X-men: Pierwsza klasa (X-men: First Class)
To już nie moda,
to szał na prequele.
I nie mam nic przeciwko. Kino żyło zawsze z kontynuacji hitów (sequele). Kolejny i kolejny „odcinek” wchodził na ekrany. Publika szalała i chodziła na kolejną odsłonę tego samego. Ileż to odsłon Rambo? Piratów z Karaibów? Krwawej Piły 1,2,3,4,5… Wzgórz co mają oczy 1,2,3… Krzyku 1,2,3,4…
Dobry prequel wymaga szczypty pomysłu i przynajmniej poprawnej realizacji. A dodatkowo odświeża coś nam już znanego. W przypadku X-menów (podobnie jak w przypadku prequelu Star Treka) sprawa jest banalnie prosta. Trzeba pokazać jak TO się stało. Jak doszło do tego, że „dorośli” X-meni są tacy jacy są. I skąd się wzięli. Opowiedzieć taką historię to banał.
Ja X-Menów jakoś nie lubię. Nie wpasowują się w mój przedział filmów ulubionych. Tak po prostu. Podobnie nie szaleję za Star Trekiem.
Tymczasem prequel X-Men Pierwsza Klasa zaskoczył mnie pozytywnie. Długi to film, a ogląda się szybko. Poznawanie młodych X-Menów wzbudza ciekawość. I tak jeden po drugim poznajemy ich i ich możliwości. Jest fajnie, jest rozrywkowo. Akcja się toczy. Rozrywka gwarantowana.

Krzyk 4 (Scream 4)
Przejaskrawiony absurdem i pełen naiwności horror Krzyk 4 przygotowany widzom przez Wesa Cravena to przede wszystkim doskonała rozrywka nie tylko na Halloween.
Za co kocham tego typu horrory? Za niesamowity klimat amerykańskiego kina sprzed lat, który wskrzesza Wes Craven w kolejnym „odcinku” serii Krzyk. I choć rzecz dzieje się współcześnie, to styl i klimat pozostał. Ten horror nie przeraża. Widz umawia się, kiedy trzeba się bać, kiedy śmiać. Więc nie ma miejsca na prawdziwy strach, palpitację serca, choć podskoczyć na kanapie można. Ta umowność i zarazem umowa z widzem jest fantastyczna. Oto dostajemy opowieść, która nie pretenduje do Oskara, horroru psychologicznego, krwawego filmu gore. To jest „nie na poważnie”. I chwała za to!
Krzyk 4 to horror który karykaturalny sposób przedstawia i komentuje współczesność, dopasowując się do rzeczywistości. Do tego garściami czerpie z wszystkiego co już było w tym gatunku. Mamy więc podziemny parking i mrożąca krew w żyłach scenę tamże. Mamy klasycznego, nieustraszonego Szeryfa i jego z lekka szurniętą żonę. Mamy dwie inteligentne inaczej blondynki. Film w filmie. Video blog z relacjami na żywo.

Piraci z Karaibów - Na nieznanych wodach (2011)
Johnny Depp, Penelope Cruz, Ian McShane, Geoffrey Rush - jak widzicie, w czwartej odsłonie Piratów z Karaibów z podtytułem Na nieznanych wodach zaszły małe roszady. Ale właściwie niewiele to zmienia. Piraci przekształcili się z filmu w serial. Czwarta część to próba wniesienia czegoś nowego, przy zachowaniu tego co w poprzednich częściach było najlepsze. Próba nieudana - i bardzo dobrze.
Nie oznacza to wcale, że fil jest zły. O nie! Jest rewelacyjny, bo jest taki sam jak poprzednie części. Dostajemy dawkę humoru, przygody i Kapitana Jacka Sparrowa. Film więc niczym nowym nie zaskakuje i konsekwentnie trzyma się konwencji przygodowego, awanturniczego kina rozrywkowego dla całej rodziny.
Ponad wie godziny tejże rozrywki dostarczają widzowi odpowiedniej dawki tego, czego się spodziewał. Jest nowa intryga. Nowe wyzwanie. Nowa przygoda. Wiadomo, że będzie dobrze. Świat Piratów z Karaibów po raz kolejny z pokora znosi eksploatowanie tych samych gagów, postaci i przygód. Ale czyż Indiana Jones, Gwiezdne Wojny i inne filmy nie odcinają kuponów od błyskotliwej pierwszej części. Producenci nie chcą ryzykować czegoś nowego, gdy wiedza, że publiczność czeka na kontynuacje. I publiczność zapłaci. I mają rację.

Jestem bogiem (Limitless, 2011)
Przebojowy. Inteligentny. Przegrany.
Gdyby ktoś podarował Wam pigułkę szczęścia znosząca wszystkie ograniczenia Waszego mózgu, czy przyjęlibyście ją bez względu na konsekwencje? Czyż nie jest to oferta nie do odrzucenia – poczuć się bogiem, być ponad wszystkimi. I to tylko dzięki małej, malutkiej odrobince chemii zamkniętej w pigułce?
I tak oto niepozorny, borykający się z problemami niespełnionej kariery pisarz, przez przypadek otrzymuje dar niebios. Narkotyk, który odmienia jego życie. Odblokowuje cały potencjał mózgu. W kilka dni powstaje bestseller – napisany błyskawicznie na domowym komputerku. Wydawca oniemiał z wrażenia. Ale takie wyzwanie to nie wyzwanie. Giełda – tam są duże pieniądze. Dwa miliony w tydzień. To dopiero rozgrzewka.

Sanctum
Jesteś tylko pyłkiem.
Podwodny dramat o grotołazach złapanych przez naturę w śmiertelną pułapkę broni się wyśmienicie jako kino 2D. To niezaprzeczalny plus tej produkcji twórców Avatara.
Już na początku zastanawiałem się co takiego może mnie zafascynować w filmie o grotołazach. Nawet tych organizujących ekspedycję w niezbadane otchłanie Ziemi. Wiadomo, żeby był film musi być i przygoda. Coś musi się stać no i dla większego dramatyzmu ktoś musi umrzeć.
Ale czy tak wyreżyserowany teatr można oglądać z dreszczem przebiegającym po plecach?

