. Świat w którym człowieka mierzy się ilością kart kredytowych, ilością przygód łóżkowych i przygodnych spotkań, ilością przelecianych samolotem kilometrów, czy godzin spędzonych w pracy. W tym świecie człowiek posiadający rodzinę, dzieci jest dziwadłem. W takim świecie żyje głowiny bohater, konsultant renomowanej firmy, odpowiedzialny za masowe zwolnienia pracowników w ramach restrukturyzacji firm. Bez pardony, w cztery oczy odziera innych ludzi z ich życia, odbierając prace. Dlaczego nie ma wyrzutów? Pewnie dlatego jest sam, kto chciałby się związać z takim człowiekiem?

Fish Tank (2009, UK, Dramat)
Cóż mogę napisać? Film na początku mnie odrzucił. Nie miałem ochoty na kolejne wulgarne kino w stylu Galerianek. Jednak im więcej minut upływało tym bardziej interesowała mnie historia tej dziewczyny. Mia – kim jest to widać, dzieckiem w w biednej rodzinie, bez ojca za to z matką alkoholiczką. Mieszka w blokowisku niczym w slumsach. Zepchnięta wraz z wieloma innymi poza krawędź, zapomniana przez świat. Właściwie bez żadnej nadziei na poprawę swojego losu. Wrogo nastawiona do świata nie ufa nikomu, jest buntownicza i ma swoje malutkie marzenia, czy raczej marzenie, któremu się poświęca. To trzyma widza w nadziei, że jej życie się odmieni. Choć z drugiej strony trudno zapałać sympatią do tej dziewczyny. Przecież jest śmieciem, jest nikim…
To dlatego, że nie potrafimy jej zrozumieć. Ale czy w ogóle staraliście się? Ja próbowałem, ale nie sądzę żeby mi się do końca udało. Jedno co się udało to to, że często wracam do filmu myślami. Zapadł mi w pamięć. Trudno napisać, że mi się podobał. Bo nie jest to film z kategorii podobania się. Ani piękny, ani kolorowy. W pamięć zapada raczej szarość, beznadzieja, smutek. Opowiedziana historia porusza i zostaje w pamięci. Mia zostaje w pamięci. Bo ona dalej gdzieś tam żyje i jak każdemu należy jej się odrobina szczęścia w tym pełnym nieszczęść świecie. Czy je znajdzie?
Ocena 9/10

Ładunek 200 / Gruz 200 (Rosja, 2007)
Dramat produkcji Rosyjskiej z 2007 roku, który mocno uderza w widza. To trudny film. Brzydki. I zostawiający widza po seansie - lekko mówiąc - skołowanym. Ciągle jestem pod ogromnym wrażeniem, bo film - powiem szczerze - wstrząsnął mną dość mocno. Dlatego kończę swoje pisanie i poniżej cytuję recenzję z serwisu Stopklatka.
INNI O FILMIE:
Stopklatka.pl - recenzja
Oblicza nihilizmu
„Ładunek 200” to film ważny i bezkompromisowy. Bałabanow nie uległ podszeptom kulturalnych decydentów, poszedł na przekór politycznym wymaganiom i pokazał taki obraz Rosji, który powinien stanąć kością w gardle hura-optymistycznym propagandzistom z Kremla.
Jest rok 1984, totalitarne imperium dogorywa, u progu stoi już pierestrojka. Ideologie powoli upadają, obwieszczony zostaje koniec historii. W prowincjonalnym miasteczku, przy porannej herbacie, ciągną się jeszcze klasyczne dysputy marksistowskich dialektyków i cerkiewnych neofitów, ale służą one raczej zagłaskaniu nudy niż wznieceniu ideowego żaru. Ludzie żyją już nie w wielkiej historii, ale obok niej. Teraz upomina się o nich dzisiejszy świat, rezultat tego, co się skończyło. Ten świat pokazuje swe upiorne oblicze.
