Garden Party (2008)
“Garden Party jest typową opowieścią o Los Angeles - mieście, gdzie przybywają ludzie z całego świata, aby dosięgnąć marzeń o sławie i pieniądzach. Film to historia trojga nastolatków mających nadzieje spełnić swoje marzenia w Hollywood, gdzie zawsze jest ktoś młodszy, odważniejszy i bardziej sexy.” — -FilmWeb.pl
Lubię filmy, gdzie jest duzo muzyki. Ale nie filmowej, klasycznej (choć taka też bywa dla mnie dobra), tylko popowej, rockowej. Gdy stanowi ona tło dla filmu wtedy w moich oczach (uszach) całośc nabiera dodatkowej wartości. W Garden Party towarzysząca nam muzyka doskonale dodaje klimatu. A to już wielki plus dla filmu. W Garden Party już od samego początku nasze uszy zalewają dźwięki. A to rockowego młodzieżowego zespołu, który odgrywa swoje próby szukając nowego wokalisty. A to w pozostałych momentach, stanowiąc funkowo jazzowe tło dla leniwie rozwijającej się akcji, gdy poznajemy wszystkich bohaterów tej historii.

Udław się (Choke, 2008)
Cóż można było powiedzieć. Nie każda filmowa ekranizacja prozy Palahniuka będzie dorównywać literackiemu pierwowzorowi. Choke to nie Fight Club. Bez dwóch zdań.
A jeśli nie czytaliście książki “Udław się” Palahniuka, to najlepiej omijajcie ten film z daleka. Bo wyda wam się nudny, naiwny, i niepełny. Zbyt dużo w nim uproszczeń. Zbyt mało objaśnień. W dwóch godzinach streszcona zostałą skomplikowana fabuła i ściśnieta spora dawka emocji. Z książkowego Palahniuka został tylko zarys fabuły, uproszczonej, ugrzecznionej, sympatycznej i przesłodzonej. Wyrżnieto zaś bez pardonu wszystko to, co stanowiło o potędze powieści. Więc i niewiele zostało. Film poniżej przeciętnej. Ani to rozrywka. Ani film zmuszający do refleksji i przemyśleń. Takie nie bardzo wiadomo właściwie co…
Recenzja z portalu FilmWeb.pl: Dławiąc się życiem
Życiem nadzwyczaj łatwo jest się zadławić, co wywołuje natychmiastowy odruch wymiotny. Nic dziwnego, że z chęcią ucieka się od niego, rzucając się w wir konsumpcji, gdzie seks może być takim samym towarem jak każdy inny. Jego wyjątkowość polega wyłącznie na tym, że daje krótkotrwałą ułudę spełnienia i błogiej nicości. W takim uprzedmiotowionym świecie, ażeby uzyskać odrobinę ciepła, trzeba dławić się po knajpach, oszukując przypadkowe osoby. Jedyna osoba, która z definicji nas kocha, nie dość, że powoli umiera, to jeszcze w wyniku demencji nie jest w stanie przypomnieć sobie imienia swojego syna, a tym bardziej wyjawić, kto był jego prawdziwym ojcem. Tak właśnie wygląda świat Victora Manciniego, uzależnionego od seksu naciągacza, którego praca polega na całkowicie bezsensownym paradowaniu w strojach kolonialnych, po całkowicie wyprutej z głębszych uczuć planecie.

Niebo nad Paryżem (2008)
Tym razem będzie cytat o filmie Niebo nad Paryżem. Poniżej zamieszczamy fragment tekstu autorstwa Karola Barzowskiego. A zaraz pod tym fragmentem odnośnik do całości.
* * *
Kocham Paryż. Jego wąskie, strome ulice, po których nie da się przejechać samochodem bez uszkodzenia lusterka. Bary i kafejki, z ich klejącymi stolikami. Metro, w niedziele przypominające sceny horroru z pociągiem widmo. Parki oraz ogrody, choćby i ze wszystkimi psimi kupami. No i wreszcie ludzi – w tym, a nawet zwłaszcza, sprzedawców, kelnerów, barmanów… Ich uśmiechy, choćby i były sztuczne, życzliwość, nawet jeśli wyuczona oraz otwartość – mimo że ponoć ją na nich wymuszam. Kiedy przyjeżdża się do tego miasta po raz któryś i nie ma już ciśnienia, by zobaczyć wszystkie zabytki, wejść na wieżę Eiffla, zjeść ślimaki, mule czy naleśniki (co wszystko jak najbardziej warto zrobić!), odkrywa się prawdziwe piękno tego miasta. Można na spokojnie, bez pośpiechu chłonąć klimat, nierzadko różniących się bardzo od siebie, dzwudziestu dzielnic stolicy Francji. Klimat, którego na wylot nie znają nawet rodowici paryżanie, albowiem w tym tętniącym życiem mieście cały czas trzeba się go uczyć na nowo.

La Zona
Jest gdzieś lecz nie wiadomo gdzie, osiedle murem ogrodzone. Taka oaza ciszy i spokoju, gdzie ludzie zyją spokojnie i bezpiecznie, odseparowani od zagrożeń swiata zewnętrznego. Czyste i bezpieczne uliczki. A po drugiej stronie muru - normalnie - złodzieje, bandyci, zło tego świata. A zło ma tą właściwość, że ciągnie je do światła. Do dobra. Do porzadku. Więc gdy pewnej burzowej nocy małe zło otrzymuje szansę wtargnięcia do edenu - wykorzystuje ją. Pociąga to za soba śmierć, neipotrzebną i przypadkową. Śmierć, która przeraża mieszkańców wydzielonej strefy. Motywuje ich do działania. Na gwałt odpowiadają gwałtem.
Spodziewałbym się więc, ze taki film albo przerodzi się w trzymający w napięciu thriller albo w serie ciężkich wyborów moralnych. Tymczasem napięcia nie ma. Jest niby-nastrój niby-budujacy niby-grozę. Trochę brutalnych ujęć. I bardzo proste rozterki moralne. Cała historia jest wyraźnie opowiedziana, żeby nie było wątpliwości, że źli są źli, a ci dobrzy nawet jak są chwilowo źli to są dobrzy. Jak daleko ludzie posuną się, aby chronić własne osiedle? Czy wszyscy będą jednomyślnie wybierać dobro ogółu ponad to co podpowiada im serce lub rozum?

Gdzie jesteś Amando (Gone Baby Gone)
Muszę powiedzieć, że to niesamowite kino budzące niepokój. Spokojne, powolne a jednak szarpiące emocjami widza. I nie jestem sam w stanie napisać dużo więcej, ponad to, że dawno nie widziałem takiego mocnego kina. Od czasów “Siedem” z Pittem czy “8 mm” z Cagem nie przypominam sobie filmu, którego do wspomnianych porównywałbym prawie we wszystkim - klimatu i nastroju, gry aktorskiej, tła psychologicznego, rozterek moralnych, intrygi, świata zbrodni itp. Prosta historia jest opowiedziana wyśmienicie.
Pozwolę sobę w całości zacytować co na FilmWebie napisał Marcin Pietrzyk, gdyż dość dobrze oddaje to, co sam chaiłbym napisać:
