Transsiberian (2008)
No nie powiem, ale to chyba jeden z lepszych trillerów, jakie w ogóle kiedykolwiek oglądałem, a na pewno jeden z wartych uwagi, który powstał w ostatnich latach. Niesamowity klimat, nieśpiesznie rozwijająca się akcja, narastające napięcie i wędrówka oraz poznawanie mrocznych zakątków umysów bohaterów dramatu. A bohaterowie, wszystkie postacie w filmie, sa doskonale zarysowane, wyraziste, mają głębie. Każda z nich ma swoją historię. Każda z nich wygląda tak, że w życiu byście nei podejjrzewali co siedzi w jej głowie. A do tego potrafią krwawić jak i przelać krew… Dlatego ten film zachwyca. Mnie. Bo ja takie kino lubie. Właśnie takie, mocne, ponure, zagmatwane, bez tryskającego wszędzie optymizmu i jednoznacznie dobrych zakończeń…
PS. Mechanik, który był w kinach jakieś 4 lata wcześniej, tez był wyśmienitym filmem od tego samego reżysera…
O filmie - z serwisu Kinomaniaki.com - długi cytat:
Kolej Transsyberyjska prowadząca z Moskwy do Władywostoku to najdłuższy na świecie szlak stalowy, liczący sobie 9289 km długości. Trasa ta przecina aż osiem stref czasowych, wiedzie przez bezkresne obszary górskie, tajgi, stepy i tereny pustynne. Ponadto spotkać na niej można przedstawicieli dziesiątków zupełnie nieznanych Europejczykom i Amerykanom azjatyckich narodów. Nic więc dziwnego, że przejazd tą linią dla miłośników wszelkiego rodzaju egzotycznych podróży stanowi zawsze niezapomniane przeżycie. I to właśnie na jedno z takich niezapomnianych przeżyć liczyli bohaterowie najnowszego filmu znakomitego reżysera - Brada Andersona. Jednak pomiędzy marzeniami, a rzeczywistością rozciąga się jeszcze dłuższy szlak, potocznie nazywany życiem…

Lustra (Mirrors, 2008)
Lustra to klasyczny horror. Brak w nim elementu zaszkoczenia widza czymś nieoczekiwanym. Juz na samym poczatku zostajemy ostrzeżeni wokół czego będzie się toczyć cała fabuła. Jedyne zaś szokujące sceny to samookaleczenia niczym z filmu gore i to całkiem dobrego. O ile więc cały film można zaliczyc do “horrorowego kina familijnego” o tyle w paru momentach niektórzy powinni przymknac oczy. Technicznie i klimatycznie nie ma do czego się przyczepić. Jedynie, albo może “aż” - gra aktoraska, zwłaszcza głównego bohatera, jest mało przekonywująca. Ja mu nie wierzę, że przeżywa, że ma rozterki, strachy, itp. Sztuczna gra aktorska sprawia, że znika cały klimat zbudowany przez wyśmienitą scenografię, przerażającą historię, niesamowite ujęcia. Całośc więc nie zachwyca. Ale też jakoś nie poraża. Taka dośc przeciętna produkcja jak dla mnie…
O filmie - recenzja z serwisu: Kinomaniak.pl
Na taśmie filmowej często rejestrowane są historie, które w rzeczywistości nigdy się nie wydarzyły. Alexandre Aja idzie dalej. Reżyser powtarza za swoim koreańskim kolegą Kimem Seong-ho, autorem horroru z 2003 roku pytanie, co by było, gdyby lustra pokazywały odbicia, które nie mają pierwowzoru w otaczającym nas świecie.

