Kod nieśmiertelności (Source Code, USA 2011)
Kod nieśmiertelności to dramat i zarazem thriller SF, który niewiele nowego wnosi do gatunku. Większość elementów już była, choć inaczej zaprezentowana. Kiedyś mieliśmy statek i cofanie się maszyną w czasie by odnaleźć zamachowca-terrorystę. Tutaj mamy pociąg i przeżywanie 8 ostatnich minut jednego pasażera. “Przeżywanie” - bo tak na prawdę w te 8 ostatnich minut w skórę zmarłego w zamachu terrorystycznym pasażera wciela się agent, żołnierz. I ma on dostarczyć informacji o tym co się wydarzyło, znaleźć terrorystę i przekazać jak najwięcej informacji aby…
Nie będę zdradzał fabuły, bo nie jest ona jakaś rozległa i skomplikowana, a nie chce popsuć przyjemności z oglądania filmu.
A film ogląda się całkiem dobrze. I myślę, że nie trzeba być nawet zwolennikiem fantastyki by dać mu wysokie noty. Fantastyka jest elementem oszczędnym, kreci się wokół jednego (choć głównego pomysłu) - w pewnym sensie związanego z podróżami w czasie. A to wielokrotnie wykorzystywany motyw. Jednak napięcie jakie buduje thriller i cała dramatyczna otoczka sprawia, że fantastyka jest tylko tłem. My poznajemy głównych bohaterów, odrobinę komiksowych - wiadomo, kto jest kim i kto o co walczy. Nie jest to jednak tez kino psychologiczne. Natomiast wszystko co jest, jest bardzo dobrze wyważone.

Między światami (Rabbit Hole, USA 2010)
Początek Między światami daje nam złudzenie, że do czynienia będziemy mieli z płaczliwym dramatem. Jeśli jednak wytrwacie chwil parę obraz przemieni się w klimatyczny i kameralny dramat. Temat podjęty w filmie - życie po śmierci dziecka - nie jest niczym nowym. Jednak ciągle w kinie amerykańskim, pełnym happy endów, jest to temat trudny. Trzeba się jednak dobrze postarać, żeby film nie był kiczem i poruszając trudne tematy ani nie nudził ani nie rozśmieszał swoją naiwnością czy głupotą.
Miedzy światami sprostał postawionym wymaganiom. Jest wciągający i momentami zaskakujący. Doskonałe są dialogi, upodabniające ten obraz bardziej do teatru telewizji - kipiące emocjami. Pozorne wyciszenie niemal zawsze wycisza się w erupcje złości, emocji, goryczy, żalu. Ciekawe są postacie rodziców, doskonale zarysowane i dobrze zagrane. Osób zmagających się, każde na swój sposób, ze smutkiem, goryczą i próbą dalszego życia po stracie dziecka.
I jeszcze gdyby zakończenie było inne - dałbym więcej niż 7/10

Grobowiec świetlików (Hotaru no haka, 1988)
Grobowiec świetlików (Hotaru no haka) to anime - japońska animacja. Ale nie spodziewajcie się tutaj robo-mechów i futurystycznych walk. Bo przecież w większości z tym się Wam kojarzą wielkookie animacje.
Grobowiec świetlików to dramat anime. Wydawałoby się to zaskakujące, ale nie wtedy, gdy za produkcją stoi Studio Ghibili. I nie chodzi o to, że robią oni dramaty anime a raczej o fakt, że jest to studio produkujące nieszablonowe produkcje. Filmy Studia Ghibli zawsze zwracały na siebie uwagę nie tylko wielbicieli anime. Przypomnijmy takie tytuły jak Mój sąsiad Totoro, Księżniczka Mononoke, W krainie duchów (Sprited Away) czy wiele innych, które znajdziecie pod linkiem prowadzącym do wikipedii.
Grobowiec świetlików to jedna z pierwszych anime tego studia. Jest to smutna i dająca do myślenia opowieść o dwójce rodzeństwa w czasach wojennej zawieruchy. Zdani wyłącznie na siebie starają się przetrwać z pomocą innych ludzi jak i samodzielnie. Z jednej strony beztroskie podejście - są za młodzi by tak na prawdę rozumieć do końca wydarzenia.

Gra o Tron - A Game of Thrones (S01E02)
O drugim odcinku nie ma się co zbytnio rozpisywać.
Potwierdza się wszystko co napisałem już poprzednio. Serial sam w sobie jest przedstawioną na przyzwoitym poziomie opowieścią ognia i miecza (i lodu). Akcja pędzi do przodu, skrótami, które pozwalają zmieścić w sezonie pierwszym całe bogactwo świata stworzonego przez Martina w pierwszym tomie powieści. Uproszczenia są konieczne.
Widzowi, którzy znali wcześniej powieść mogą delektować się (nie wiem, czy to trafne słowo tutaj)artystyczną wizją twórców i wizualizacją królestwa jak i głównych bohaterów. Ja osobiście dystansuje się od powieści oglądając “widowisko”. Tak jest lepiej - potraktować serial jako niezależny byt. Wtedy ogląda się dużo lepiej…

Gra o Tron - A Game of Thrones (S01E01)
I stało się. Gra o Tron - A Game of Thrones - to serial fantasy (mrocznego, bo dla dorosłych), którego pierwszy odcinek mamy juz za sobą. Warto wspomnieć i przypomnieć, choć pewnie wszyscy to wiedzą, że Gra o Tron to także wyśmienita powieść George’a R.R. Martina. I nie sposób nie patrzeć na film przez pryzmat Sagi Lodu i Ognia. Sezon pierwszy to ekranizacja pierwszego tomu cyklu. Ale już zapowiedziano, że powstanie drugi sezon.
A teraz o pierwszym odcinku - osobom, które nie czytały Gry o Tron będzie się film dobrze oglądać. Choć i tak nie zapowiada się, że będzie to familijne kino jak Tolkienowski Władca Pierścieni. Inaczej premiera nie miałaby miejsca o 22.00. Zapowiada się serial dla dorosłych. Sama powieść też taka jest - momentami brutalna i krwista. Choć nie jest przesycona erotyką (jak choćby wiele powieści rubasznych fantasy, gdzie wszystko kręci się wokół wręcz niedwuznacznych propozycji) to seksi relacje na tej płaszczyźnie także będą odgrywać znaczną rolę.
