Czwarty Stopień (Fourth Kind, 2009)
Milla Jovovich jest zdecydowanie lepsza, gdy jest twarda, gibka i mordercza. W roli pani psycholog ścigającej(?) kosmitów w paradokumencie(?) o uprowadzeniach przez UFO wypada raczej kiepsko. Nie dla niej rola spokojnej kobiety w tych niespokojnych czasach. Nie wiem skąd taka potrzeba? W każdym bądź razie jej udział w tej dziwnej produkcji z pogranicza Science-Fiction i dokumentu nie przypadł mi do gustu.
Sam film to próba stworzenia przekonywującego thrillera o uprowadzeniach. Z jednej strony ma to być thriller. Z drugiej zaś dokument. Cały film przeplata się z autentycznymi nagraniami zrobionymi przez autentyczną panią psycholog. Oczywiście chodzi o “autentyzm”. Wygląda to trochę inaczej niż “autentyczne” filmy typu REC czy Blair Witch Project. I bardzo dobrze. Bo jest w tym jakiś urok. Urok jak u wampira, choć to nie ta bajka…

The Box. Pułapka (USA, 2009)
Thriller fantastyczny The Box / Pułapka z Cameron Diaz jako całość wychodzi ciut ponad przeciętną. Ciekawy pomysł, wokół którego osadzona jest fabuła mógłby być co prawda lepiej wykorzystany - wtedy film nabrałby głębi i dramatyzmu. Ale nie jest źle. To nie kicz pełen fajerwerków, ale delikatnie filozofujące o naturze ludzkiej, wyborach i dylematach kino fantastyczne. Może mało odkrywcze, ale zawsze ponadprzeciętne.
Ocena: 7/10 (dla osób unikających fantastyki - ocena 5/10)
Recenzja - FilmWeb:
“The Box. Pułapka” to hołd złożony przez Richarda Kelly’ego science fiction spod znaku pulp fiction. Te tanie opowiastki bardzo często prezentowały wysoki poziom, dotykały spraw uniwersalnych, pobudzały masową wyobraźnię fundamentalnymi pytaniami o ludzką naturę. W świecie, w którym przyzwyczajeni jesteśmy, że SF jest symbolem ogłupiającego widowiska, trudno jest sobie wyobrazić czasy, kiedy science fiction wprowadzało filozofię pod strzechy.

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet / Män som hatar kvinnor (2009, Dania/Szwecja)
Jakoś tak jest, że bestsellerową powieść Stiega Larssona omijam na półkach księgarni. Być może przeraża mnie objętość powieści, która gdyby okazała się być dla mnie tak wciągająca jak dla innych wciągnęłaby mnie i zabrała sporo czasu. Film zaś krótszy więc w „ciągłym niedoczasie” wydaje się być jakąś alternatywą. Ale tu też pojawia się obawa – jak to w przypadku ekranizacji – czy po pierwsze sprosta i czy po drugie – co mnie bardziej interesuje – jako widz, nieznający powieści wciągnę się i zrozumiem i czy mi się spodoba…
Niesamowicie pozytywne zaskoczenie. Ten film odebrałem bardzo pozytywnie. Odrobina dreszczyku. Dobrze zarysowane postacie, każda ze swoją historią, a także przeszłością wpływającą na teraźniejszość ich zachowań. Brak (typowego w przypadku amerykańskich produkcji) heroizmu i „nadczłowieczeństwa” głównych bohaterów. Do tego mroczna historia, zagadka do rozwiązania. Wszystko zrobione z najlepszym smakiem. I dostajemy niezwykle wciągające kino łączące sensację i thriller.

Wyspa tajemnic (USA, 2010)
Di Caprio… Czuję jakąś wewnętrzną niechęć do tego aktora, choć muszę przyznać, że w Krwawym Diamencie zrobił na mnie wrażenie - wreszcie nieogolony w męskie roli - młody aktor w dobrej roli, do której już Ford czy inny “staruszek” nie pasuje. Ale niestety gdyby nie Di Caprio to Wyspa Tajemnic byłaby dla mnie kinem wybitnym w swojej kategorii. A tak jest tylko dość dobrym. Czemuż tak się czepiam? Bo w filmie wszystko jest perfect - klimat, fabula, zwroty akcji, obsada. Tylko Di wypada dość sztucznie, niezbyt przekonywająco. On musi zrobić coś z twarzą, żeby mógł się wcielać a takie postacie - albo może lepiej niech się nie wciela w postacie …… nie napiszę kogo, bo bym zdradził zbyt dużo fabuły i popsuł niektórym zabawę i radość z oglądania.
Ocena: 8/10 (wielbiciele Di Caprio mogą dodać 2 punkty)
Inni o filmie - Filmweb Poleca:
Wielkie wrażenie na prawie całej redakcji wywarł seans “Wyspy tajemnic”, dlatego – mimo nieśmiałych protestów redaktora Muszyńskiego – postanowiliśmy przyznać najnowszemu filmowi Martina Scorsese znak “Filmweb poleca!”.

Dreszcze / Sorum (2001, Korea Południowa)
Przyzwyczailiśmy się, że horrory azjatyckie opierają się głównie na „efekcie dziewczynki z z mokrymi włosami” lub absurdalnych ilościach krwi i jatce jak z największych horrorów gore. Tymczasem Dreszcze to odstępstwo od tego schematu – i raczej jest to horror psychologiczny niż klasyczny. Horror? Może thriller psychologiczny będzie lepszym określeniem.
Ale to by było tyle plusów w moim odczuciu. Powoli budowany nastrój nie jest tak przerażający. Może ze względu na estetykę, która niczym się nie wyróżnia. Tego typu produkcje widzieliśmy już nie jeden raz w amerykańskim kinie. I samo zaadaptowanie ich przez Koreańczyków nie wnosi niczego nowego. Więc równie kiepski ten film byłby czy od amerykanów, czy tak jak tutaj od Azjatów.

