The Cabin in the Woods (Dom w głębi lasu, 2012)
Koleś na stacji paliw był evil!
U-wiel-biam-takie-hor-ro-ry!
Klasyka gatunku. Mistrzostwo powtórzeń. A jednak pomysł taki, że aż w głowie dymi. Więc co my tu mamy?
Typowo, początek, wyjazd vanem na kilka dni wakacji w odludne ustronne miejsce, gdzie nie działają komórki a na mapie GPS nie ma drogi dojazdu. Młodzi jadą odpocząć, zabawić się, wypić browarka. Kompania mieszana, tym razem nie ma tam kapitana szkolnej drużyny (nie szkodzi) ale jest w zastępstwie ktoś inny – mocno ujarany.
Od początku jest więc zabawnie.
A gdy zaczyna się robić groźnie – robi się jeszcze zabawniej!

Lockout (SF, Luc Besson, 2012)
Przyszłość. Kosmos. Akcja.
Luc Besson zaserwował przyjemnie odmóżdżający odlot. Więc jeśli razi Cię wciskanie kitu, miałka fabuła i ogólnie miernota intelektualna w kinie – to nie oglądaj! Lockout jest lekkim, efektownym kinem akcji, akcji przeniesionej w kosmos. Myślenia może za wiele nie ma może, ale za to jaka rozpierducha! W tej kategorii całkiem wysoki poziom. Absurdalne sceny walki, schematyczne do bólu postacie, humor zwykle towarzyszący takim produkcjom, który maskuje różne niedoróbki i oto taki jest Lockout.
Scenariusz pełny Luk (Luc?), co zapewne przeciętnemu Amerykaninowi, jak i ostatnimi czasy przeciętnemu Polakowi, różnicy nie robi. Płaskie kalki pomysłów Luc Besson przerabia na swoje i ciekaw jestem, czy zamierzony to był cel i Luc chciał się pośmiać sam z siebie. Czy też tak na poważnie ukradł pomysł latającego więzienia i mrożenia więźniów – najgorszych kryminalistów – na lata w orbitalnej lodówce. Bo jakby nie było już dość dawno niejaki Nikopol trafił do takiego astro-pierdla, zmrożony zasądzoną karą jako jeden z tych, co powinni trafić do miejsca o dość zaostrzonym rygorze.

Jutro. Jak wybuchnie wojna.
Pamiętam jak jakiś czas temu zwróciłem uwagę na książkę wydawaną nakładem wydawnictwa Zysk. To była powieść Jutro. Pierwsza myśl – fajny byłby film na podstawie tej książki – okazała się prorocza. No może mniej prorocza, bo film, o czym nie wiedziałem, już za wielką wodą powstał. Na wielkiej wyspie. Australii.
Sam film to jakby nie patrzeć kino młodzieżowe. Ale dość inne niż zwykle. Dramat i thriller.
Choć sam początek może stworzyć złudne wrażenie sielanki, to w miarę rozwoju akcji dotrzemy do sedna filmu – końca sielanki, początku wojny.
A było to tak.

Mission: Impossible - Ghost Protocol (2011)
Seria Mission: Impossible to swoisty fenomen. Tak jak każda seria dłużej lub krócej, ale regularnie pokazująca się na ekranach kin. Gdy starzejemy się my jak i starzeją się aktorzy, czujemy coraz większy sentyment do takich filmów. Filmów oklepanych, które nie zaskakują (konwencją). Są po prostu takie, jakie oczekujemy, żeby były.
MI4:GP to właśnie taki film. Pełny dynamicznej akcji jak i absurdów dopuszczalnych w kinie szpiegowskim „na luzie”. Dreszczyk emocji podbudowany muzyką. Szczypta humoru i dobrej zabawy wmiksowana w sensacyjną akcję, pościgi, ucieczki czy wspinaczki. Zapierające dech w piersiach scenografie jak i pomysły twórców na niemal wszystko.

Kwarantanna 2: Terminal (2011)
Horrorów w klimatach „zakażony wirusem przez ugryzienie zmienia się w zombie” nie jest mało. W sumie temat dość popularny w kinie grozy. Oto kolejna wariacja. A jednocześnie kontynuacja Kwarantanny.
Cóż tu dużo pisać, fabuła o ile istotna (lub mniej istotna) nie jest jakaś kluczowa. Jest zakażenie, musi być kwarantanna. Ludzie jak to ludzie, nie chcą się poddać i dać rządowi „zneutralizować” - tylko podejmą walkę. Walkę nierówną, bo przeciw wirusowi jak i rządowi. Jedno jak i drugie chce ich zabić, więc przebierać w środkach nie ma co, bo albo my ich albo oni nas.
