Dreszcze / Sorum (2001, Korea Południowa)
Przyzwyczailiśmy się, że horrory azjatyckie opierają się głównie na „efekcie dziewczynki z z mokrymi włosami” lub absurdalnych ilościach krwi i jatce jak z największych horrorów gore. Tymczasem Dreszcze to odstępstwo od tego schematu – i raczej jest to horror psychologiczny niż klasyczny. Horror? Może thriller psychologiczny będzie lepszym określeniem.
Ale to by było tyle plusów w moim odczuciu. Powoli budowany nastrój nie jest tak przerażający. Może ze względu na estetykę, która niczym się nie wyróżnia. Tego typu produkcje widzieliśmy już nie jeden raz w amerykańskim kinie. I samo zaadaptowanie ich przez Koreańczyków nie wnosi niczego nowego. Więc równie kiepski ten film byłby czy od amerykanów, czy tak jak tutaj od Azjatów.

REC 2
Nie da się opisać inaczej - w tego typu “odcinkowych” produkcjach nie sposób pominąć porównania…
Wszyscy zdajemy sobie spraw, że zrobienie kontynuacji hitu kinowego bardzo często kończy się klapą. Przeważnie po takim sukcesie, którego nikt nie przewidywał podejście do drugiej części się zmienia - dzięki zarobionym pieniądzom twórcy chcą zrobić film lepiej, bardziej widowiskowo, z większym rozmachem, czasem dla szerszego grona odbiorców. I zwykle w tym całym ulepszaniu pogarsza się jedno - to co stanowiło o sukcesie części pierwszej. Czasem jest to klimat, czasem coś innego, mniej lub bardziej nieuchwytnego.
Przy produkcji części drugiej pojawia się też problem - nie da się widza zaskoczyć drugi raz tym samym numerem, tym samym trickiem. Gdy się tak robi to zaczyna wiać nudą.
Tymczasem w [*REC]2 poradzono sobie niemal z wszystkim, i otrzymaliśmy równie dobrą część drugą, obrosłego już niemal legendą hiszpańskiego horroru. Ponieważ do ponownym efekcie zaskoczenia z jedynki nie bardzo było jak wrócić zdecydowano, aby nie zaskakiwać tym samym. Teraz doskonale wiemy co się działo. Natomiast akcję wydarzeń oglądamy z innej strony. Ta sama historia - inne ujęcie. I muszę przyznać, że wyszło to doskonale. Dalej mamy ciężki klimat z jedynki. Znamy mniej więcej historię. Ale poznajemy ją z drugiego końca. Pozwala to poczuć strach, emocje, dalej budzić pytania. A przede wszystkim dalej się dobrze bawić…

Zęby / Teeth (USA, 2008)
Krwisty horror waginalny
Ot, kolejna produkcja o dojrzewaniu seksualnym amerykańskiej nastolatki - pomyślałem. Pewnie będzie wulgarnie i krwisto a wszystko sprowadzi się do makabreski w stylu masowych produkcji - horrorów klasy B. Tymczasem muszę stwierdzić, że film wciągnął i się nawet spodobał.
Absurdalny wydawałoby się pomysł, który wykorzystano w filmie, staje się osią “intrygi”. A nasza główna bohaterka pooli odkrywa swoją mroczną tajemnicę. Wchodząc w dorosłe życie powoli, najpierw otrząsnąwszy się z szoku, akceptuje siebie. I równie powoli - acz nieuchronnie - zdaje sobie sprawę z potęgi jaką dysponuje.
Przyznaję - filmem, pomysłem, realizacją - jestem pozytywnie zaskoczony. Zdecydowanie obraz ten wyróznia się na tle innych oryginalnością. Co wśród serwowanej nam podobnej papki kolejnych “odcinków” wedle jednego schematu staje się prawdziwym atutem. Za czarny humor, za pomysł, za realizację, za odwagę (!!!) daję 8/10.

Zmierzch / Twilight (USA, 2009)
Romans z wampirem w wersji dla nastolatek.
Zmierzch (Twilight) to kino młodzieżowe, bez 2 zdań. I przeznaczone dla widza tak w okolicach do 16 lat. Wszystko w tym filmie jest typowe dla filmu młodzieżowego – fabuła (oparta na powieści, pewnie dlatego nie taka durna jak to się czasem zdarza), sposób narracji (spokojny, wręcz powolny, przypominający trochę Grzechy Niewinności), przewidywalność (wiemy właściwie co będzie i jak się skończy). Wszystko dobrane tak aby wycisnąć być może trochę łez i czasem lekko przestraszyć. Napisałbym nawet, ze to troszkę emo-film, bo jakoś przez cały czas miałem takie skojarzenia gdy widziałem wampiry-nastolatki, nawet podczas groźnych scen walki. Jednocześnie nie jest to film zły, eksploatowany na wszelkie strony temat wampirów we współczesnej Ameryce podany jest całkiem strawnie. Są nawet bardzo fajne sceny w filmie (szczególnie podobała mi się wampirza gra w bejsbol). Realizacja też bardzo klimatyczna – w mrocznych, wypranych z kolorów barwach. Ogólnie jako kino młodzieżowe, mogę ocenić dość wysoko – daję 7/10.
INNI O FILMIE:

Zabójcze ciało (Jennifer’s Body, USA 2009)
Nie mam siły sam o tym pisać… poczytajcie cytat…
O FILMIE na STOPKLATCE:
Amerykański produkcyjniak dla młodzieży
Za dystrybutorem można by spokojnie powiedzieć, że „Zabójcze ciało” to seksowny horror pełen pokręconego humoru. Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza. Rolę główną gra w filmie Megan Fox, piękna brunetka, dzięki której „seksowności” mamy tu całkiem sporo. Warstwę horroru zapewnia grasujący po świecie przedstawionym potwór, który zajmuje się wysysaniem krwi z ciał młodych amerykańskich chłopców. Jeśli zaś chodzi o humor, to tu sprawa jest mniej przejrzysta. Wiadomo – każdy śmieje się z czegoś innego. Ja tam nie śmiałem się za dużo, ale niektórzy pewnie będą wręcz skręcali się ze śmiechu, oglądając życiowe perypetie dwóch przyjaciółek.
Jesteśmy w domu, w znanym aż za dobrze schemacie – jedna z nich jest pięknością, za którą ugania się połowa miasteczka, druga natomiast to szara myszka, na dodatek z wadą wzroku. Pierwsza jest brunetką, w której buzują hormony, druga – zapracowaną, cnotliwą blondynką oraz monogamistką, związaną z chłopcem troskliwym i niewysokim. Oczywiście ta pierwsza ma tę drugą owiniętą wokół palca, każe jej zaniedbywać chłopaka i chadzać ze sobą do nocnych barów. Oczywiście ta druga na wszystko się zgadza.

