Schron (Shelter, 2010)
Co jakiś czas pojawiają się filmy łączące Boga, czarną magię, voodoo, zamierzchłe mniej lub bardziej dzieje oraz mędrca oko i szkiełko w jedną całość, aby dać współczesnemu widzowi namiastkę tego, czego nie może dotknąć swoimi racjonalnymi rękami. Część z tych filmów to szmira niesamowita, niektóre można uznać za dobre. Jednak większość, tak jak i w tym przypadku, to po prostu filmy przeciętne.
Film od początku daje nadzieję na coś ciekawego. Rozdwojenie osobowości. Roztrojenie osobowości. I jedyne czego brakło w Schronie to jakaś błyskotliwa idea wystająca poza schemat voodoo i Boga, żeby film stał się nieprzeciętny. Wybrano jednak przeciętność. I w tym obszarze film się nawet dobrze broni.

Skyline (USA, 2010)
Ciekawy pomysł, dziwne zakończenie.
Skyline - kolejny film SF o inwazji obcych. Jednym się podoba, innym nie. Na początku co w tym filmie nie jest najlepsze - scenariusz, jako całość, wygląda trochę jakby był pisany na kolanie, a scenarzysta właśnie był po obejrzeniu filmów Project: Monster, Dystrykt 9 i Dzień Niepodległości. Pozbierane użyte już przez innych pomysły z małym, acz własnym ciekawym dodatkiem - inwazją obcych porywaczy ciał w wielkim mieście. Gra aktorska choć też nie jest wysokich lotów, to można przyjąć, że kilku przeciętnych amerykanów zebranych z basenowej imprezki zakrapianej alkoholem dokładnie tak właśnie wyglądałoby i zachowywało w obliczu kosmicznych najeźdźców. Więc do przyjęcie.
Mimo tych minusów film ogląda się dość przyjemnie, jeśli nie stroni się od kina SF. Czy to dlatego, że na bezrybiu i rak ryba, czy też może dlatego, że film ten to rozrywka niewymagająca zbytnio używania szarych komórek - mniejsza z tym. Nie ma się co zbytnio rozpisywać - ocena 6/10.

Sophie Scholl - ostatnie dni (2005)
Niemieckie kino zawsze mnie na swój sposób przyciągało. Myślę, ze zaczęło się od “Biegnij Lola, biegnij!” - a potem przygoda z ta kinematografią od czasu do czasu. Obejrzałem Sophie Scholl z pewną dozą “nieśmiałości” - bo ogólnie nie lubię filmów o hitlerowcach i drugiej wojnie światowej. I tutaj wielkie zaskoczenie - film trzyma w napięciu i nie pozwala odejść od ekranu.
Oceniam więc wysoko: 8/10

Opowieści z Narnii: Podróż Wędrowca do Świtu 3D
Ciekawa narnijskich efektów 3D zawędrowałam do kina 3D…
W naszym świecie trwa II wojna światowa. Starożytni królowie Narnii, Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja, żyją życiem zwykłych ludzi, borykając się z codziennymi problemami wojennego czasu. Piotr i Zuza są już zbyt dorośli aby przekroczyć progi Narnii. Natomiast Edmund i Łucja, wysłani zostali do wujostwa na lato. Spędzają wakacje nudząc się. Jedyną ich rozrywką są wspomnienia narnijskich przygód i potyczki z nieznośnym, młodszym kuzynem Eustachym.
Któregoś dnia, w magiczny sposób trójka dzieciaków trafia do Narnii, prosto na pokład “Wędrowca do Świtu”. Na statku spotykają księcia Kaspiana, który podjął podróż w celu odnalezienia siedmiu baronów. Szlachetni baronowie wybrali się kiedyś w morską podróż, aby stawić czoło złu zagrażającemu Narnii i słuch po nich zaginął. Trzeba odnaleźć ich lub siedem zaczarowanych mieczy, specjalnie dla nich wykutych.
I tak oto zaczyna się rejs. Co prawda Eustachy miota się po statku, jest kłótliwy, żąda powrotu do domu… ale nie ma, niestety wyboru.

Czarny Łabędź (Black Swan, 2010)
Darren Aronofsky i wszystko jasne.
Choć może wręcz przeciwnie. Gdyby się zastanowić jak sklasyfikować ten film to chyba najbliżej byłoby mu do horroru, thrillera i filmu psychologicznego. I może tego się trzymajmy - tak będzie nam prościej, tym bardziej, że nie ma to większego znaczenia. Film Aronofsky’ego kipi emocjami. Nie od początku, bo początek zaczyna się dość spokojnie i akcja zawiązuje się dość długo. Przez ten wstęp Darren wprowadza widza w świat baletu, balerin, konkurencji między nimi i dążenia do doskonałości.
Następnie rozpoczyna się iście aronofski odlot. Balet po emocjach okraszony brakiem wyraźnego rozgraniczenia między snem i jawą. Natalie Portman odtwarzająca postać głównej bohaterki - tancerki Niny, jest… szokująco dobra. Zastanawiałem się przed obejrzeniem filmu, czy Portman to dobry wybór do filmu kogoś takiego jak Aronofsky.

