Królowie ulicy / Street kings (2008)
Złe anioły mieszkają w Los Angeles
Królowie ulicy to sensacyjny thriller bez dobrych charakterów. Keanu Reeves jako bezwzględny policjant jednostki specjalnej wykonuje zadania przewyższające brutalnością i zdecydowaniem Brudnego Harrego. Nie jest sam – proceder oczyszczani miasta z szumowin po za i ponad prawem jest grą zespołową. Rozpracować, uderzyć i wyeliminować. Zadziałać ostro i skutecznie, pominąć niedomagający system prawny, który chroni pedofilii, bandytów, handlarzy narkotyków, kidnaperów, rabusiów.
Jednak mimo dobrych założeń działania takie budzą mnóstwo wątpliwości moralnych. Zagubiony zostaje szczytny cel. I w ten sposób jedni źli zabijają innych- jeszcze gorszych. Ale nie można pozostać bezstronnym. Kto zmienia front – ginie. Bez sentymentu. To sprawnie działający mechanizm. Rodzi to pytania, wątpliwości, rozterki. Czy ci lepsi są na prawdę lepsi od tych złych? Czy będąc po stronie dobra na prawdę jest się dobrym? Aniołowie śmierci czy demony piekieł?

21
Na film 21 (Twenty One) nie zwróciłbym w ogóle uwagi gdyby nie… wcześniej kupiony soundtrack. Ogólnie zaś sama fabuła nie zachęcała (mnie) do obejrzenia. Ot przeciętna historyjka o wielkich graczach w Vegas. Trochę matematyki, trochę geniuszu, bystrości, umiejętność liczenia do 21. Kolejna historyjka zaserwowana przez Hollywood. Ale ta muzyka… to musi być dobry film, stwierdziłem i obejrzałem.
Przysnąć można. Początek nie porywa widza. Lecz męczy. Początek jest nudny rozwleczony. Poznajemy tego i owego, cała intryga wykluwa się z jajka jak żółw. Potem coś się zaczyna dziać i trzeba przyznać, że film fenomenalnie komponuje się w środkowej części. Rewelacyjna muzyka zgrana doskonale z rozrywkowym Vegas. Ta część filmu jest warta uwagi. Niestety wstęp i końcówka są nieco przygaszone, przegadane i średnio wiarygodne. No ale to Hollywood. Ma być rozrywkowo.

Sierociniec (El Orfanato)
Horror Sierociniec (El Orfanato) dłuży się człowiekowi niczym wielka micha flaków z olejem. Powolność akcji jest zabijająca - widz ciągle oczekuje, ze coś się zacznie dziać. Tymczasem ciągle coś skrzypi w starym domu. Ciągle coś drewnianego o coś metalowego uderza. I głośność muzyki narasta. A potem opada. I słychać morza szum, mewy śpiew.
O ile w takim Lśnieniu samo oczekiwanie było iście elektryzujące, atmosfera gęsta od przyszłych wydarzeń, szaleństwo dopiero miało zaistnieć a w powietrzu wisiało coś więcej niż obłąkanie, strach, pustka.
Tymczasem w Sierocińcu nawet jak się coś dzieje, to nic się nie dzieje.

Nieuchwytny (Untraceable)
Nieuchwytny (Untraceable) to całkiem przyzwoity thriller. Może nie jest to jakaś rewelacja. Ale jest klimatyczny i dość dobrze zrobiony. Technicznie nawet bardzo dobrze - mamy klimatyczną muzykę. Mamy budujące nastrój ujęcia, trochę dużo padającego deszczu. Mamy w końcu fabułę z kolejnym człowiekiem, który ma za złe światu to czy owo i manifestuje to przez morderstwa. Ale czy aby na pewno możemy nazwać go mordercą? Niestety tego wątku nie podjęli twórcy filmu. Poszli na łatwiznę. Więc mamy dobrych i mamy złych. Dobrzy stają na głowie, żeby złapać złego. Sprawa nie podlega dyskusji. Dzięki czemu w fotelu nie targają nami nerwy. Wiemy jak to się wszystko skończy. I możemy oglądać nie angażując się zbytnio w całość. Nie musimy także obawiać się zbyt wielu zaskoczeń, zwrotów akcji. Reżyser prowadzi nas liniowo od początku do końca. Czy to dobrze? Czy źle? Z dwojga złego to chyba wole taką prostą narrację niż jakby miał to być nieskładny, niespójny thriller. A tak choć odrobinę naiwny, jest prawie wiarygodny. Czyli prawie dobrze. Tak dobrze na 6/10.

8 części prawdy (Vantage point, USA, 2008)
8 części prawdy (Vantage point) to solidny thriller w amerykańskim stylu. Cechą wyróżniającą go jest niesamowity montaż i pokazanie historii z kilku punktów widzenia. Ten zabieg najwyraźniej tak spodobał się tłumaczowi, że stworzył koszmarny polski tytuł.
Ale wracając do filmu… Montaż i ujęcia oraz przedstawienie całej intrygi to najmocniejszy atut tego filmu, cała reszta niestety jest gorsza. Mamy tutaj epizodyczną rolę Sigourney Weaver. Tak troszkę ni przypiął, ni przyłatał. Nic by się nie stało, gdyby jej rolę odegrałą jakaś mniej znana aktorka. No ale wtedy na plakacie nie możnaby napisać: ” Sigourney Weaver”. Podobnie jest z epizodem w jaki został wpleciony Forest Whitaker. Właściwie nie odgrywa on żadnej znaczącej roli a jak na thriller i film akcji to wplatanie dziwnego wątku rodzinnego w całość jest trochę na siłę. Po za tym przez całe to zamieszanie z Whitakerem zakończenie jest takie, jakby nagle czas minął i należało film w tym momencie uciąć.
Sama fabuła jest fatalna. Zebrano tutaj wszystko co było już w innych filmach, zneutralizowano, wymieszano, zmiksowano i spróbowano ulepić od nowa. No i skutkiem jest całkowita miałkość fabularna. Do tego dodano super-hero w amerykańskim stylu, wiernego ochroniarza, który już raz uratował życie prezydenta i teraz, wróciwszy do służby, dokonuje nadludzkich wyczynów bez mrugnięcia okiem. Ot taki klon niezniszczalnego…
Film ogląda się przyjemnie o tyle, że nie wymaga od widza większego skupienia. Widz nie angażuje się w akcje, ani nie sympatyzuje z postaciami tam występującymi. Ot takie kino przeciętne, lekkie i przyjemne. Dlatego u mnie niska ocena - za brak “tego czegoś nieuchwytnego”.