Udław się (Choke, 2008)
Cóż można było powiedzieć. Nie każda filmowa ekranizacja prozy Palahniuka będzie dorównywać literackiemu pierwowzorowi. Choke to nie Fight Club. Bez dwóch zdań.
A jeśli nie czytaliście książki “Udław się” Palahniuka, to najlepiej omijajcie ten film z daleka. Bo wyda wam się nudny, naiwny, i niepełny. Zbyt dużo w nim uproszczeń. Zbyt mało objaśnień. W dwóch godzinach streszcona zostałą skomplikowana fabuła i ściśnieta spora dawka emocji. Z książkowego Palahniuka został tylko zarys fabuły, uproszczonej, ugrzecznionej, sympatycznej i przesłodzonej. Wyrżnieto zaś bez pardonu wszystko to, co stanowiło o potędze powieści. Więc i niewiele zostało. Film poniżej przeciętnej. Ani to rozrywka. Ani film zmuszający do refleksji i przemyśleń. Takie nie bardzo wiadomo właściwie co…
Recenzja z portalu FilmWeb.pl: Dławiąc się życiem
Życiem nadzwyczaj łatwo jest się zadławić, co wywołuje natychmiastowy odruch wymiotny. Nic dziwnego, że z chęcią ucieka się od niego, rzucając się w wir konsumpcji, gdzie seks może być takim samym towarem jak każdy inny. Jego wyjątkowość polega wyłącznie na tym, że daje krótkotrwałą ułudę spełnienia i błogiej nicości. W takim uprzedmiotowionym świecie, ażeby uzyskać odrobinę ciepła, trzeba dławić się po knajpach, oszukując przypadkowe osoby. Jedyna osoba, która z definicji nas kocha, nie dość, że powoli umiera, to jeszcze w wyniku demencji nie jest w stanie przypomnieć sobie imienia swojego syna, a tym bardziej wyjawić, kto był jego prawdziwym ojcem. Tak właśnie wygląda świat Victora Manciniego, uzależnionego od seksu naciągacza, którego praca polega na całkowicie bezsensownym paradowaniu w strojach kolonialnych, po całkowicie wyprutej z głębszych uczuć planecie.

Niebo nad Paryżem (2008)
Tym razem będzie cytat o filmie Niebo nad Paryżem. Poniżej zamieszczamy fragment tekstu autorstwa Karola Barzowskiego. A zaraz pod tym fragmentem odnośnik do całości.
* * *
Kocham Paryż. Jego wąskie, strome ulice, po których nie da się przejechać samochodem bez uszkodzenia lusterka. Bary i kafejki, z ich klejącymi stolikami. Metro, w niedziele przypominające sceny horroru z pociągiem widmo. Parki oraz ogrody, choćby i ze wszystkimi psimi kupami. No i wreszcie ludzi – w tym, a nawet zwłaszcza, sprzedawców, kelnerów, barmanów… Ich uśmiechy, choćby i były sztuczne, życzliwość, nawet jeśli wyuczona oraz otwartość – mimo że ponoć ją na nich wymuszam. Kiedy przyjeżdża się do tego miasta po raz któryś i nie ma już ciśnienia, by zobaczyć wszystkie zabytki, wejść na wieżę Eiffla, zjeść ślimaki, mule czy naleśniki (co wszystko jak najbardziej warto zrobić!), odkrywa się prawdziwe piękno tego miasta. Można na spokojnie, bez pośpiechu chłonąć klimat, nierzadko różniących się bardzo od siebie, dzwudziestu dzielnic stolicy Francji. Klimat, którego na wylot nie znają nawet rodowici paryżanie, albowiem w tym tętniącym życiem mieście cały czas trzeba się go uczyć na nowo.

James Bond - Quantum Of Solace (2008)
W zapowiedzi czytamy: Bond i M, próbują dociec, jaka organizacja stoi za szantażowaniem Vesper. Podczas przesłuchań Mr. White’a wychodzi na jaw, że to potężna, działająca na całym świecie organizacja, której celem jest przejęcie kontroli nad strategicznymi dla globalnej gospodarki surowcami. W pogoni za nią Bond rusza na Haiti, gdzie nie tylko trafia na trop złoczyńców, ale i poznaje równie piękną, co bezwzględną Camille, która również ma do wyrównania kilka rachunków.
A potem oglądamy i… żałujemy. Te Bondy są coraz nudniejsze. Im bardziej Bond stara się być “na serio” tym gorzej film wychodzi. Coraz mniej cudacznych, wręcz naukowo-fantastycznych gadżetów. Coraz mniej niewyobrażalnych dla człowieka wyczynów. Wszystko zmierza ku ultranowoczesnemu realizmowi. Ubywa zabawy, magii Bonda, rozrywki, którą ceniliśmy.
