Sucker Punch
Mapa. Ogień. Nóż. Klucz. I… Nigdy się nie poddawaj!
Teledyskowy montaż w rytm dynamicznej muzyki. Przeskoki miedzy światami. Szpital psychiatryczny. Wydaje się Wam, że widzieliście już to wszystko. Bo tak, było. Ale nie było tak jak w Sucker Punch.
Po obejrzeniu podzielicie się na dwie grupy. Po jednej stronie ci, którzy znienawidzą ten film bądź uznają go za płytki i bezwartościowy (pozdrowienia dla recenzenta FilmWebu!). Po drugiej stronie znajda się ci, którzy zaczną go uwielbiać. Ja znajduje się w drugim obozie.
Określany jako film akcji i fantasy Sucker Punch rozgrywa się w trzech światach. Każdy jest ucieczka przed poprzednim, ratunkiem i wyzwoleniem. I można w tej fabule doszukiwać się głębi mniejszych lub większych, a można poprzestać na tym co napisałem. Fabuła jest jaka jest. Ale towarzyszy jej niesamowity klimat. Oczywiście teledyskowy montaż wyklucza klimat spokojnego, powoli rozwijającego się spektaklu. Tutaj już od samego początku w rytm znanego utworu Eurytmics rozpoczyna się akcja a zarazem dramat Babydoll – uroczej blondynki, która już wkrótce okaże się niezgorsza postacią niż Azumi.

Pożegnanie z niewinnością (Trust, 2010)
Spodziewałem się kina dla nastolatków, takiego Teen-movie o randkowaniu z internetu – to teraz modne.
Tymczasem wręcz niespodziewanie Pożegnanie z niewinnością (Trust) przekształciło się w prawdziwy, pełny emocji i ostrzeżeń dramat całej rodziny.
Film zdaje się być dedykowany wszystkim rodzicom swoich nastoletnich pociech, które czas spędzają w internecie, czatując wieczorami w zaciszu swoich pokoi z innymi nastolatkami. I tak 14-letnia Annie poznaje w internecie 16-letniego Charliego. Chłopaka – marzenie. Inteligentny, dowcipny rozumie ja i jej problemy. Doradza i pomaga. W krótkim czasie staje się jej bardzo bliski. Annie odkrywa że jest miły i przystojny a drobne jego wady nie mogą stanąć na przeszkodzie w ich „związku”. Rodzice akceptują wirtualną znajomość, zauroczenie chłopakiem. Wszystko wydaje się być w porządku. I nad wszystkim mają kontrolę.

Oddział (The Ward, 2010)
Miał być horror na miarę
możliwości mistrza,
a wyszło… jakoś tak…
John Carpenter. I dusze zamierają w cichym krzyku. Po obejrzeniu horroru Oddział (The Ward) mam za to przeświadczenie, że miała być lepsza i straszniejsza Tajemnicza Wyspa, a wyszło “straszadło pospolite”.
Twórcy horrorów nierzadko sięgają po szpitalne odosobnienie, w którym zamykają z pozoru obłąkanych ludzi. Zwykle taki niesłusznie posądzony o obłąkanie sugestywnie przekonuje widza, że obłąkanym nie jest. Natomiast, że coś jest nie tak w jego otoczeniu i ktoś skrywa przed nim jakieś tajemnice. Sekrety. Podąża więc w kierunku, który pozwoli rozwiązać zagadkę i jednocześnie oczyścić go z zarzutów związanych z niby chorobą psychiczną.

Vinyan (2008)
W podróży przez piekło
byłoby przynajmniej sucho
Lecz podróż ta jest do serca Birmy, w deszczu, który nie ustaje padać. Vinyan to horror dla ludzi o mocnych nerwach. I nie chodzi tutaj o to, że jakieś Bobo* wyskakuje i straszy widza. Vinyan to horror znacznie mocniejszy niż amerykańskie klasyczne horrory.
Niemal zawsze, gdy cywilizowany biały człowiek rozpoczyna wędrówkę, bynajmniej nie turystyczną, w serce dzikiego nieznanego lądu odkrywa nie tylko to, co zwykle jest skryte przed oczami kamer i telewizji. Podążając w jednym celu, pchany miłością lub innym uczuciem zagłębią się w mroczną stronę świata. Odkrywa nieodkryte. Dla niego. Bo inni tam żyją i przyjmują taki stan rzeczy, taki świat, jako coś swojego, normalnego, bliskiego ciału niczym koszula.
Podróż zaczyna się w „cywilizacji”, gdzie matka rozpoznaje na filmie video swojego zaginionego pół roku temu syna. Od tego momentu nie ma innego wyboru jak pojechać i szukać. Bo zawsze jest nadzieja. A przecież widziała. I tak rozpoczyna się podróż w inny świat. Przerażająco biedny, zniszczony, rządzący się swoimi prawami. Poszukiwania białego chłopca w Birmie to trudne zadanie. Jednak nasi bohaterowie znajdują przewodnika. Oczywiście słono za wszystko płacąc kolejnym pośrednikom. Jednak czy liczylibyście pieniądze w takiej chwili?

Poszukiwana (Abandoned, 2010)
Thriller sprawnie zrobiony.
W miarę solidny.
Z kilkoma zwrotami akcji.
Po kilku wcześniejszych pożal się boże thrillerach wreszcie trafiłem na jeden z tych lepszych. Poszukiwana (Abandoned) to nie jest jakiś super thriller mrożący krew w żyłach. Ale biorąc pod uwagę, że nie oczekiwałem po nim niczego rewelacyjnego z samego założenia, to bardzo miło mnie zaskoczył. Nie jest pretensjonalny i nie aspiruje do “najlepszego od wieków” thrillera. Ot po prostu thriller.
Prosty i czasami wręcz przewidywalny. A jednocześnie bardzo przyjemny w odbiorze. Mamy intrygę, którą rozpoczyna dziwna scena w podziemnym garażu. Zwiastuje ona, że coś będzie się działo (a na to przecież liczymy oglądając thriller). Następnie cofamy się 9 godzin wcześniej. Już dzięki temu zabiegowi udaje się twórcom filmu zainteresować widza. Bo oglądając sielski początek widz cały czas się zastanawia dlaczego chcieli ją zabić… Bo raczej na utulenie i wygnanie smutków to nie wyglądało.

