Gra o Tron - A Game of Thrones (S01E02)
O drugim odcinku nie ma się co zbytnio rozpisywać.
Potwierdza się wszystko co napisałem już poprzednio. Serial sam w sobie jest przedstawioną na przyzwoitym poziomie opowieścią ognia i miecza (i lodu). Akcja pędzi do przodu, skrótami, które pozwalają zmieścić w sezonie pierwszym całe bogactwo świata stworzonego przez Martina w pierwszym tomie powieści. Uproszczenia są konieczne.
Widzowi, którzy znali wcześniej powieść mogą delektować się (nie wiem, czy to trafne słowo tutaj)artystyczną wizją twórców i wizualizacją królestwa jak i głównych bohaterów. Ja osobiście dystansuje się od powieści oglądając “widowisko”. Tak jest lepiej - potraktować serial jako niezależny byt. Wtedy ogląda się dużo lepiej…

Gra o Tron - A Game of Thrones (S01E01)
I stało się. Gra o Tron - A Game of Thrones - to serial fantasy (mrocznego, bo dla dorosłych), którego pierwszy odcinek mamy juz za sobą. Warto wspomnieć i przypomnieć, choć pewnie wszyscy to wiedzą, że Gra o Tron to także wyśmienita powieść George’a R.R. Martina. I nie sposób nie patrzeć na film przez pryzmat Sagi Lodu i Ognia. Sezon pierwszy to ekranizacja pierwszego tomu cyklu. Ale już zapowiedziano, że powstanie drugi sezon.
A teraz o pierwszym odcinku - osobom, które nie czytały Gry o Tron będzie się film dobrze oglądać. Choć i tak nie zapowiada się, że będzie to familijne kino jak Tolkienowski Władca Pierścieni. Inaczej premiera nie miałaby miejsca o 22.00. Zapowiada się serial dla dorosłych. Sama powieść też taka jest - momentami brutalna i krwista. Choć nie jest przesycona erotyką (jak choćby wiele powieści rubasznych fantasy, gdzie wszystko kręci się wokół wręcz niedwuznacznych propozycji) to seksi relacje na tej płaszczyźnie także będą odgrywać znaczną rolę.

Pioneer One - Odcinek trzeci
Pioneer One to mini serial SF, który… jest “emitowany” tylko w internecie. Widz ma możliwość obejrzenia filmu on-line lub darmowego pobrania w wysokiej rozdzielczości (plik mkv z angielskimi napisami, oraz inne formaty) z sieci Torrent. To innowacyjne podejście zaczyna robić się popularne wśród niszowych, niskobudżetowych produkcji, które stawiają na pomysł.Właśnie “w sieci” pojawił się trzeci już odcinek.
A pomysł jest ciekawy. Na granicy kanadyjsko-amerykańskiej ląduje rosyjska kapsuła z człowiekiem w środku. I nie byłoby może w tym nic dziwnego, przecież kosmonauci ze statków kosmicznych krążących wokół Ziemi muszą jakoś wracać. Problem w tym, że wedle wszystkich danych ta kapsuła przybyła z kosmosu. Trajektoria lotu wskazuje, że ten człowiek przyleciał z… Marsa. Wojsko i służby bezpieczeństwa starają się poznać prawdę, gromadząc w bazie naukowców różnych specjalności. Jest tylko jeden problem - przybysz nie chce nawiązać kontaktu z nikim…

Polowanie na czarownice (USA, 2011)
Polecać czy odradzać? Oto jest pytanie…
Polowanie na czarownice (Season of the Witch) z Nicolasem Cagem i Ronem Perlmanem w roli wiernych druhów, walecznych dezerterów, którzy przejrzeli na oczy i służąc Bogu przestali służyć Kościołowi to film fantasy, który ma dwie twarze.
Pierwsza część filmu obiecuje doskonały dramat fantasy - film przygodowy i film drogi, czerpiący z klasyki kina fantasy ubiegłych lat, ot choćby Władcy Pierścieni. Mogłby to być thriller dla dorosłych - nie tak jak Harry Potter - ale na poważnie. Jest zagadka, klimat, tajemnica, czarownica. Twórcy nie zdradzają zbyt wiele i jak na amerykańskie kino można uznać że jest dość zawile.
Druga część filmu, ta końcowa, to już dramat. Dramat w sensie, że niezbyt dobra pointa filmu sprawia, że staje się on niestawny dla tych, którym zaczął się podobac początek. Plusem niewątpliwym jest to, że zwolennicy absurdu i banalnych zakończeń uśpieni w części pierwszej otworzą oczy i zaczną się cieszyć feerią efektów i błazenadą wręcz demoniczną.

Schron (Shelter, 2010)
Co jakiś czas pojawiają się filmy łączące Boga, czarną magię, voodoo, zamierzchłe mniej lub bardziej dzieje oraz mędrca oko i szkiełko w jedną całość, aby dać współczesnemu widzowi namiastkę tego, czego nie może dotknąć swoimi racjonalnymi rękami. Część z tych filmów to szmira niesamowita, niektóre można uznać za dobre. Jednak większość, tak jak i w tym przypadku, to po prostu filmy przeciętne.
Film od początku daje nadzieję na coś ciekawego. Rozdwojenie osobowości. Roztrojenie osobowości. I jedyne czego brakło w Schronie to jakaś błyskotliwa idea wystająca poza schemat voodoo i Boga, żeby film stał się nieprzeciętny. Wybrano jednak przeciętność. I w tym obszarze film się nawet dobrze broni.

