Sunshine / W stronę słońca
Sunshine (W stronę słońca) to film science fiction taki, jakie lobię. Przeważa w nim klimat. Nie znajdziecie tutaj obcych, machania świetlnym czymś-tam lub strzelania z laserowego czegoś-tam. Nie znajdziecie tutaj wartkiej akcji i upchniętymi na siłę dialogami czy gagami w sytuacjach krytycznych. To film o ludziach i ich zmaganiach z kosmosem. To wędrówka ku gasnącej życiodajnej gwieździe i wędrówka wgłąb ludzkiej psychiki. Wręcz nostalgiczny obraz i opowieść o tym, w którym miejscu kosmosu jesteśmy. I choć film kończy się optymistycznie, niesie nadzieję dla ludzkości i rozgrzewa serca. To zanim do tego dojdzie musicie przebrnąć zarówno przez absolutne zero próżni kosmosu jak i niewyobrażalny żar promieni słonecznych.
Sunshine to film, który mogę oglądać wiele razy. I za każdym razem sprawia mi wielką przyjemność. Podobnie jak Solaris (w którym wyjątkowo polubiłem Clooneya), podobnie jak The Moon z bazą “jednego wiecznego klona”. W stronę słońca to opowieść o pionierach wypełniających misję. O ciężarze jaki ciąży im w drodze ku najbliższej gwieździe. O ludzkich słabościach, zmaganiach, błędach i ich konsekwencjach. Aż wreszcie o fascynacji natura, kosmosem, Słońcem. Kilku astronautów, specjalistów z różnych dziedzin, odpowiedzialnych za rożne aspekty misji musi pokonać nieznane, a co za tym idzie swoje leki i stawić czoła temu, co nieznane. Niepojęte. Poprzednia misja zawiodła. Czy tym razem się uda? Dlaczego tamci nie wykonali zadania? Co stanęło na przeszkodzie. Czy i u nas to się dzieje?

Tożsamość (Unknown, 2011)
Tożsamość (Unknown) to dobry thriller sensacyjny. Niestety tylko dobry. Ale o wszystkim w swoim czasie.
Niezaprzeczalnie film buduje napięcie od niemal samego początku. Spokojna wyprawa do Berlina na konferencje naukową - żona z mężem naukowcem. Czego tu się można spodziewać. Tymczasem już na samym początku zaczyna się intryga.
Hotel. Zgubiony bagaż. Wyprawa taksówka na lotnisko. Wypadek. Kilkudniowy pobyt w szpitalu. Śpiączka. Brak żony przy boku męża? Wypis na własne życzenie. Hotel. Żona… która nie poznaje męża, wręcz twierdząc, że jest kimś obcym, nieznanym. Liam Neeson aka Dr Martin Harris stracił siebie. Stracił swoją tożsamość. Zaczyna się właściwa akcja.

Kod nieśmiertelności (Source Code, USA 2011)
Kod nieśmiertelności to dramat i zarazem thriller SF, który niewiele nowego wnosi do gatunku. Większość elementów już była, choć inaczej zaprezentowana. Kiedyś mieliśmy statek i cofanie się maszyną w czasie by odnaleźć zamachowca-terrorystę. Tutaj mamy pociąg i przeżywanie 8 ostatnich minut jednego pasażera. “Przeżywanie” - bo tak na prawdę w te 8 ostatnich minut w skórę zmarłego w zamachu terrorystycznym pasażera wciela się agent, żołnierz. I ma on dostarczyć informacji o tym co się wydarzyło, znaleźć terrorystę i przekazać jak najwięcej informacji aby…
Nie będę zdradzał fabuły, bo nie jest ona jakaś rozległa i skomplikowana, a nie chce popsuć przyjemności z oglądania filmu.
A film ogląda się całkiem dobrze. I myślę, że nie trzeba być nawet zwolennikiem fantastyki by dać mu wysokie noty. Fantastyka jest elementem oszczędnym, kreci się wokół jednego (choć głównego pomysłu) - w pewnym sensie związanego z podróżami w czasie. A to wielokrotnie wykorzystywany motyw. Jednak napięcie jakie buduje thriller i cała dramatyczna otoczka sprawia, że fantastyka jest tylko tłem. My poznajemy głównych bohaterów, odrobinę komiksowych - wiadomo, kto jest kim i kto o co walczy. Nie jest to jednak tez kino psychologiczne. Natomiast wszystko co jest, jest bardzo dobrze wyważone.

Między światami (Rabbit Hole, USA 2010)
Początek Między światami daje nam złudzenie, że do czynienia będziemy mieli z płaczliwym dramatem. Jeśli jednak wytrwacie chwil parę obraz przemieni się w klimatyczny i kameralny dramat. Temat podjęty w filmie - życie po śmierci dziecka - nie jest niczym nowym. Jednak ciągle w kinie amerykańskim, pełnym happy endów, jest to temat trudny. Trzeba się jednak dobrze postarać, żeby film nie był kiczem i poruszając trudne tematy ani nie nudził ani nie rozśmieszał swoją naiwnością czy głupotą.
Miedzy światami sprostał postawionym wymaganiom. Jest wciągający i momentami zaskakujący. Doskonałe są dialogi, upodabniające ten obraz bardziej do teatru telewizji - kipiące emocjami. Pozorne wyciszenie niemal zawsze wycisza się w erupcje złości, emocji, goryczy, żalu. Ciekawe są postacie rodziców, doskonale zarysowane i dobrze zagrane. Osób zmagających się, każde na swój sposób, ze smutkiem, goryczą i próbą dalszego życia po stracie dziecka.
I jeszcze gdyby zakończenie było inne - dałbym więcej niż 7/10

Polowanie na czarownice (USA, 2011)
Polecać czy odradzać? Oto jest pytanie…
Polowanie na czarownice (Season of the Witch) z Nicolasem Cagem i Ronem Perlmanem w roli wiernych druhów, walecznych dezerterów, którzy przejrzeli na oczy i służąc Bogu przestali służyć Kościołowi to film fantasy, który ma dwie twarze.
Pierwsza część filmu obiecuje doskonały dramat fantasy - film przygodowy i film drogi, czerpiący z klasyki kina fantasy ubiegłych lat, ot choćby Władcy Pierścieni. Mogłby to być thriller dla dorosłych - nie tak jak Harry Potter - ale na poważnie. Jest zagadka, klimat, tajemnica, czarownica. Twórcy nie zdradzają zbyt wiele i jak na amerykańskie kino można uznać że jest dość zawile.
Druga część filmu, ta końcowa, to już dramat. Dramat w sensie, że niezbyt dobra pointa filmu sprawia, że staje się on niestawny dla tych, którym zaczął się podobac początek. Plusem niewątpliwym jest to, że zwolennicy absurdu i banalnych zakończeń uśpieni w części pierwszej otworzą oczy i zaczną się cieszyć feerią efektów i błazenadą wręcz demoniczną.

